„Totalni” i prawdziwy wilk

totalni.jpg
Pamiętacie bajkę Ezopa o chłopcu, który pasł owce? Szło to mniej więcej tak: smarkacz strasznie się nudził przy swojej robocie, wpadł więc na pomysł, by dla hecy poudawać, że na owce napadł wilk. Zaalarmowani wieśniacy przybiegli w te pędy na pomoc małemu pastuszkowi, na co wyrostek, rozochocony własnym żartem, niemal nie pękł ze śmiechu.

Akcja powtarzała się kilka razy, aż w końcu sąsiedzi zaczęli ignorować pastuszka i jego głupie żarty. Wtedy pojawił się prawdziwy wilk i zaczął porywać owce, ale nikt nie zwracał już uwagi na kolejne alarmy. Bajki Ezopa są do bólu prawdziwe i zadziwiająco powtarzalne. W 2015 roku Platforma Obywatelska utraciła władzę w Polsce na rzecz PiS-u, co w państwach demokratycznych jest rzeczą normalną. Zamiast jednak pogodzić się z porażką i zacząć pracować nad odwróceniem ról, liderzy PO zabrnęli w jakiś intelektualny ślepy zaułek. Zaczęli kontestować wszelkie, nawet względnie racjonalne działania swoich konkurentów, by ostatecznie ogłosić się „opozycją totalną” (przypomnę, że tego określenia po raz pierwszy użył w 2016 r. Grzegorz Schetyna – ówczesny lider PO).

„Totalni” wywoływali zadymę o każdą bzdurę, ostentacyjnie rozdzierając szaty nad niszczeniem praworządności. Każda czynność konkurencyjnego rządu była przejawem „łamania konstytucji”. Nie znalazł się powód wystarczając błahy, by nie pobiec z nim na skargę do kolegów z Brukseli, którzy tylko czekali by napuścić na Polskę którąś z unijnych instytucji. W ten sposób przez pięć lat hasła łamania konstytucji i deptania praworządności zostały tak skutecznie wyświechtane, że faktycznie wyzute ze znaczenia. Wtedy pojawił się prawdziwy wilk i zaczął porywać owce, ale nikt nie zwracał już uwagi na kolejne alarmy....

Tymczasem obecna sytuacja jest w istocie bezprecedensowa. Po raz pierwszy w naszej współczesnej historii nie odbyły się zaplanowane wybory. Pomimo że formalnie, 10 maja, nie było żadnych przesłanek by się nie obywały. Nie zostały odwołane, czy przesunięte. Zwyczajnie nie odbyły się, ot tak, bez żadnego trybu. Na podstawie decyzji szeregowo posła formalnie nie sprawującego żadnej kluczowej funkcji w państwa.

To może być punkt zwrotny, po którym Polska przestanie być państwem prawa, w którym życie obywateli i zasady funkcjonowania instytucji regulują normy prawne. Stanie się natomiast państwem autorytarnym, gdzie źródłem prawa nie są ustawy, lecz wola jednostki, w tym przypadku widzimisię Jarosława Kaczyńskiego.

Może tak być, lecz nie musi. Równie dobrze władza może wycofać się z kolejnych około-wyborczych matactw i przyprowadzić proces wyborczy zgodnie z przyjętymi dotąd standardami. Wymaga to jednak zastosowania szeregu zachęt w szczególności presji społecznej. Tymczasem kapitał obywatelskiego sprzeciwu został roztrwoniony przez liderów totalnej opozycji na walkę z widmowymi zagrożeniami.
Liderzy PO lubią kreować się na obrońców demokracji, chroniących Polskę przed podłym Kaczorem-dyktatorem. Tymczasem przez swoją krótkowzroczność, dezynwolturę i zwykłą głupotę są co najmniej współwinni obecnemu chaosowi. Mam zamiar im to bardzo długo pamiętać.

Przemysław Piasta
Fot. profil fb Platformy Obywatelskiej
11.05.2020

Dzial: