Recydywa Dudy

AndrzejLepper_Kielce_0.jpg
Backlash to po angielsku „reakcja na coś”, choć trudno słowo to dokładnie przetłumaczyć na język polski. Dlatego zwykle używamy go po angielsku. W ubiegłym roku ukazała się praca dwójki amerykańsko-brytyjskich politologów prof. Pippy Norris i prof. Ronalda Ingleharta pt. „Cultural Backlash. Trump, Brexit and Authoritarian Populism” (Cambridge University Press 2019).

Inglehart przed laty opracował termin „konfliktu postmaterialistycznego”, który po roku 1968 zastąpił dotychczasowe podziały społeczne, na pierwszy plan wysuwając nie realne, ekonomiczne interesy różnych grup, lecz kwestie kulturowe.

Obaj uczestnicy drugiej tury wyborów wywodzą się z jednej formacji. POPiS jest środowiskowo następcą najgorszej w najnowszej historii Polski koalicji AWS-UW. Druga tura wyborów prezydenckich była w istocie walką dwóch frakcji jednego środowiska. Jedno z jego skrzydeł, określmy mianem neokonserwatywnego, drugie – neoliberalnego. Oba wyrastają z gruntu postsolidarnościowego, na który nałożono matryce zachodnie, dodatkowo przyozdobione odwołaniami do archaizmów sanacyjnych i postsanacyjnych, giedroycizmu i fobii części tzw. obozu niepodległościowego. Ten nieświeży bigos serwowany jest w ramach partyjnego duopolu Polakom od 2005 roku, tworząc kartel.

Istotne było zatem wykreowanie kwestii konfliktowych, różniących obie, dość podobne do siebie frakcje. Takim problemem były podczas ostatniej kampanii właśnie sprawy z zakresu wspomnianego konfliktu postmaterialistycznego. PiS starało się w niezdrowy sposób wzbudzać emocje wokół kwestii kulturowych, wywoływać całkowicie nieuzasadnione obawy przed np. eutanazją. Jednocześnie grało na nutach tożsamościowych, roszcząc sobie prawo do monopolu na definiowanie polskości. I pobudzało fobie, tym razem w pierwszej kolejności wobec Niemiec.

Ani jeden z wiodących tematów kampanii nie dotyczył sfer naprawdę istotnych z punktu widzenia urzędu prezydenta, spraw wchodzących do kompetencji głowy państwa. Nie pojawiła się dyskusja wokół strategicznych kwestii związanych z polityką zagraniczną i bezpieczeństwa. Nikt nie przedstawił też systemowej wizji działań prezydenta, pomysłu na sprawowanie urzędu głowy państwa. Nie było zresztą takich oczekiwań. Okazało się, że wystarczył prymitywny spektakl.

Drogą suwerenizacji polskiej polityki, napełnienia jej istotnymi treściami jest odsunięcie obu frakcji tego środowiska od władzy. Może się to wydarzyć jedynie w warunkach głębokiego kryzysu, albo sytuacji współrządzenia obu frakcji, ich współodpowiedzialności za kształt polityki. Dopiero wtedy mogłyby w Polsce dojść do głosu siły spoza aktualnie rządzącego środowiska. Powstałaby przestrzeń dla diametralnie innej polityki, wyprowadzonej poza schemat postmaterialistycznego spektaklu.

Recydywa Andrzeja Dudy może z kolei doprowadzić – paradoksalnie – do wygranej frakcji neoliberalnej w kolejnych wyborach parlamentarnych. Tak stanie się w wyniku ewentualnego kryzysu lub dekompozycji PiS. PO plasować będzie się w roli największej siły opozycyjnej, marginalizując wszystkie pozostałe ugrupowania krytyczne wobec partii Jarosława Kaczyńskiego. Zupełnie inaczej sprawa przedstawiałaby się w sytuacji kohabitacji, która prowadziłaby do wizerunkowego rozłożenia odpowiedzialności na obie frakcje POPiS.

PiSowski backlash nie jest autentycznym protestem przeciwko neoliberalnemu establishmentowi medialno-politycznemu. Protest taki wyrażał swego czasu Andrzej Lepper i Samoobrona. Różnica pomiędzy nieżyjącym wicepremierem a kreatorem kariery Dudy z warszawskiego Żoliborza polegała przede wszystkim na tym, że ten pierwszy był człowiekiem wywodzącym się z polskiej prowincji i rozumiejącym ją, zaś ten drugi po prostu manipulatorem wjeżdżającym na jej plecach do władzy. Lepper, a w pewnym stopniu również PSL, starał się uświadamiać polskiej prowincji mechanizmy ekonomiczne i polityczne, które były faktyczną przyczyną jej zapóźnienia cywilizacyjnego.

Osobiście byłem wielokrotnie świadkiem, jak tłumaczył językiem prostym skomplikowane schematy oddziaływania globalizacji i deregulacji na sytuację polskiej wsi. Ludowcy również organizowali świadomość obywatelską polskiej prowincji. PiS i Kaczyński – widać to było w kampanii Dudy – stosowało prymitywne zabiegi manipulacyjne, pogłębiając analfabetyzm funkcjonalny wykluczonych i starszych wiekiem grup społecznych. Kaczyński zrozumiał, że kluczem do zdobycia i utrzymania władzy w Polsce jest kontrola nad prowincją. To dlatego na jego celowniku znalazła się niegdyś Samoobrona i PSL.

A na razie mamy przed sobą wszyscy trzy lata bez wyborów, które – nie ma wątpliwości – przyniosą dalsze umacnianie się i cementowanie neosanacyjnego autorytaryzmu PiS. Następne wybory mogą więc być znacznie dla opozycji trudniejsze.

Mateusz Piskorski
Fot. Wikipedia Commons
Myśl Polska, nr 29-30 (19-26.07.2020)

Dzial: