Wojna rasowa, to jednak także nasza wojna

otto 1.jpg
Obłęd toczący Stany Zjednoczone A. P., przyjmujący formę wojny pomnikowej, w wyniku której strącani z cokołów są przywódcy polityczni i wojskowi konfederatów, osiągnął obecnie granice absurdu. Oto w Ameryce, w miastach Richmond, Wirginii, Bostonie i Minneapolis usunięte zostały posągi… jej odkrywcy, Krzysztofa Kolumba.

Powód? Zły stosunek do rdzennych mieszkańców kontynentu w czasie jego podboju. Symboliczne usuwanie z własnej historii najważniejszych postaci coraz bardziej przypomina praktyki rodem z „Roku 1984”. Niestety, coraz częściej stają się one udziałem również innych państw, w tym także europejskich. Po belgijskim pomniku Leopolda II w Antwerpii, w Niemczech rozpoczęła się dyskusja nad usunięciem pomnika Otto von Bismarcka w Hamburgu.

Przyznam szczerze, że, mając pełną świadomość tego, kim był Bismarck, jakie plany względem Polski i Polaków miał i wdrażał, podobne praktyki uważam za odpychające i moralnie dwuznaczne. Bo jakże inaczej nazwać działania prowadzące do zaprzeczania przez kolejne państwa własnej tożsamości, przykrawanie historii narodowej do współczesnych standardów politycznej poprawności? Historii zmienić nie można, można i trzeba natomiast czerpać z niej wiedzę i doświadczenie. Nie popełniać wcześniejszych błędów i poddawać przeszłość analizie.

Można pisać, i pisze się, prace o życiu i działalności, w tym polityce, „żelaznego kanclerza” (polecam tu doskonałą pracę Lecha Trzeciakowskiego, „Otto von Bismarck”, Wrocław 2009), w których różni autorzy różnie ją oceniają, ale symbolicznie wykreślać taką postać z historii Niemiec? Twórcę zrębów nowoczesnego państwa, jego polityki wewnętrznej, geopolityki, gospodarki, ustroju administracyjnego, systemu socjalnego? A wszystko to w imię haseł suflowanych Niemcom przez rozpasaną mniejszość zza wielkiej wody? Samo nasuwa się w tym miejscu pytanie, gdzie jest granica owego szaleństwa? Jak długo Ameryka i Europa (bo Rosja jeszcze nie, i pewnie jeszcze długo nie) zgadzały się będą na dyktat sił, stanowiących sojusz „wiecznie” prześladowanych potomków niewolników, aktywistów LGBT, wojujących feministek oraz ich lewackich adwokatów?

Proponowane przez nich pisanie historii wspólnot na nowo jest drogą donikąd, prowadzi bowiem do zaprzeczenia, zaparcia się przez narody samych siebie. Tracąc dotychczasową tożsamość, nie zyskują one jednak nowej. Przecież, usuwając z Niemiec Bismarcka, dotykamy jedynie wierzchołka góry lodowej. Wszak, podług prawideł obecnej politycznej poprawności, po dokonaniu rzetelnej lustracji całej niemieckiej historii, nie zostałoby z niej nic. Niemiecka idea imperialna realizowana przez pierwszych cesarzy Rzeszy, przede wszystkim kosztem ludów wschodnich, znajdowała kontynuatorów w każdym niemal stuleciu.

Hasło „ausrotten” podjęli i rycerze/zakonnicy Zakonu krzyżackiego, do nich odwoływał się zaś Fryderyk II, następnie Bismarck, a po nim III Rzesza. Dotyczy to zresztą w oczywisty sposób całego pruskiego dziedzictwa. I nie chodzi tu oto, aby współczesnych Niemców zachęcać do kultywowania tej tradycji, ale o „krytyczną kontynuację” własnej historii. Pozwólmy Niemcom być Niemcami. Polska polityka historyczna musi dawać skuteczny odpór niemieckiej wizji dziejów, jednak zmuszanie do wiecznego kajania się, wzbudzanie wstydu z faktu przynależności do własnego narodu, nie jest do tego chyba najlepszą drogą.

Biorąc też pod uwagę wszystko, co powyżej, wbrew ocenie dokonanej przez Mateusza Piskorskiego w poprzednim numerze „Myśli Polskiej” (nr 25-26/2020), uważam że to, co obecnie obserwujemy w Ameryce, nie do końca nas nie dotyczy. Jak widać bowiem z przykładów z Belgii i Niemiec podobne do opisanych zapędy znajdują ochoczo zwolenników także i na starym kontynencie. A w Polsce? Nie znajdą się i tacy, którzy za antysemityzm prawdziwy i domniemany z cokołów i tablic usuną i Staszica, i Dmowskiego, i Witosa, i Paderewskiego, i Reymonta, i wielu innych? Tak, że w efekcie zostaniemy tylko z upamiętnieniami Piłsudskiego i Jana Pawła II, chociaż nie, ten drugi zostanie oskarżony o ukrywanie pedofilii w Kościele…

Maciej Motas
Na ilustracji: Otto von Bismarck na Kongresie Berlińskim
22.06.2020