Pandemia, czyli zarządzanie strachem

WHO@2x.png
Pandemia koronawirusa wprowadziła w nasze życie szereg ograniczeń, słowem wywróciła nasz indywidualny porządek rzeczy. Nagle trzeba było przestawić się na pracę i naukę „zdalną”. Podobnie było z uczestnictwem w Mszach św., konferencjach itp. Ale przy okazji uaktywniły się ośrodki, których głównym zadaniem są działania w zakresie inżynierii społecznej.

Także po raz kolejny okazało się, że WHO w obliczu pandemii ogarniającej świat nie bardzo wie co robić aby to zjawisko ograniczyć. Zaskakuje za to swoimi głębokimi przemyśleniami. Zapowiada bowiem, że nawet jeśli choroba zostanie powstrzymana, to na pewno powróci. Konieczne są szczepionki, ale… nawet one nie będą gwarantować ludzkości względnego bezpieczeństwa. Bo przecież mogą nadejść kolejne pandemie, zatem konieczne ich zdaniem jest podtrzymywanie „stałej gotowości”. Bo jak twierdzą specjaliści z WHO: „Nie można ot, tak sobie wyjść z kwarantanny”.

To stanowisko, a w zasadzie jego brak, WHO pokazuje, że w obliczu zagrożenia zdrowia ludzkości organizacja ta nie wie co robić, a ponoć w tejże organizacji pracują światowe tuzy nauk medycznych i biologicznych. Owszem, organizacja ta w przeszłości popisała się kuriozalną decyzją skreślając z listy chorób zachowania homoseksualne, ale… nie był to efekt wnikliwych badań specjalistów seksuologów i psychiatrów, ale głosowanie, w którym co interesujące nie brali udziału lekarze, ale wyłącznie politycy.
Ponieważ WHO po raz kolejny, mówiąc kolokwialnie, dała ciała – zareagował Prezydent Donald Trump.

Przede wszystkim oskarżył WHO o sprzyjanie i uleganie interesom chińskim, przez co opóźniono informacje o rozprzestrzenianiu się i zasięgu korona wirusa. W ślad za tym oskarżeniem poszły decyzje USA o wstrzymaniu finansowania WHO. Czy za tym pójdą inne kraje? Trudno dziś jednoznacznie to stwierdzić, ale pojawiły się głosy, że WHO musi ulec głębokiej sanacji. Przede wszystkim takiej, która ustawi tę organizację dla służenia zdrowiu, a nie politycznym, przede wszystkim lewicowo- liberalnym interesom, czego m.in. przykładem jest wspomniana powyżej decyzja o wykreśleniu homoseksualizmu z listy chorób.

Wracając do obecnej pandemii, to przy długim milczeniu WHO w tej sprawie zaczęły się pojawiać głosy różnych, najczęściej nieznanych, a ponoć o międzynarodowym znaczeniu organizacji, które publikowały swoje oceny o zakresie epidemii i katastrofalnych skutkach, jakie w zakresie jej zwalczania przyjęło wiele krajów. A rządy różnych krajów zaczęły stosować środki bardzo daleko ingerujące w życie prywatne obywateli.

Dobrym przykładem wykorzystywania przez rządy pandemii do kontrolowania społeczeństw może być fakt zobligowania sieci komórkowych do udostępniania organom państwa aktualnych lokalizacji użytkowników telefonów. Przy pomocy kart bankomatowych zaczęto kontrolować zakupy indywidualne. Jednocześnie usiłuje się wyeliminować transakcje gotówkowe. Zaczęto coraz głośniej mówić o konieczności wszczepiania ludziom czipów, ponoć dla ich bezpieczeństwa, ale tak naprawdę, aby kontrola ludzi była bardziej skuteczna. Przede wszystkim koronawirus unaocznił nam w jakim kierunku idzie globalizacja w swej najgorszej dla człowieka wersji. Zmierza bowiem do powszechnej kontroli zachowań człowieka bez żadnej odpowiedzialności nadzorujących. Powstaje zatem pytanie- czy w efekcie obecnej pandemii, która pokazała słabość globalizacji w jej obecnym kształcie, choćby na przykładzie WHO, nastąpi odwrót od globalizacji?

Moim zdaniem odwrotu od globalizacji nie spowodują nawet nie ukrywane już dziś zakusy poszerzenia kontroli ludzi. Globalizacja po pandemii wejdzie w szybkim tempie na wyższy poziom, w którym dokonana zostanie fuzja świata wirtualnego ze światem fizycznym. Rewolucja światowa postępuje do przodu i nie ma co liczyć na to, że jej funkcjonariusze zrezygnują z władzy nad światem. Mimo, że zbankrutowała rewolucja oświeceniowa, która szerzyła wiarę w nieograniczony postęp ludzkości to próby stworzenia nowego człowieka trwają nadal. Jak dotychczas żadnej z rewolucji, począwszy od rewolucji francuskiej nie udało się wytworzyć tak mocnych emocji, które porwałyby całą bez wyjątku ludzkość. Niczym nie udaje się zastąpić nadziei na to, że będzie lepiej. Zatem globalistom pozostaje szerzenie strachu i zarządzanie nim. Kiedyż straszono ludzi wojna gazową, ale nie użyto go na polu bitwy w czasie ostatniej wojny. Potem pojawiło się straszenie wojną nuklearną a później wszechobecnym terroryzmem. Ale straszenie tymi zjawiskami nie odnosiły zamierzonych skutków. Z różnych powodów.

Optymalnym do osiągnięcia celów globalistów okazał się strach przed pandemią. Ludzie panicznie boją się nie tylko śmierci, ale nawet samego zachorowania. Ale strach przed zachorowaniem jest wstępem do alienacji i atomizacji społeczeństwa. To z kolei wydaje bezbronnych z powodu swojego strachu ludzi na pastwę sprawujących władzę. Krańcowym efektem staje się depresja i rozpacz słabszych ludzi. A wtedy ludzie łatwiej ulegają psychomanipulacji i są skłonni uwierzyć w każdy program polityczno-społeczny oraz bez szemrania są w stanie podporządkować się każdemu systemowi. Czy naprawdę tego chcemy?

Ireneusz T. Lisiak
13.06.2020