Białoruś w polityce polskiej

belarus_0.jpg
Po rozpadzie Związku Sowieckiego za naszą wschodnią granicą zaistniała nowa, korzystna dla nas geografia polityczna. Z podobnym układem Polska miała do czynienia jedynie w czasach między rozpadem Rusi Kijowskiej, a pojawieniem się Moskiewskiej Rosji, państwa o randze regionalnego mocarstwa, co miało miejsce pod koniec XV wieku.

W obecnej konfiguracji politycznej konfiguracji Białoruś, a nie Ukraina, ma decydujące znaczenie dla naszego państwowego bezpieczeństwa. Dlatego podtrzymywanie białoruskiej niepodległości powinno być jednym z najważniejszych, a być może najważniejszym priorytetem polskiej polityki wschodniej.

Po pięciuset latach Polska jest znowu oddzielona od Rosji barierą niepodległych państw. Co prawda nadal graniczymy z Królewiecką enklawą, ale obecnych warunkach jej obszar nie może być wykorzystany dla strategicznego uderzenia. Mógłby spełnić pomocniczą rolę tylko w wypadku konfliktu o szerokim zasięgu, angażującym imperialne siły Rosji przeciwko militarnej obecności USA w Europie.

Enklawa nie ma koniecznego zaplecza mobilizacyjnego, a rezerwy mogłyby być efektywnie dostarczone tylko drogą morską. Aby temu wydajnie przeciwdziałać w warunkach dwustronnego konfliktu Polska powinna dysponować silnym lotnictwem morskim i rakietowymi bateriami zdolnymi do wykonania uderzenia na plaże w rejonie Bałtyjska, Swietłogorska i Priboj oraz na drogi podejścia do nich. Sądzę, iż byłyby one skuteczniejsze od drogich flotylli nadwodnych, zaspakajających admiralskie ambicje, ale zdolnych – jak sądzę - jedynie do kilkunastogodzinnego przeżycia.

Militarne zagrożenie dla Polski wzrośnie niepomiernie w razie politycznego podporządkowania Białorusi przez Moskwę. Znajdziemy się wówczas znowu w sytuacji podobnej do istniejącej przed 1990 rokiem.

Polityczne podporządkowanie Białoruś Moskwie nie wymaga inkorporacji skutkującej formalnym unicestwieniem białoruskiej państwowości. Decydując się na taki krok Rosja poniosłaby koszty polityczne większe, od będących skutkiem aneksji Krymu. Dla osiągnięcia przez Rosję pożądanego celu wystarczy stosowne przekształcenie związków z Białorusią w federację państw. Propagandowo można takie posunięcie przedstawić jako naturalny proces, realizowany również na forum Unii Europejskiej, tylko póki co mało skutecznie.

Sfederowana wspólnota miałaby wspólną armię i kierownictwo polityki zagranicznej. W nowych warunkach, militarne zagrożenie dla Polski wzrośnie w wymiarze trudnym do oszacowania, gdyż Moskwa zyskałaby operacyjne podstawy dla agresji o Brześcia do Kaliningradu. Jest to rubież wystarczająca dla rozwinięcia sił koniecznych dla totalnej inwazji na państwo wielkości Polski.

Wbrew potocznym ocenom niepodległość Ukrainy nie jest zagrożona przez Rosję w takim stopniu, jak Białorusi. Dlatego sądzę, iż w horyzoncie czasu dostrzegalnym politycznie, na południe od Prypeci nadal unikniemy bezpośredniej granicy z Rosją.

Można przypuszczać, iż aktualnym strategicznym założeniem rosyjskiej polityki w Europie jest powtórzenie historycznego programu Iwana Kality, zbierania ruskich ziem. W obecnych warunkach, póki co granicę ekspansji zapewne wyznacza zasięg osadnictwa posługującego się różnymi dialektami języka rosyjskiego. Tamtejsi mieszkańcy stosunkowo łatwo ulegną rusyfikacji, a więc ich siedziby są atrakcyjnymi celami polityki imperialnej.

W przypadku Ukrainy takie właściwości spełniają obszary na lewym brzegu Dniepru. Dlatego mogą być łakomym kąskiem dla imperialnych przywódców z Kremla, choć niekoniecznie aż do tej rzeki. Zamieszkałe przez ludność nazywana chachłami, używającą dialektu bliskiego językowi rosyjskiemu, mogą być z łatwością kulturowo wchłonięte przez imperium.

Ukraina prawobrzeżna jest zamieszkała przez ludność o rozwiniętej świadomości narodowej i mocno ugruntowanym nacjonalizmie odwołującym się do tradycji zaporoskiej kozaczyzny. Jej podbój wymagałby nie tylko stoczenia krwawej wojny, ale i późniejszego uporania się z terroryzmem groźniejszym od czeczeńskiego. Sądzę, iż nie byłoby to możliwe, bez zaprowadzenia w całej Rosji dyktatury na wzór stalinowskiej. Dla takiej zmiany reżimu brakuje ideowego spoiwa, jakim była doktryna partii komunistycznej.

Białoruska kurtyna

Szukając obrazowego porównania można powiedzieć, iż Białoruś jest kurtyną odgraniczającą Polskę od Rosji. Niestety, nie jest to kurtyna żelazna, na podobieństwo dzielącej swego czasu Europę. Narodowość białoruska jest bardzo młodą. Republikę wydzielono w Zawiązku Sowieckim, z ziem należących kiedyś do Rzeczypospolitej, a konkretnie do Wielkiego Księstwa Litewskiego. Wieś zachowała miejscowy język, ale w miastach mówiono powszechnie po rosyjsku. Przed 1990 rokiem nierosyjską narodowość można było w miarę chronić, ale nie kształtować nowej. Warunki dla ugruntowania białoruskiej świadomości narodowej pojawiły się dopiero po rozpadzie Związku Sowieckiego.

Stabilizacji Białorusi nie sprzyja bliskie pokrewieństwo z językiem rosyjskim. Czterystuletnia kulturowa obecność Polski na tych terenach nie zbliżyła językowo miejscowej warstwy chłopskiej, pogardzanej przez spolonizowaną szlachtę i oddzielonej stanową przepaścią. Białoruś nie stworzyła rodzimej literatury na miarę Szewczenki, ani też ruchu narodowego podobnego ukraińskiemu, czy litewskiemu nacjonalizmowi.

W siedemdziesiątych latach odbyłem po Białorusi krótką podróż. W miastach porozumiewałem się w języku rosyjskim, i jak się orientuję, był to język codziennego użytku. W dziewięćdziesiątych latach spotykałem się z białoruskimi politykami pełniącymi funkcje rządowe. Mówili po rosyjsku, a nie po białorusku, czego wymagał choćby szacunek dla języka narodowego, wymagany od każdego oficjalnego reprezentanta kraju w dwustronnych stosunkach oficjalnych. Po przejęciu władzy przez Aleksandra Łukaszenkę język rosyjski stał się faktycznie drugim językiem urzędowym.

Młoda i niedostatecznie ugruntowana świadomość narodowa i faktyczna dwujęzyczność ułatwia gospodarcze i polityczne uzależnienie Białorusi przez Moskwę. W warunkach gospodarczej słabości może zakończyć się jakąś formułą unii państwowej z Rosją. Jest to dla Polski wyjątkowo groźna perspektywa. Dzisiaj dywizje rosyjskie stoją w Smoleńsku. Po takiej zmianie stosunków, znajdą się w Grodnie!

Uwagi o polskiej polityce wobec Białorusi

W ostatnim ćwierćwieczu nasza polityka wobec Białorusi była mieszanina niekompetencji, płytkiej ideologii i histerycznych uprzedzeń. Racjonalna polityka polska powinna dążyć do wielokierunkowego związania Białorusi z naszym krajem i z Europą Zachodnią. Taki cel strategiczny musi być bezwzględna wytyczną, obowiązującą każdy kolejny polski rząd, niezależnie od tego, czy władzę w Mińsku sprawuje polityk pokroju Szuszkiewicza, czy Łukaszenki. Tego wymaga nasz żywotny interes. Działania polityczne nie mogą być determinowane czyimikolwiek sympatiami i upodobaniami!

Wrogość z naszej strony, odpychanie tego kraju powoduje, że Rosja staje się jedyną alternatywą dla Mińska. Sami wciskamy Białoruś do rosyjskiej strefy wpływów. Czy to jest tak trudne do zauważenia i do zrozumienia?

Ze względu na bliskość językową Białoruś może być wdzięcznym obiektem, suponowanej w poprzednim punkcie, odbudowy rosyjskiego imperium językowego. Dla osiągnięcia tego celu Moskwa nie musi dokonywać formalnej aneksji tego kraju. Na początek wystarczy jakaś forma unii przy zachowaniu formalnej odrębności obu państw. Przy różnych okazjach takie propozycje napływają z Kremla. Na propagandowej płaszczyźnie rosyjscy przywódcy mogą powoływać się na europejski przykład. Ostatecznie, zrealizowaliby to, co jest marzeniem euroentuzjastów pragnących przekształcenia Unii w superpaństwo.

Jeżeli wydarzenia na Białorusi przybiorą taki obrót, to następnym etapem będzie ścisłe militarne związanie jej z Rosją, o wiele silniejsze od więzów narzuconych swego czasu Paktem Warszawskim tzw. „demoludom”. W rezultacie, garnizony rosyjskie przybliżą się do polskich granic o około 500-550 kilometrów. Zyskują potrzebną podstawę operacyjną i to w sąsiedztwie zwartych siedlisk ludności białoruskiej. Dopiero wtedy pojawi się realne niebezpieczeństwo penetracji zielonych ludzików. Co gorsze, kolejnym naturalnym celem rosyjskim będzie dążenie do zyskania lądowego połączenia z królewiecką enklawą. Oto bilans naszej polityki białoruskiej.

Polsko-Białoruskie Partnerstwo

Program poprawnej polskiej polityki wobec Mińska określiłbym mianem Polsko-Białoruskiego partnerstwa. Oczywiście, nie można tego oficjalnie deklarować, jako wytycznej naszej polityki, a tym bardziej dążyć do utwierdzenia do formalnym porozumieniem.

Ujawnienie zamiaru tworzenia trwałych więzów między Polska i Białorusią spotka się z natychmiastową gospodarczą i propagandową ripostą Moskwy. Co więcej, działania rosyjskiego rządu zostaną wsparte przez Cerkiew panicznie bojącą się ekspansji Kościoła Katolickiego. W otwartym konflikcie o wpływy na Mińsk nie sprostamy Rosjanom, a na realną pomoc naszych unijnych partnerów nie ma co liczyć. Dlatego wszelkie przedsięwzięcia muszą być prowadzone z odpowiednim ideologicznym kamuflażem. Im później Rosjanie zorientują się w misternej polskiej dyplomacji, tym łatwiej będzie przeszkodzić wchłonięciu Białorusi przez odbudowywane rosyjskie imperium.

Nie mam możliwości zaproponowania szczegółowej receptury polskiej polityki wobec naszego najbliższego wschodniego sąsiada. Ograniczam się tylko do nielicznych sugestii.

* Polska polityka powinna być przedmiotem niepisanego konsensusu wszystkich liczących się partii i stronnictw. Dzięki temu byłaby realizowana niezależnie od kształtu przejściowych większości parlamentarnych. Niestety, na takie porozumienie w Polsce nie ma żadnych szans!

* Poszczególne inicjatywy powinny być podejmowane i realizowane w odpowiedzi na pojawiające się możliwości i potrzeby. Sądzę, iż w pierwszym etapie powinny koncentrować się w obszarze gospodarki, kultury i naukowej. Przy tym należy wystrzegać się wszelkich form dominacji, a nawet pozorów takich dążeń.

* W obszarze gospodarczym należy stworzyć przyjazne warunki dla wszelkich form wymiany handlowej, współpracy przedsiębiorców i tworzenia więzi kapitałowych.

* Wymiana kulturalna powinna być prowadzona z inicjatywy naszych instytucji. Nie widzę przeszkód choćby dla obustronnej wymiany, a nawet podejmowania wspólnych przedsięwzięć. Trzeba tylko bezwzględnie wystrzegać się organizowania takich imprez w formach i miejscach sugerujących ukrytą politykę narodowościową. Takich przedsięwzięć nie wolno demonstrować!

* Wspieranie polskiej mniejszości musi być przedmiotem osobnych przedsięwzięć, nie wykraczających poza międzynarodowe standardy i pozbawione jakichkolwiek akcentów politycznych.
* Korzystną byłaby współpraca naukowa nawiązywana zarówno na szczeblu dydaktycznym, jak i badawczym.

* Konsekwentne działania, w dalszej przyszłości, ale obecnie niezdradzanej, umożliwią wzajemne konsultowanie w sprawach politycznych. Taki zamiar powinien być niezdradzonym celem strategicznym.

* Jeżeli Rosja zacznie dopatrywać się „niecnych polskich zamiarów” wobec Białorusi, to zawsze możemy Moskwie zaproponować identyczne formy współpracy gospodarczej, kulturalnej i naukowej. Nic nas to nie będzie kosztować zwłaszcza, ze druga strona z cała pewnością jej nie podejmie.

dr Henryk J. Goryszewski
Autor był wicepremierem w rządzie Hanny Suchockiej, (1992-1993), szefem BBN (1994), wiceprezesem ZChN.

W następnym numerze na ten sam temat tekst Jana Engelgarda
Myśl Polska, nr 21-22 (24-31.05.2020)

Dzial: