Rosyjski dziennikarz przeciwko TVP

msz_1.jpg
Ordynarność prymitywnej propagandy kontrolowanej przez PiS TVP jest już czymś powszechnie uznawanym, do pewnego wręcz stopnia akceptowanym. Wzmaga się ona szczególnie w okresie przedwyborczym, prowadząc do naruszenia dóbr osobistych szeregu osób. Nie chodzi przy tym wyłącznie o konkurentów partii rządzącej, lecz również o osoby spoza krajowej sceny politycznej, a nawet obywateli innych państw.

Ci ostatni z reguły nie reagują na emitowane materiały, często nawet nie wiedząc o naruszaniu ich dóbr osobistych przez media publiczne w odległej Polsce. Ostatnio pojawił się jednak wyjątek od tej reguły, którego sprawcą jest Leonid Swiridow, znany rosyjski dziennikarz, obecnie z redakcji Sputnika. Swiridow przez kilkanaście lat mieszkał w Polsce (stale w okresie 2003-2015), był jednym z najważniejszych korespondentów zagranicznych akredytowanych przez polskie MSZ. Przeprowadzał wywiady i spotykał się z czołowymi polskimi politykami, w tym urzędującymi premierami i prezydentami.

Na fali antyrosyjskiej nagonki, która podniosła się w Polsce po przewrocie na Ukrainie w 2014 roku, Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego rozpoczęła zakrojone na szeroką skalę polowanie na rzekomych rosyjskich agentów wpływu. W jej wyniku w kwietniu 2015 roku wojewoda mazowiecki, a następnie szef Urzędu do Spraw Cudzoziemców wydali decyzję o wydaleniu korespondenta z terytorium Polski, oczywiście powołując się na wniosek ABW w tej sprawie. Rosyjski dziennikarz opuścił Polskę 12 grudnia 2015 roku i od tej pory objęty jest zakazem wjazdu na jej terytorium. Jego pełnomocnik odwoływał się od wspomnianych decyzji, lecz w związku z obowiązującymi w Polsce przepisami spór sądowy w takich kwestiach jest w praktyce niemożliwy.

Wynika to z prostego faktu, że ani poszkodowany (wydalony cudzoziemiec), ani reprezentujący go pełnomocnik nie mają żadnej możliwości zapoznania się z argumentami zawartymi we wniosku ABW, który jest w całości utajniony. Okazuje się zatem, że cała procedura odwoławcza przed sądami administracyjnymi przypomina farsę, bo jedna ze stron nie jest w stanie w żaden sposób ustosunkować się do uzasadnienia zaskarżanej decyzji.

Obecne przepisy są tu ewidentnie sprzeczne nie tylko z konstytucją, ale również z Europejską Kartą Praw Człowieka, na co zwrócił uwagę nie tylko Swiridow, ale także inne osoby, obywatele różnych krajów, wobec których procedurę wydalenia z Polski zastosowano. Rosyjski dziennikarz zaskarżył w tej sprawie władze polskie przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka w Strasburgu (numer skargi 3148/19) i czeka obecnie na wyznaczenie składu sędziowskiego w tej sprawie.

Leonid Swiridow nigdy nie usłyszał jakichkolwiek zarzutów karnych w Polsce, ani w jakimkolwiek innym kraju. Z przecieków medialnych z ABW wynikało jednoznacznie, że sprawa jego wydalenia miała związek z tezą, iż rosyjskie media z definicji działają przeciwko interesom Polski. Nie przeszkodziło to TVP wykorzystać nazwiska dziennikarza do ataku na polityków Konfederacji, którzy udzielali mu wywiadów przed wyborami do Parlamentu Europejskiego w 2019 roku. Dwa dni przed głosowaniem na antenie głównego wydania „Wiadomości” w TVP1 pojawił się materiał ukazujący rzekome rosyjskie powiązania przedstawicieli tej partii, w którym lektorka stwierdziła, że Swiridowa wydalono z Polski w związku z zarzucanym mu szpiegostwem. Ten sam materiał został następnie opublikowany na stronie internetowej telewizji publicznej.

Rosyjski dziennikarz zażądał sprostowania w trybie prawa prasowego, którego wyemitowania TVP odmówiła. W efekcie do Sądu Okręgowego w Warszawie trafił właśnie jego pozew przeciwko publicznemu nadawcy (sygn. akt: I C 633/20). Poza zamieszczeniem sprostowania i przeprosin poszkodowany żąda m.in. wpłaty na konto Fundacji „Otwarty Dialog”, której przewodnicząca, obywatelka Ukrainy również została wydalona z Polski na wniosek ABW, choć jej poglądy i działalność z Rosją nie miały nic wspólnego, a wręcz były wobec Moskwy krytyczne. Jak twierdzi Swiridow, chodzi tu jednak o pewien wymiar symboliczny i pokazanie, że niezgodne z jakimikolwiek standardami procedury stosowane są wobec bardzo różnych osób i podmiotów.

Proces przeciwko TVP będzie niezwykle interesujący z tego względu, że dotyczy de facto całego modelu działania tego medium, bez żadnych zahamowań szkalującego każdego dla bieżących celów politycznych PiS. Można być też pewnym, że odbije się on głośnym echem nie tylko w Rosji, ale też w innych krajach. W końcu niewiele jest w Europie państw, w których media publiczne bez żadnych podstaw i zastrzeżeń określają kogoś „szpiegiem”, kłamią w żywe oczy mówiąc o jakichś nieistniejących zarzutach. Ewentualne jego pozytywne dla Swiridowa rozstrzygnięcie może uruchomić cała lawinę pozwów przeciwko spółce z Woronicza ze strony innych osób pomawianych na antenie TVP. Szkoda tylko, że koszty tego wszystkiego znów obciążą podatników, zmuszanych do kolejnych „dotacji” na rzecz najmniej chyba profesjonalnej instytucji propagandowej we współczesnej Europie.

Mateusz Piskorski
Na zdjęciu: Leonid Swiridow z Radosławem Sikorskim
9.06.2020

Dzial: