Z ludowej perspektywy

strak 2.jpg
Wśród powodzi ukazujących się wydawnictw poświęconych analizie otaczającej nas rzeczywistości społeczno-politycznej warto zwrócić uwagę na pracę zatytułowaną „I jak tu Polską rządzić?”. Skłania do tego już sama postać jej autora dr. Michała Strąka, polityka ruchu ludowego, jednego z najbliższych współpracowników i doradców Waldemara Pawlaka, o którym Andrzej Micewski w swoim dzienniku pisał jako o „alter ego Pawlaka” („Dziennik idącego samotnie”, Warszawa [1998]).

W bogatej biografii politycznej M. Strąka (ur. 1944) wymienić można m.in.: pełnienie funkcji Dyrektora Gabinetu Ministra w Kancelarii Prezydenta Wojciecha Jaruzelskiego, Ministra-Szefa Urzędu Rady Ministrów w rządzie Waldemara Pawlaka (1993-1995) oraz członkostwo w Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji. Od 1971 r. należał do ZSL, zaś od 1990 r. do PSL. W latach 1993-1997 był posłem w Sejmie II kadencji.

Biografia autora, poza okresami czynnego zaangażowania w życie polityczne, posiada również istotny aspekt działalności na niwie kulturalnej. Jak wspominał w jednym z wywiadów: „Na studiach nie należałem do Związku Młodzieży Wiejskiej – interesował mnie przede wszystkim teatr studencki, później Koło Naukowe Polonistów, ale w cztery lata po uzyskaniu dyplomu z filologii polskiej na UW zapisałem się do ZSL. Wtedy nie zajmowałem się czynnie polityką. Pracowałem jako dziennikarz, potem jako pracownik naukowy Instytutu Kultury. Szczytem mojej kariery w ZSL była funkcja prezesa koła przy Ministerstwie Kultury i Sztuki.” (E. Boniecka, „Bliżej polityków”, Toruń 2002).

Efektem publicystycznego zaangażowania na polu kultury była praca „Bronię drugiego układu” (Warszawa 1983), na którą złożyły się teksty publikowane m.in. na łamach „Miesięcznika Literackiego” oraz „Wsi Współczesnej”. Obecnie, począwszy od 2003 r., dr Michał Strąk pozostaje dyrektorem Biblioteki Publicznej m. st. Warszawy Biblioteki Głównej Województwa Mazowieckiego.

Najnowsza pozycja M. Strąka stanowi swoiste résumé jego dorobku politycznego. Wyróżnikiem pracy jest jej problemowy charakter. Autor stawia pytania, dotyczące otaczającej nas rzeczywistości społeczno-politycznej, po czym, niejednokrotnie posiłkując się opiniami innych polityków, publicystów, historyków i myślicieli, stara się na nie odpowiedzieć. Wśród najczęściej cytowanych autorów pojawiają się prof. prof. Bronisław Łagowski, który zadedykował M. Strąkowi jeden ze swoich ubiegłorocznych felietonów pisanych na łamach „Przeglądu”, oraz Antoni Dudek, zaś z grona tych o międzynarodowej renomie amerykański socjolog, historyk i ekonomista Immanuel Wallerstein. Opisywane procesy autor ukazuje też niejednokrotnie z głębszej perspektywy historycznej. Szukając przyczyn niedomagań polskiego życia publicznego, odwołuje się nierzadko do ich przedrozbiorowych źródeł.

Kluczową kwestią, która wydaje się stanowić oś książki, jest pytanie postawione w jej tytule. Autor nie znajduje na nie prostej i jednoznacznej odpowiedzi. Wśród szeregu wymienionych przyczyn wskazuje m.in. na brak stabilnych instytucji, obyczajów oraz, co szczególnie widoczne, jednoczących Polaków autorytetów. Życie społeczno-polityczne Polski, pozbawione stałych punktów odniesienia poprzez swój relatywny charakter, „systemowo” niemal uniemożliwia twórczą, acz krytyczną kontynuację dorobku poprzedników. Wszystko to sprawia, że doraźne nawet różnice, nie będące w systemie demokratycznym wszak niczym wyjątkowym, potrafią szybko przekształcić się w spór, którego natężenie doprowadza temperaturę debaty publicznej do wrzenia. I nie jest to, jak uczy historia, przypadłość tylko i wyłącznie III RP. Kolejnym skutkiem podobnych praktyk jest poważne marnotrawstwo użytych wcześniej sił i środków, co niejednokrotnie, wobec powtarzających się średnio co kilkadziesiąt lat projektów budowy „nowej Polski”, wciąż aktualnym pozostawia pytanie o posiadanie przez Polaków instynktu państwowego.

M. Strąk wskazuje: „nie mamy instytucji, które stwarzałyby możliwość kontaktu antagonistów, nawet w czasie najostrzejszych konfliktów. Nie ma miejsc, wydarzeń, a także osób, które pozostawałyby w jednakowej odległości od obu zwaśnionych stron. Takiej roli nie pełni parlament ani żadna z partii politycznych, nie odgrywa jej również żaden z byłych prezydentów czy premierów. Taką instytucją nie jest też Kościół. W warunkach duopolu myślenie i działanie przekreśla szanse na dobre zarządzanie, na traktowanie polityki jako procesu ciągłego, w którym kolejne formacje polityczne, ekipy rządowe, wyłaniane w demokratycznych wyborach, kontynuują, korygują, uzupełniają dokonania i usuwają błędy poprzedników. Porządkują świat po reformach, ale nie walczą z tymi reformami. Działając w schemacie dwubiegunowym, każda nowa ekipa ogłasza «dobrą zmianę», twierdząc zarazem, że dobre jest wszystko, co mieści się w tej zmianie. Zaraz potem przekreśla, a w najlepszym przypadku przemilcza, dokonania poprzedników. W sytuacji skrajnej, walcząc o «dobrą zmianę», może ich pozbawić wolności, a nawet życia”.

Wiele miejsce poświęca również autor kondycji środowiska politycznego, z którym pozostaje związany od blisko półwiecza. Opisując rodzimą scenę polityczną, z wciąż aktualnym w jej łonie podziałem na postsolidarnościową prawicę oraz postpeerelowską lewicę, posiłkuje się ustaleniami prof. Łagowskiego. Ta ostatnia, współtworzona przez PSL oraz SLD, po dokonaniu transformacji ustrojowej musiała na nowo ułożyć panujące w jej łonie relacje. Autor w tym kontekście wskazuje, iż „Cechę relacji PSL i SLD w III RP stanowiła niejednorodność zachowań. Po obu stronach żywe było wspomnienie wzajemnych relacji z okresu PRL, przy czym zarówno po stronie SLD, jak i PSL działacze różnili się w podejściu do tych wspomnień. Jedni widzieli w nich część złej przeszłości, stan z którym trzeba zerwać i na równoprawnych zasadach układać wzajemne relacje, nie szukając sojuszników po stronie Solidarności. Innym nierównoprawność nie przeszkadzała, uznawali ją za stan «normalny», wygodny dla nich i dla PSL”.

Zastanawiającym w świetle powyższego pozostaje też w jakim stopniu ostateczny rozbrat obu formacji, przynajmniej na poziomie parlamentarnym, był skutkiem, na ile zaś przyczyną ich ewolucji ideowej. Nie umiejącego wykorzystać pozytywnego potencjału PRL-u SLD – od lewicy społecznej – do światopoglądowej, zaś PSL-u, szczególnie w ostatnich latach, w stronę centroprawicy i umiarkowanej chadecji. Posługując się ostrożnie historycznymi analogiami, można stwierdzić, iż pomimo ZSL-owskiego rodowodu oraz przynależności do współczesnego Centrolewu, obecnemu PSL-owi zdecydowanie bliżej jest do tradycji PSL „Piast”, niźli PSL „Wyzwolenie”.

W tym kontekście warto zwrócić też uwagę na podnoszony przez M. Strąka fakt całkowitej niemal marginalizacji we współczesnej debacie historycznej dorobku ZSL-u, o czym sam autor pisze: „Dzisiaj pamiętamy o tym, że chłopi nie włączyli się do powstania styczniowego. Ale zapominamy o ich zwycięskiej walce o prywatną własność i prawo do indywidualnego gospodarowania w okresie stalinowskim. Bohaterom tej bitwy nie stawia się pomników. Nie cenimy ZSL, w szeregach którego znajdowali miejsce aktywni politycznie i najlepsi rolnicy. To ci rolnicy byli liberałami na miarę tamtych czasów – walczyli o wolność gospodarowania. Przechowali pojęcie własności, etos właściciela i gospodarza”.

Interesujące są również wnioski dotyczące wyborów prezydenckich w Polsce w latach 1990-2015. Analizując kolejne wybory na najwyższy urząd w państwie, autor wskazuje: „- do 2005 r. można mówić o wyrównanej walce formacji postpezetpeerowskiej z formacją postsolidarnościową – szala zwycięstwa wyborczego przechylała się raz na jedną, raz na drugą stronę – od 2010 r. dominującą pozycję uzyskuje formacja postsolidarnościowa, pozostali znaleźli się na marginesie”. Pytaniem otwartym pozostaje, czy nadchodzące wybory, o ile kandydat PSL Władysław Kosiniak-Kamysz uzyska zadowalający wynik, odmienią widoczną od 2010 r. tendencję, dzięki czemu nastąpi powrót do trendu sprzed roku 2005?

Prezentowana książka jest godna polecenia przede wszystkim ze względu na widoczną w niej szeroką perspektywę opisu otaczających nas realiów. Jej rękojmię stanowi kilkudziesięcioletnie doświadczenie i zaangażowanie autora w życie polityczne, tak na polu teoretycznym, jak i praktycznym, zarówno w wymiarze krajowym, jak i lokalnym. Głos to szczególnie ważki w kraju, w którym tak rzadko ceniony jest dorobek poprzednich pokoleń, gdzie doświadczenie i wiedzę tak często przykrywa partyjny frazes, niekompetencja oraz przekonanie o własnej nieomylności. Głos tym istotniejszy, że wypowiadany niejako w imieniu drugiego obok Konfederacji środowiska politycznego, które w dobie panującego w Polsce wyniszczającego ją duopolu, nierzadko stanowi przykład zdroworozsądkowego, racjonalnego oglądu rzeczywistości.

Maciej Motas
Michał Strąk, „I jak tu Polską rządzić?”, Biblioteka Publiczna m. st. Warszawy Biblioteka Główna Województwa Mazowieckiego, Warszawa 2019, ss. 504.
Myśl Polska, nr 19-20 (10-17.05.2020)

Dzial: