Kto jest „ostatnim endekiem”?

brandt.jpg
Nie bądźmy talmudystami – przestrzegał Roman Dmowski, dając do zrozumienia, że myśl narodowa nie może się kierować dogmatami, tylko realną oceną otaczającej nas rzeczywistości. W tradycji naszego pisma, które istnieje od 1941 dewiza ta była realizowana zawsze, pismo było miejscem wywiany poglądów, nawet bardzo od siebie odległych, o co dbał zwłaszcza długoletni redaktor naczelny Antoni Dargas.

Pismo otwarte było też na publikacje ludzi z innych obozów politycznych, także lewicowych. Bowiem Myśl Polska, to pismo „poświęcone życiu i kulturze narodu”, a więc jest czymś znacznie szerszym niż biuletynem partyjnym jednego ugrupowania, czy wąsko rozumianej grupy ideowej.

Piszę o tym na marginesie, skądinąd ciekawej, dyskusji po opublikowaniu na naszych łamach wywiadu Matusza Piskorskiego z Manuelem Ochsenreiterem. Przy tej okazji pojawiły się, raczej nieliczne, głosy tego typu: „wywiad z Niemcem?”, „dlaczego Redakcja nie zajęła stanowiska wobec tego, co on mówi”, „dlaczego nie opatrzyła tego komentarzem”. Były też inne, moim zdaniem niedopuszczalne chwyty, typu – za Ochsenreiterem stoją niemieccy neonaziści, bo 70 lat temu pewne pismo założył jakiś członek SS, że w sumie to oszust ukrywający pod płaszczykiem sympatii do Polski plan zniewolenie przez niemiecki imperializm itp. Zwykłem dyskutować o tym, co kto mówi a nie o tym, co mógł mieć na myśli, przy czym o tym, co on miał na myśli, decyduje się wedle jakiś niejasnych kryteriów. Nie jest też dobrym augmentem wyciąganie symbolicznego „dziadka z SS” (może też być dziadek z Wehrmachtu, SA, UB, SB, KPP czy w ogóle z PRL).

W polskich pismach ukazują się dziesiątki wywiadów z różnymi niemieckimi politykami, pisarzami czy dziennikarzami (także w pismach prawicowych) i jakoś nikt nie krzyczy, dlaczego te redakcje „nie odcięły” się od ich treści. Dlaczego zatem akurat Myśl Polska ma się „odcinać”? Co takiego zbrodniczego padło w tych wywiadach, żeby się od niech „odciąć”?. Koncepcje i oceny jakie prezentował nasz rozmówca są znane, niektórzy z nimi się zgadzają, inni nie, to naturalne. I z tym można dyskutować.

Żeby uzasadnić opinię o konieczności „odcięcia” się od treści tego wywiadu – wyciągnięto także inny „argument” – przecież Narodowa Demokracja była antyniemiecka. Wynika z tego, że jak ND „była antyniemiecka”, to nie możemy w ogóle dopuszczać jakiekolwiek dialogu czy rozmowy z Niemcami.

Po pierwsze, ND przez wiele lat sprzeciwiała się polityce niemieckiej, bo Niemcy stanowiły najpierw zagrożenie dla polskich aspiracji niepodległościowych i ich zwycięstwo zniweczyło by je na długo. Po drugie, w okresie późniejszym stały się dla Polski także zagrożeniem egzystencjalnym (II wojna światowa). Do 1945 trwała też z Niemcami walka o terytorialny kształt Polski – jak pisał Dmowski Traktat Wersalski tego sporu o to, gdzie ma być Polska – nie rozstrzygnął.

Rok 1945 był wielkim przełomem, końcem ery niemieckich podbojów militarnych. Drugi przełom nastąpił w 1970 roku, było to podpisanie układu Polska-RFN, wreszcie trzeci przełom to uznanie granicy na Odrze i Nysie przez zjednoczone Niemcy w1990 roku. Tak oto, po wielu latach została usunięta zasadnicza przeszkoda w unormowaniu relacji między Polską a Niemcami, czy szerzej między narodami polskim i niemieckim.

Już w 1970 taką pespektywę widział Tadeusz Bielecki, prezes Stronnictwa Narodowego na emigracji, który pisał, że układ między Polską a RFN jest momentem przełomowym w powojennej historii Polski, a być może w całych naszych dziejach. Wyraził nadzieję na to, że może to być początek nowej ery, która zaprowadzi do pojednania obu narodów: „Byłby to prawdziwy przewrót, oznaczałby pogrzebanie polityki Bismarcka i nawrót do czasów Ottona III sprzed tysiąca lat” (T. Bielecki, „Co minęło i co nas czeka”, MP z 1/15 stycznia 1971). Zdanie takie wypowiadał redaktor pisma, które konsekwentnie przez całe dziesięciolecia stało na gruncie obrony polskich praw do granicy na Odrze i Nysie i ostrzegało przed niemieckim rewizjonizmem.

Przypomnę tu także oceną, jaką sformułował pod koniec życia Stanisław Kozicki, bliski współpracownik Romana Dmowskiego. W 1957 napisał: „Z tego doświadczenia i z tych wspomnień czerpię przeświadczenie, że w przyszłości decydującym czynnikiem będzie to, czy potrafimy Niemcom przeciwstawić te same siły, które oni wykazać potrafią. Mają Niemcy liczne wady i popełniali w polityce zawsze błędy. Wiemy o tym z tysiącletnich z nimi stosunków, z doświadczeń z Krzyżactwem, z wydarzeń XVIII w., z polityki Bismarckowskiej, wreszcie z ostatniej wojny i okupacji niemieckiej... Lecz mają także wielkie zalety – w dziedzinie, którą się tu zajmujemy – gotowość do wielkich ofiar, gdy chodzi o ich interesy narodowe, wielką umiejętność pracy i organizacji tej pracy. Wykazali to po ostatniej wojnie i wykażą niewątpliwie w przyszłości. Przyszły układ stosunków polsko-niemieckich, oprócz wpływów, o jakich wspomnieliśmy już powyżej, będzie także zależał od tego, czy tym właściwościom i zaletom narodu niemieckiego potrafimy przeciwstawić właściwości i zalety podobne – czy dorównamy im swą pracowitością, swą umiejętnością pracy i jej organizacji”.

Nawiązywał w ten sposób do myśli Dmowskiego wyrażonej w „Polityce polskiej odbudowaniu państwa”, gdzie lider obozu narodowego napisał, że bynajmniej nie jest germanofobem, choć zawsze przeciwstawiał się polityce niemieckiej (pruskiej), ale nie wyklucza sytuacji, kiedy oba narody będą wspólnie bronić cywilizacji europejskiej.

Polska leży między Niemcami a Rosją, i tu, w tej konfiguracji geopolitycznej będzie się kształtować jej los. Dzisiaj nie ma możliwości grać z Rosją przeciwko Niemcom i odwrotnie – z Niemcami przeciwko Rosji. Dzisiaj wyzwaniem jest znalezienie naszego miejsca właśnie w tej konstelacji geopolitycznej, tym bardziej, że obecnie współpraca rosyjsko-niemiecka nie jest, wbrew krzykaczom powołującym się na historię, egzystencjalnym zagrożeniem dla Polski, wręcz przeciwnie, może być dla nas wielką szansą.

Dzisiaj problem jest inny – Niemcy znajdują się w stanie cywilizacyjnej zapaści, są częścią świata globalistycznego, z dominującą ideologią współczesnego liberalizmu i nihilizmu. Mają narastające kłopoty z islamską imigracją, stanowiącą de facto tykającą bombę, stanowiącą zagrożenie także dla nas To są współczesne problemy Niemiec i nasze z nimi, a nie mityczne siły neonazistowskie. O tym m.in. mówił w wywiadzie dla MP nasz rozmówca, i nad tym się zastanawiajmy, a nie poszukujmy na siłę na siłę Gruppenführera Wolfa.

Jan Engelgard
Na zdjęciu: podpisanie układu Polska - RFN w 1970 roku
Myśl Polska, nr 25-26 (21-28.06.2020)