Kwietniowe oświadczenie dwóch prezydentów

torgau.jpg
Dzień 25 kwietnia 2020 r. zaszokował wszystkich rusofobów, wielbicieli konserwatywnej Ameryki oraz – jak zawsze – tzw. sowietologów, którzy w jakiś nie do końca zbadany sposób przeżyli o trzydzieści lat swój świat zwany (przez nich) SOWIECKIM IMPERIUM.

Zaniemówili zwłaszcza nasi, nadwiślańscy pogromcy „imperium zła”, które (ich zdaniem) prezentuje obecnie prezydent Władimir Putin. Ów szok wywołało wspólne oświadczenie prezydentów Rosji i Stanów Zjednoczonych, napisane w duchu dialogu a nawet pojednania. Odwołują się w nim do „ducha Łaby”, czyli historycznego spotkania żołnierzy radzieckich i amerykańskich właśnie w dniu 25 kwietnia 1945 roku w miejscowości Torgau nad Łabą. Nie było to obiektywnie pierwsze spotkanie sojuszników z tamtej wojnie, bo np. angielscy lotnicy stacjonowali od trzech lat w Murmańsku, gdzie osłaniali arktyczne konwoje, a Amerykanie obsługiwali dostawy przypływające do Władywostoku.

Sens spotkania nad Łabą był jednak inny: oto z dwóch stron – ze wschodu i zachodu – połączyły się wojska frontowe będące w bezpośredniej walce z Niemcami i ich nielicznymi już poplecznikami. Dzień ten był zapowiedzią wielkiego zwycięstwa Ententy BIS, czyli Wielkiej Trójki i całej koalicji antyhitlerowskiej, do której – wbrew temu co plecie nasza część naszej historiografii – należała Polska, która miała tylko jednego wroga – Niemcy (a nie dwóch).

Tyle wspominek dla „świetnie wykształconego” pokolenia zwanego przez studentów ONETINTELIGENCJA. Teraz o tym oświadczeniu. Czytamy w nim m.in. że ów „duch Łaby” jest przykładem współpracy oby państw, które mogą odłożyć na bok sprzeczności a przede wszystkim „współpracować w imię wspólnego celu”. Oddając hołd dzielności, odwadze żołnierzy, którzy walczyli z Niemcami (które w tym oświadczeniu kryją się pod nazwą „nazistowskiego reżimu”), obaj prezydenci mówią o „walce z najpoważniejszymi wyzwaniami XXI wieku”. Mowa jest również o „konieczności przezwyciężenia podziałów dla osiągnięcia nadrzędnego dobra”. Co się kryje pod tym pojęciem – jeszcze nie wiemy. Prezydenci zadeklarowali, że heroiczne osiągnięcia żołnierzy walczących ze wspólnym wrogiem „nigdy nie zostaną zapomniane”.

My tymczasem „usuwamy z przestrzeni publicznej” wszystkie, nawet najmniejsze ślady ofiar złożonych w tamtej wojnie poniesionych na naszej ziemi przez żołnierzy Armii Radzieckiej, aby wymazać z pamięci dzieło wyzwolenia sprzed 75 laty, które u nas nazywane jest „sowiecką okupacją”. Jak zawsze nasze zacietrzewienie jest żałosne, a teraz wręcz głupie, bo straciło domniemany ideowy parasol amerykańskiego protektoratu, który w sensie militarnym – oczywiście – jest „gwarantem naszej niepodległości”.

Oceniając trzeźwo istotę naszej polityki historycznej można by dość do wniosku, że wtedy byliśmy po złej stronie; walcząc z Niemcami przecież osłabialiśmy wroga naszego wroga, torując drogę do zwycięstwa „imperium zła”. Gdyby Niemcom udało się skutecznie zatrzymać „bolszewickie hordy” możliwie najdalej na wschód, uniknęlibyśmy również „komunistycznego zniewolenia”, które w tej narracji trwało dziewięć razy dłużej niż niemiecka okupacja, bo ta ostatnia to tylko pięć lat, a Armia Radziecka okupowała nas prawie pół wieku, czyli koszmar, z którego udało się nam wyrwać przed trzydziestu laty („odzyskanie niepodległości w 1989 roku”). Nie chcę dalej powtarzać obowiązujących dziś diagnoz historycznych, bo mogę być posądzony o „poprawność idioty” rodem z dzielnego wojaka Szwejka.

Pocieszam się, że nie tylko naszych rusofobów szlak trafił gdy przeczytali oświadczeni dwóch prezydentów; gdy dzięki temu choć trochę zmądrzeją, to będzie nasz wspólny sukces. (na pożegnanie z głupotą jest zawsze czas). Ważniejsze jest – jak zawsze – to, co będzie jutro i pojutrze. Zaraza nie wybiera: atakuje tak samo tych, których uważamy za naszych przyjaciół jak i wrogów. Przede wszystkim jednak unieważnia i detronizuje, czyli „zniebyla” obowiązujące przez wiele lat idee i sądy.

Gdy wielkie i silne państwa można w ciągu kilku tygodni doprowadzić kwarantanną na skraj bankructwa, wiele, a być może wszystko co było ważne ulega przetasowaniom, wręcz deprecjacji. Gdy zamknięte w tajnych bazach wojska przekształcają się siedliska zakażeń i trzeba je objąć kwarantanną, to jakichkolwiek historycznych przewagach nie ma już mowy. Wobec epidemii jesteśmy równi i równie bezbronni. I nie pomoże tu ani „liberalna demokracja” ani „zachodnie wartości”. Trzeba współdziałać dla wspólnej obrony. Oby owo porozumienie nie odbyło się naszym kosztem.

Witold Modzelewski
Profesor Uniwersytetu Warszawskiego
Instytut Studiów Podatkowych

13.05.2020