Największy wróg Prezydenta

tvp 2.JPG
Zgodne, jak rzadko kiedy, media na głównego antagonistę obecnie urzędującego prezydenta kreują Rafała Trzaskowskiego. Jest to narracja równie atrakcyjna co nieprawdziwa. Obecny włodarz stolicy, niezależenie od swoich faktycznych czy wyimaginowanych przymiotów, nie jest w stanie stanąć na drodze do reelekcji Andrzeja Dudy. I co ciekawe, prawdopodobnie nie będzie musiał. Wyręczą go w tym politycy i działacze PiS-u.

Zacznijmy od początku serii niefortunnych zbiegów okoliczności, których ofiarą padł obecny lokator Pałacu Prezydenckiego. W zaplanowanych na 10 maja wyborach urzędujący prezydent miał graniczącą z pewnością szansę na rozstrzygniecie rywalizacji już w pierwszej turze. Był to przede wszystkim efekt skokowego wzrostu zaufania dla rządu, stanowiącego rezultat fali powszechnej obawy przed zagrożeniem zewnętrznym – koronawirusem.

Sondażowe słupki, zarówno PiS-u jak i samego Andrzeja Dudy, wystrzeliły w górę osiągając niespotykane wczesnej rozmiary. W tym samym czasie kandydatka głównej siły opozycyjnej roztrwoniła swoje poparcie serią niefortunnych wypowiedzi. Wydawało się już, że urzędujący prezydent ma zwycięstwo w garści.

W takiej sytuacji politycy PiS zaczęli, z niezrozumiałych względów, mataczyć przy ordynacji wyborczej, doprowadzając ostatecznie do konstytucyjnego kryzysu. Napiszmy to wprost: wybory 10 maja 2020 roku nie odbyły się wyłącznej winy większości sejmowej, czyli de facto partii rządzącej. Kontrolowany przez opozycję Senat nawet w najdrobniejszym aspekcie legislacji nie złamał prawa, wykorzystał jedynie przysługujące mu uprawnienia. W ten oto sposób politycy PiS zmarnowali najlepszą okazję na łatwą reelekcję Andrzeja Dudy.

Szanse na rozstrzygnięcie rywalizacji już w pierwszej turze zostały zaprzepaszczone. W tej sytuacji zaplecze prezydenta powinno rozpocząć pilne zabiegi o pozyskanie nowego elektoratu, niezbędnego do przechylenia szali zwycięstwa w dogrywce. Jako, że większa część opozycji solidarnie PiS-u nie znosi, możliwości są tutaj dość ograniczone. Pierwszym i podstawowym celem pisowskich „macherów” powinien być więc elektorat Konfederacji (pomiędzy 6 a 9 punktów procentowych). Kolejnym, centrowy elektorat propaństwowy, stanowiący ok 5 % wyborców.

Tymczasem ten pierwszy jest konsekwentnie zrażany i obrażany. Nawet na tle powszechnego schamienia, posłowie Konfederacji są przez polityków PiS traktowani w sposób szczególnie arogancki. Symbolem takiej buty i bezczelności stał się ex-hipis Ryszard Terlecki, wyniesiony przez Naczelnika Państwa do godności wicemarszałka sejmu. To jednak nie wszystko. Wyborcy Konfederacji dowiadują się z kontrolowanych przez PiS mediów, że są... rosyjską agenturą. Nic dziwnego, że coraz więcej spośród nich przestaje deklarować gotowość do poparcia Andrzeja Dudy w drugiej turze wyborów.

Elektorat centrowy jest natomiast przez PiS konsekwentnie ignorowany. Ten segment wyborców jest odporny na tani populizm czy wyborczą kiełbasę programów +. Natomiast nachalna i prymitywna propaganda w stylu Jacka Kurskiego działa na nich wyłącznie odpychająco.

Jeśli już jesteśmy przy byłym prezesie TVP, jego triumfalny powrót na Woronicza był ostentacyjnym upokorzeniem dla Pałacu Prezydenckiego. Dobitnie pokazał słabość pozycji Andrzeja Dudy wobec realnych ośrodków decyzyjnych wewnątrz PiS. Per saldo więc na pewno nie pomógł w toczącej się kampanii.

Najświeższym dokonaniem kontrolowanej przez PiS sejmowej większości jest wyznaczenie Rafałowi Trzaskowskiemu kuriozalnie krótkiego terminu 7 dni na zebranie wymaganych do rejestracji podpisów. Ta małostkowa złośliwość nie stanowi poważnej organizacyjnej przeszkody dla dużej partii, którą jest PO. Będzie natomiast znakomicie mobilizować aktyw i elektorat, co na niespełna cztery tygodnie przed terminem pierwszej tury stanowi najlepszy prezent dla opozycji.

Trudno ocenić, czy za wskazaną wyżej serią niefortunnych (dla Andrzeja Dudy) przypadków stoi czyjaś zła wola, czy też zwyczajna głupota. Zresztą jest to sprawa drugorzędna. Najistotniejsze jest to, że jeszcze tego lata PiS może przegrać... sam z sobą. Choć jest to jeszcze odległa perspektywa, napawa pewnym optymizmem. Ja na wszelaki wypadek będę miał pod ręką schłodzonego szampana.

Przemysław Piasta
3.06.2020

Dzial: