„Cham” ocenzurowany

okl cham.jpg
Na fali politycznej poprawności popularny portal Allegro wstrzymał sprzedaż najnowszej książki Rafała Ziemkiewicza. Wzbudziło to wiele gwałtownych emocji, jak to z emocjami bywa, zazwyczaj niezbyt racjonalnych. Z ust prawicowych komentatorów padły słowa o cenzurze a nawet o „lewackim” dyktacie. Dowiedzieliśmy się też (zgodnie z prawdą), na tym samym portalu, który „ocenzurował” Ziemkiewicza bez problemów możemy kupić książkę Hitlera, Lenina czy Marksa.

W kontekście powyższego zadajmy sobie pytanie: czy księgarnia (nieistotne czy klasyczna czy internetowa) może sprzedawać dzieła Hitlera jednocześnie odmawiając sprzedaży dzieł Ziemkiewicza? Wbrew pozorom nie jest to wcale pytanie nowe, a odpowiedź na nie nie jest oczywista.

Klika lat temu głośna była spraw drukarza, który za odmowę świadczenia usług druku na rzecz fundacji LGBT został skazany z Art. 138 Kodeksu Wykroczeń. Przedmiotowy przepis brzmiał wówczas: „Kto, zajmując się zawodowo świadczeniem usług, żąda i pobiera za świadczenie zapłatę wyższą od obowiązującej albo umyślnie bez uzasadnionej przyczyny odmawia świadczenia, do którego jest obowiązany, podlega karze grzywny.”

Po interwencji ministra Ziobry przedmiotową sprawą zajął się Trybunału Konstytucyjny, który orzekł, iż inkryminowany Art. 138, w części zawierającej słowa „albo umyślnie bez uzasadnionej przyczyny odmawia świadczenia, do którego jest obowiązany” jest niezgodny z Konstytucją RP. Na skutek wyroku przepis ten utracił moc w tym zakresie.

Już wtedy ostrzegałem (pozwolę sobie tutaj na drobną małostkowość), że zniesienie tego przepisu będzie miało daleko idące konsekwencje. Mianowicie zaczniemy sobie wzajemnie odmawiać świadczenia usług. W zglobalizowanym w świecie, zdominowanym przez lewicę z natury rzeczy częściej będziemy mieli do czynienia z odmową świadczeń na rzecz osób o przekonaniach wyraźnie prawicowych. I tak właśnie się dzieje. Mimo wszystko jestem zwolennikiem takiego rozwiązania. Jest zwyczajnie uczciwsze, niż przymuszanie kogokolwiek do współpracy z osobami czy grupami, do których czuje mniej lub bardziej racjonalną niechęć.

W normalnych warunkach gospodarczych ocenzurowany Ziemkiewicz powinien więc pokazać środkowy palec właścicielom Allegro i przenieść handel swoim towarem na bardziej przyjazną platformę. Tu jednak teoria się kończy a zaczyna się nasza przaśna rzeczywistość. Mianowicie innej platformy w zasadzie nie ma. Kolejne rządy bezradnie patrzyły jak grupa Allegro monopolizuje handel w polskim internecie, doprowadzając do faktycznego przejęcia całości rynku. Lewiatan rósł i za nic miał polski porządek prawny. Pomimo tysięcy skarg ze strony podmiotów sprzedających (polskich przedsiębiorców) UOKiK od lat nie potrafił zaradzić bezprawnym praktykom stosowanym przez potentata.

Rządy PiS niewiele zmieniły w tej kwestii. Nasi władcy, tak srodzy dla drobnych krajowych ciułaczy, dla zagranicznych korporacji są słodcy niczym miód i hojni niczym Dziadek Mróz. A to zwolnią z podatków cyfrowych gigantów, a to dorzucą mercedesowi kilkadziesiąt milionów na otwarcie fabryki... Nic dziwnego, że i na stanowiącego potencjalne zagrożenie dla bezpieczeństwa gospodarczego państwa molocha, patrzyli dotąd przez palce. Mam nadzieję (choć nikłą), że cała ta niesympatyczna draka przypomni rządzącym, że jedną z istotnych prerogatyw państwa, nie kwestionowaną nawet przez gospodarczych liberałów, jest walka z monopolami.

Może się więc jeszcze okazać, że na całym zamieszaniu zyskamy prawie wszyscy. Rafał Ziemkiewicz, bo zyskał darmową reklamę, dzięki której innymi kanałami dystrybucji sprzeda więcej książek niż uczyniły to przez Allegro. Zwolennicy wolności, którzy przekonają się, że także wolność ma swoją cenę. A na koniec miliony konsumentów dokonujący zakupów w sieci. Ale to ostatnie jedynie pod warunkiem, że ktoś z rządzących zachce wyciągnąć z zaistniałej sytuacji jakiekolwiek wnioski.

Przemysław Piasta
10.06.2020