„Aby Lwów jak Titanic nie utonął w ciemnościach niepamięci”

okl res 2.jpg
Z zawsze życzliwą sprawom kresowym panią dyrektor Anną Gątowską, która z sukcesami kieruje Legnicką Biblioteką Publiczną mieliśmy już ustalony termin promocji kolejnego świetnego tomu„Res Cresoviana” poświęconego miastu Lwów.

Planowaliśmy to (ustalenia wstępne poczyniliśmy jeszcze przed pandemią) jako przedsięwzięcie wspólne: znakomitej instytucji kultury jaką jest przywołana wyżej Biblioteka zlokalizowana w dawnej, stylowej loży masońskiej i Stowarzyszenia Kulturalnego „Krajobrazy”.

Pani dyrektor Anna Gątowska wraz z ambitnym i kompetentnym zespołem współpracowników dopracowała się wyjątkowej formy spotkań promujących kolejne wydawnictwa – zwłaszcza dotyczące historii miasta i regionu. Ale biblioteka ta nie stroni od innych często eksperymentalnych sposobów promowania książek, autorów, artystów i ludzi niezwykłych w różnych aspektach ich życia i twórczości. Tutaj każde spotkanie bez względu na motyw wiodący ma charakter wydarzenia kulturalnego, a być bohaterem głównym tego to już jest prestiż i zaszczyt nie tylko w legnickiej przestrzeni kulturalnej. Dla uczestników tych wydarzeń to okazja do kolejnych podniet intelektualnych i wzruszeń estetycznych, a wszystko to w atmosferze serdeczności, życzliwości i niezwykłej gościnności jakiej doświadcza każdy kto przekroczy próg zabytkowej siedziby tej zasłużonej dla kultury legnickiej placówki.

Rozpocząłem od przybliżenia i omówienia otoczenia w jakim miała się odbyć i jestem przekonany, że mimo wszystko się odbędzie – promocja niezwykłego a Legniczanom szczególnie potrzebnego II tomu „Res Cresoviana” wydanego pod redakcją dyrektora Instytutu Pamięci i Dziedzictwa Kresowego profesora KUL-u Włodzimierza Osadczego. Dla jeszcze niewtajemniczonych dodam, że jeśli praca naukowa, artykuł czy też wystawa dotycząca spraw polskich kresów wschodnich jest sygnowana przez profesora Włodzimierza Osadczego to możesz drogi czytelniku czy też miłośniku historii być pewien, że zawarty tam materiał ma najwyższy znak jakości zawierający w sobie naukową rzetelność, obiektywizm, uczciwość autorską, poczucie odpowiedzialności za słowo i zwykłą ludzką przyzwoitość tak bardzo ważną przy ocenach relacji międzyludzkich na styku różnych narodowości.

Kiedy przyszło mi odbywać kwarantannę w 20. Wojskowym Szpitalu Uzdrowiskowo-Rehabilitacyjnym w Krynicy, to połączenie prześwietnej obsługi ze strony ofiarnego personelu sanatoryjnego z możliwością lektury przysłanego mi tomu „Res Cresoviana” było skutecznym antidotum na monotonię bytowania, w komfortowych wprawdzie warunkach, ale jednak pod pewnym przymusem, czy też rygorem i nagle jak dar z nieba tom z hasłem wywoławczym „Gród co Semper był Fidelis ...” Lwów w życiu II Rzeczypospolitej Polskiej (1918-1939). Wydawca: Instytut Pamięci i Dziedzictwa Kresowego.

Zestaw tych danych na wstępie jest już zapowiedzią intelektualnej przygody i wycieczki w krainę magii polskich kresów wschodnich, których symbolem dla wielu Polaków, zwłaszcza Dolnoślązaków a wśród nich Legniczan jest właśnie miasto Lwów. A już tylko rzut oka na spis treści daje pojęcie jaki to gwiazdozbiór autorów z firmamentu kresowej nauki, wiedzy i fascynacji zgromadził na stronach tomu jego redaktor profesor Włodzimierz Osadczy, który jest także autorem odkrywczego tematu jakim była wizja „Lwowa jako nowoczesnego miasta przyszłości”.

osadczy_0.jpg
prof. Włodzimierz Osadczy

Serdeczną przychylność czytelnika wzbudzi z pewnością obecność wśród autorów Profesora Stanisława Sławomira Nicieji autora prześwietnej serii książek pod tytułem wiodącym „Kresowa Atlantyda”, a w omawianym tomie znajdujemy Jego referat „Polskie Campo Santo we Lwowie”. Na wskroś kresowy i zarazem dolnośląski jest Stanisław Srokowski, który swój referat poświęcił pisarzom polskim we Lwowie. Bardzo obszernie zaistniał piórem i pamięcią w tym tomie Ks. Biskup Marian Buczek, obecnie Biskup Senior ale nadal aktywny na różnych polach działalności. Takim był także jako hierarcha Kościoła Rzymsko – Katolickiego na Ukrainie.

Spotykałem się z ks. Biskupem Marianem Buczkiem przy różnych okazjach (np. gdy jako prezes Fundacji Pomoc Polakom na Wschodzie wręczałem w Farze Drohobyckiej sztandar tamtejszej organizacji polskiej) i zawsze odnosiłem w pełni uzasadnione wrażenie, że jest On człowiekiem czynu i energii twórczej. Podziwiałem go za Jego odwagę cywilną i dążenie do prawdy w każdych okolicznościach. Nie dziwię się, że ks. Biskup Marian Buczek postawił sobie za wzór wyjątkowego człowieka wygłaszając referat: „ Święty Arcybiskup Józef Bilczewski Pasterz i Niebiański Patron Lwowa”.

Spod pióra profesora Mieczysława Trajdosa wyszedł bogaty w nieznane dotąd szczegóły dotyczące udziału dzieci i młodzieży w obronie Lwowa – artykuł pod zwięzłym tytułem „Obrona Lwowa (listopad 1918 – kwiecień 1919)”. Renata Romańska zaprezentowała w tym tomie referat: Społeczne znaczenie lwowskich przestrzeni publicznych w świetle „Wysokiego Zamku” Stanisława Lema. Przybliżeniem sylwetki Lwowianina, profesora Leopolda Caro jako prekursora solidaryzmu społecznego w Polsce zajął się kolejny autor referatu wchodzącego w skład „Res Cresoviana” – Ryszard Gajewski wiceprezes Instytutu Pamięci i Dziedzictwa Kresowego.

Godzi się odnotować, że plejada znakomitych autorów omawianego tomu to nie tylko przedstawiciele starszego pokolenia badaczy i koryfeusze wiedzy kresowej jak np. profesor Stanisław Nicieja, profesor Włodzimierz Osadczy czy pisarz Stanisław Srokowski, ale także młodzi naukowcy: Aleksandra Osadczy z referatem pt. "Przynależność Lwowa i Małopolski Wschodniej do Państwa Polskiego w pamiętnikach Ambasadora Włoch w Warszawie Francesca Tommasiniego, Beata Kowalewska – Sionko: „Życie codzienne Lwowa i jego mieszkańców w latach 1921 – 1939 Uczelnie i nauka lwowska”. Krzysztof Żabierek „Początki polskiego lotnictwa w czasie walk o Lwów w 1918 r.”, Mateusz Kotas: „Wojenna historia Lwowa w latach 1918-1944”, to głos recenzenta pracy o powyższym tytule, a recenzje tę napisał dyrektor Muzeum Tradycji Ruchu Narodowego w Jelczu Laskowicach.

Kolejny – choć to dopiero drugi, a mam nadzieję, że będą następne – tom „Res Cresoviana” aż się skrzy perełkami ciekawych, często do tej pory nieznanych faktów i niezwykle pouczających i nieraz odważnych jak na obowiązującą poprawność polityczną konstatacji. Dobrze wiem, że Ukraińcom nie podoba się termin „Kresy”. Swego czasu musiałem wycofać z imprezy promocyjnej na Rynku Lwowskim wystawę pt. „Poczta Polska na Kresach”, właśnie ze względu na słowo „Kresy”. Słowo, które „jest dla Ukraińców obraźliwe” jak mi wyjaśniał współgospodarz przedsięwzięcia, który w Polsce traktowany jest jako nasz przyjaciel i zwolennik pojednania. Zresztą w Polsce są też ludzie – zwłaszcza w świecie polityki którzy wszystko co kresowe uważają za anachronizm niegodny uwagi mężów stanu za jakich się uważają.

W świetle powyższego należy na każdym kroku w debacie publicznej podkreślać uznanie i szacunek dla wszystkich tych polskich i w rzadkich przypadkach ukraińskich naukowców, badaczy, dziennikarzy i działaczy społecznych, którzy walczą o prawdę o polskich kresach wschodnich we wszystkich aspektach ich życia. Zarówno w wymiarze historycznym jak też i współczesnym.

Ze smutkiem należy zauważyć, iż naukowcy i badacze oraz autorzy i literaci podejmujący w sposób rzetelny i uczciwy problematykę kresową nie są „pieszczochami” ani władz uczelni w których pracują, ani czynników i gremiów rządzących. Przykładów na powyższą tezę jest wiele (np. znane perypetie pani dr Lucyny Kulińskiej znakomitej i bardzo dociekliwej autorki wielu książek i artykułów), ale to temat na inna okazję. A swoją drogą autorom publikującym w I i II tomie „Res Cresoviana” należą się serdeczne podziękowania i szczere uznanie, a pomysłodawcy tego przedsięwzięcia profesorowi Włodzimierzowi Osadczemu wdzięczność czytelników, a Kresowian w szczególności.

Przedsmakiem lektury II tomu „Res Cresovian” niech będzie kilka wyrywkowych faktów i opinii z zawartych w nim referatach i artykułów. Już w słowie wstępnym profesor Włodzimierz Osadczy pisze, że trudno się spodziewać by pamięć tamtego (czyli polskiego Lwowa) będzie pielęgnowana w obecnym Lwowie. Ależ z uzasadnioną goryczą pisze dalej autor wstępu: „Niestety, Polska również boi się tamtego Lwowa. Dla świętego pokoju łatwiej delektować się amnezją lwowską i zamykać oczy na rażące pogwałcenie nie tylko spraw ważnych dla Polski i Polaków, ale i ogólnych zasad społeczeństwa demokratycznego i europejskiego...” i dalej: „Odsiecz Lwowa, bohaterski zryw Orląt, tradycja ziem wschodnich w Polsce międzywojennej to są fakty historyczne skrupulatnie wyciszane w mediach publicznych, w historycznym przekazie politycznym”.

A propos obrony Lwowa. Profesor Tadeusz M. Trajdos w swoim referacie przywołuje „Małych bohaterów” – nie tylko tych bardziej znanych jak 14-letni Jurek Bitschan, ale także tych zapomnianych a wśród nich 14-letniego skauta Adama Michalewskiego rozstrzelanego 15 listopada przed własnym domem na ulicy Zyblikiewicza. Przy szkole Kadetów poległ 14-letni Tadeusz Jabłoński, w niewoli ukraińskiej został zamordowany 14-letni Remigiusz Wojciechowski. W sumie w obronie Lwowa walczyło ponad 100 harcerzy i harcerek. Kilkanaścioro z nich poległo, w tym 8 skautów Ukraińcy zamordowali w niewoli. Profesor Stanisław Nicieja w swoim referacie przywołuje jeszcze jednego bohatera – 13-letniego Antosia Petrykiewicza, najmłodszego Kawalera Krzyża Virtuti Militari. Przypomina też, że na Cmentarzu Obrońców Lwowa pochowano 66 kobiet, które w czasie walk pełniły funkcje sanitariuszek, kurierek i samarytanek, wśród nich malarkę Marię Dulębiankę i sanitariuszkę Felicję Sulimirską zastrzeloną przez snajpera, gdy próbowała spod kul wyciągnąć rannego kolegę.

Wyjątkowo przekonywająco i jednocześnie bardzo wzruszająco brzmi tak oto konstatacja profesora Stanisława Nicieji: „W polskiej mitologii narodowej czyn gimnazjalistów i studentów broniących Kresowej Strażnicy funkcjonuje podobnie jak obrona Częstochowy przed Szwedami w 1655 r., zwycięstwo Sobieskiego pod Wiedniem w 1683 r., brawurowa Szarża Szwoleżerów Kozietulskiego pod Samossierą w 1808 r., czy Legionów Piłsudskiego w latach 1914-1917, Bitwa Warszawska, zwana „Cudem nad Wisłą” w sierpniu 1920r., Obrona Westerplatte we wrześniu 1939 r., czy Powstanie Warszawskie w sierpniu 1944r.”

W swojej skrupulatności profesor Stanisław Nicieja przywołuje do pamięci bohaterskie czyny ludzi, którzy w późniejszych latach odegrali znaczącą rolę w II Rzeczypospolitej. I tak na czele „Batalionu Kolejowego” stał kpt. inż. Kazimierz Bartel późniejszy premier, profesor Politechnik Lwowskiej, ofiara mordu niemieckiego w 1941 r. Proszę zauważyć jak wielki kapitał moralny stał za tym człowiekiem predestynując go do pełnienia funkcji premiera rządu RP.

Wśród bohaterskich Obrońców Lwowa wspomnę też późniejszego generała WP Bernarda Monda i także późniejszego generała Romana Abrahama. W Jeleniej Górze mieszka pochodzący ze Lwowa bliski krewny generała Romana Abrahama, znany prawnik Marek Nałęcz-Socha. Gdy zdarza się, że obydwaj jesteśmy w tym samym czasie w Warszawie, to wchodzimy na krótką modlitwę i refleksję do kościoła św. Krzyża, gdzie w bocznej kaplicy Matki Boskiej jest umieszczona tablica upamiętniająca bohaterskiego generała, obrońcy Lwowa w 1918 i uczestnika kampanii wrześniowej 1939 r.

Bardzo przypadła mi do gustu metafora autorstwa profesora Stanisława Sławomira Nicieji „iż Cmentarz Łyczakowski stał się otwartą księgą historii Polski”. Myślę, że nie tylko ja, ale liczni Polacy, a Kresowianie w szczególności są profesorowi bardzo wdzięczni za to, że swoją twórczością uczy nas mądrze tę księgę czytać.

Młoda badaczka historii Aleksandra Osadczy przytacza ciekawą opinię Ambasadora Tommasiniego o wojskach Petlury: „Petlurowcy pozostawili po sobie w Małopolsce Wschodniej okropne wspomnienie, w porównaniu z którym nawet najeźdźcy bolszewiccy wydali się lepsi”. Należy wysoko ocenić fakt, że Aleksandra Osadczy z młodzieńczą odwagą i spostrzegawczością sięgnęła po materiał źródłowy mający wszelkie cech obiektywizmu i bezstronności, jako pochodzący od dyplomaty z kraju nie zaangażowanego w konflikt polsko-ukraiński.

A teraz szczegół z referatu profesora Włodzimierza Osadczego. Klasyczny przykład aktualnego braku dobrej woli ze strony władz miasta Lwowa w stosunku do lwowskich Polaków. Chodzi o upamiętnienie Świętego Józefa Bilczewskiego, Arcybiskupa Metropolity Lwowskiego obrządku łacińskiego. Po jego śmierci w 1923r., ówczesny papież Pius XI powiedział, że: „Zmarł największy biskup współczesnej Europy”. Ks. Arcybiskup Józef Bilczewski został beatyfikowany we Lwowie 26 czerwca 2001r. przez Jana Pawła II, a kanonizowany w Rzymie 23 października 2005 r. przez Benedykta XVI. I oto czwarty następca Arcybiskupa Józefa Bilczewskiego, obecny Arcybiskup Metropolita Lwowski Mieczysław Mokrzycki w pięknym odruchu chrześcijańskiej miłości i pamięci zapragnął nadać imię tego świętego placowi przed kurią we Lwowie.

I jak podaje profesor Włodzimierz Osadczy: „Władze Lwowa odpowiedziały, że nie znajdą środków finansowych na opłacenie nowych tablic. Raptem chodzi o tablice z nową nazwą placu na kilku budynkach. Chciałoby się zawołać „O Tempora! O Mores!”. W mieście w którym beatyfikowany, w mieście którym sprawował „rząd dusz” znaczącej części jego mieszkańców nie można uhonorować pamięć pod bzdurnym pretekstem braku środków. Bo jeśli tak jest istotnie, że ten ze wszech miar słuszny postulat musiałby być niezrealizowany właśnie z powodu braku pieniędzy na zamówienie nowych tablic, to władzom Lwowa może przyjść z pomocą kościół w Polsce lub inicjatywa społeczna podjęta np. przez Towarzystwo Miłośników Lwowa i Kresów Południowo – Wschodnich.

Sam już teraz deklaruję stosowną składkę. A swoją drogą warto drodzy czytelnicy uświadomić sobie z jakimi trudnościami boryka się codziennie Arcybiskup Metropolita Lwowski Mieczysław Mokrzycki. Mam wrażenie, że w swoich staraniach o dobro rzymsko – katolickiego kościoła lwowskiego jest osamotniony i pozbawiony wsparcia tych osób i instytucji – także w Polsce którym los naszych braci w wierze nie może być obojętny.

Gorąco polecam kolejny tom „Res Cresoviana”, będący źródłem wiedzy o ważnych segmentach historii Lwowa, która powinna być znana nie tylko Lwowianom i ich potomkom, ale wszystkim Polakom, wszak pamięć w roli i znaczeniu tego miasta w życiu narodu jest ważnym składnikiem naszej tożsamości. To Wydawnictwo o znamiennym tytule „Res Cresoviana” przynajmniej w części przeciwdziała negatywnym skutkom wypłukiwania dziejów tego miasta z głównego nurtu pamięci narodowej. Ale tom „Res Cresoviana” poświęcony miastu „Semper Fidelis” nie może się ograniczyć się tylko do wątków martyrologicznych i heroicznych. Bowiem Lwów to miasto w opisywanym okresie (1918-1939) tętniące życiem w całej jego różnorodności i odsłonach. Beata Kowalska – Sionko wzięła na tapetę uczelnie i naukę lwowską.

samborski.jpg
dr Tadeusz Samborski

Warto przypomnieć, że Lwów posiadał cztery uczelnie wyższe: Uniwersytet Jana Kazimierza, Politechnikę Lwowska, Akademię Medycyny Weterynaryjnej i Wyższą Szkołę Handlu Zagranicznego. Lwów skupiał 19% studentów kraju i był drugim po Warszawie ośrodkiem naukowym. Dla ilustracji składu narodowościowego studentów autorka przytacza przykład jednej ze stancji studenckich a był on następujący: Ludwik Turowicz – Ormianin, Bogdan Jurczyk – Ukrainiec, Ignacy Wisz – Żyd, Michał Dential – Ukrainiec, Tadeusz Łodziana – Polak. W kontekście spraw narodowościowych autorka nie pomija wstydliwych kwestii antysemityzmu we Lwowie i „numerus clausus” jako jego przejawu we lwowskich uczelniach.

Są w tym referacie wątki ciekawostkowe a czasem wręcz humorystyczne. Np. to, że przedwojenne władze wprowadziły bilety ulgowe dla uczonych podróżujących w celach naukowych. Dobrze pamiętam, choć było to przed kilkudziesięciu laty, że podczas mojego dość długiego pobytu we Lwowie odwiedzałem profesora Mieczysława Gębarowicza przy ulicy Dobrolubowa (przed wojną Senatorska) to wtedy pokazywał mi różne pamiątki ze swojego przedwojennego życia. Wśród nich były bilety kolejowe do Paryża i do Genewy lub Lozanny.

Lwowscy naukowcy gościli na europejskich uniwersytetach a w rewanżu zapraszali do swojego miasta uczonych ze świata. Jak pisze Beata Kowalska – Sionko „Przyjeżdżających do Lwowa przyjmowano nie tylko w salach wykładowych uczelni lwowskich, ale w restauracjach i w wielu urokliwych zakątkach miasta. Podczas wizyt obcowali oni nie tylko z teoriami naukowymi, ale także z lwowskim humorem. Uczono ich też przyswajania lwowskich trunków. Humor profesorski znany był we Lwowie tak samo jak osiągnięcia uczonych. Na potwierdzenie tej tezy autorka przytacza między innymi taką anegdotę: podczas prywatnego przyjęcia w domu zebrali się koledzy z uniwersytetu wraz z rektorem. Podawano wymyślne dania. pani profesorowa, chcąc wyróżnić pana rektora, a tym samym pochwalić się swoją kulinarną specjalnością – pieczonym indykiem z maronami, czyli pieczonymi kasztanami tymi słowami poleciła służącej zaserwowanie dania: „Niech Paulińcia poda pierś panu rektorowi”. To taka mała próbka lwowskiego humoru.

Stanisław Srokowski przypomina lwowskie znakomitości świata literatury polskiej: Leopolda Staffa, Kornela Makuszyńskiego, Jana Kasprowicza, Stanisława Brzozowskiego, Karola Irzykowskiego, Gabrielę Zapolską. Nie omieszkał też wspomnieć o skandalicznym romansie Stanisława Przybyszewskiego z żoną Jana Kasprowicza. Przywołując nazwiska literackie z dwudziestolecia lecia międzywojennego Stanisław Srokowski w roli surowego recenzenta konstatuje: trudno wśród nich znaleźć gwiazdy literatury polskiej pierwszej wielkości, może „tylko Teodor Parnicki przetrwał próbę czasu”. Rozwinięcie tej zaskakującej tezy znajdzie czytelnik w II tomie „Res Cresoviana”, którego lekturę gorąco polecam nie tylko miłośnikom Lwowa ale wszystkim tym którzy interesują się polską kulturą narodową bez której nie bylibyśmy tymi kim jesteśmy.

Profesor Włodzimierz Osadczy w swoim referacie „Nowoczesne miasto przyszłości” sformułował taką oto trafną syntezę cech Lwowa w okresie 1918-1939 r., „Dwudziestolecie międzywojenne stało się okresem, w którym legenda Lwowa zabłysła w nowoczesnych barwach charakterystycznych dla tamtych czasów: odważne wizje, etos odradzającego się państwa, duma z bohaterskich czynów i uczucie szczęścia z racji ocalenia przed nowoczesną hordą. Wszystko to ujęte w niezwykle atrakcyjne kształty plastyczne i artystyczne artdecowskiej sztuki w której doskonale łączyły się wyzwania współczesności i majestatyczne uniesienia – zapowiadało Lwowowi wielką przyszłość, a stało się końcowym akordem jego wielowiekowej historii jako grodu królewskiego i stołecznego miasta polskiego.... .

Warto też dodać, że drugi tom „Res Cresoviana” dedykowany jest Jego Eminencji Księdzu Kardynałowi Marianowi Jaworskiemu. Zawiera ten tom także pośmiertne wspomnienie o Księdzu Kanoniku Ludwiku Kamilewskim przez jakiś czas także ze Lwowem związanego. Swoistym wprowadzeniem w klimat i ton narracyjny prezentowanych w „Res Cresoviana” referatów, artykułów, recenzji i omówień niech dla poszukujących prawdy o znaczeniu Lwowa w dziejach naszego narodu będzie przytoczony na pierwszych stronach drugiego tomu fragment przemówienia Ferdynanda Focha marszałka Francji, naczelnego wodza sił sprzymierzonych w I wojnie światowej. Brzmi ono następująco: „ W chwili, kiedy wykreślano granice Europy, biedząc się nad pytaniem, jakie są granice Polski, Lwów wielkim głosem odpowiedział: Polska jest tutaj!”

dr Tadeusz Samborski
Prezes Stowarzyszenia Kulturalnego „Krajobrazy” w Legnicy
Myśl Polska, nr 19-20 (10-17.05.2020)a

Dzial: