Wyprawa kijowska i jej mitologia (2)

P2667 k bis.jpg
Setna rocznica wydarzeń z 1920 r. jest okazją dla politycznych epigonów piłsudczyzny i prometeizmu do powielania i utrwalania tendencyjnego przekazu historycznego, a przede wszystkim do uzasadniania ówczesnej polityki Piłsudskiego i tym samym nawiązującej do niej polityki wschodniej współczesnej Polski.

Temu został poświęcony m.in. noworoczny „Biuletyn IPN” – nr 1-2 (170-171), styczeń-luty 2020 – zatytułowany „Sojusznicy Polski w XX wieku”. Więcej niż połowa tego numeru dotyczy polityki i sojuszników Piłsudskiego w 1920 r. Są to następujące teksty: „Piłsudskiego projekt wschodni” (Andrzej Nowak w rozmowie z Anną Zechenter), „Geneza sojuszu polsko-ukraińskiego w 1920 roku” (Mirosław Szumiło), „Armia Ukraińskiej Republiki Ludowej w 1920 roku” (Andrij Rukkas), „Wywiad wojskowy Ukraińskiej Republiki Ludowej w wojnie polsko-bolszewickiej 1920 roku” (Marek Kozubel), „Stanisław Bułak-Bałachowicz i jego żołnierze” (Kazimierz Krajewski), „Operacja »Zima«. Współpraca polsko-łotewska w wyzwoleniu Łatgalii na Łotwie” (Eriks Jekabsons), „Polska i Gruzja w 1920 roku” (Paweł Libera), „Borys Sawinkow. Polityk, który chciał wybawić Rosję od niej samej” (Łukasz Dryblak). Już same tytuły tych artykułów sugerują, że Piłsudski miał rzekomo w 1920 r. poważnych sojuszników, a jego projekt federacyjny był realny.

Prof. Andrzej Nowak tak widzi genezę federacyjnych planów Piłsudskiego: „Dorastał w świecie, mówiąc dzisiejszym językiem, wieloetnicznym i wielowyznaniowym, z tradycjami geopolitycznymi zakorzenionymi w odwiecznej walce z Moskwą. Z mlekiem matki wyssał przekonanie, że Litwa może przetrwać tylko w związku z Polską, czyli w unii”. Od razu nasuwa się refleksja, że było to przekonanie całkowicie subiektywne i wręcz irracjonalne. Zupełnie nie podzielali go w 1918 r. i później nacjonaliści litewscy, którzy swojego politycznego mentora widzieli w Niemczech, a nie w Polsce. Poza tym te „geopolityczne tradycje” Liwy zakorzenione w „odwiecznej walce z Moskwą” to mit. Chodzi tu głównie o powstanie styczniowe, wywołane przez obóz czerwonych wbrew wszelkiej logice politycznej, do którego na Litwie akces zgłosiła część zubożałej polskiej szlachty, ale bynajmniej nie Litwini.

Prof. A. Nowak uparcie pielęgnuje ten mit stwierdzając, że dziedzictwo powstania styczniowego, to „pamięć Rzeczypospolitej, którą próbowano odbudować na nowo w 1863 r. jako wspólnotę trzech narodów: Litwinów, Polaków i Rusinów. W pamięci Piłsudskiego zachowało się przeświadczenie, że te trzy nacje i tradycje gnębione przez moskiewski imperializm mogą razem tworzyć ogromną siłę. (…) Na Syberii mentorem młodego Piłsudskiego stał się Bronisław Szwarce, jeden z organizatorów Powstania Styczniowego, świadek epoki, podtrzymujący tradycje powstańcze. Obaj uważali, że do pokonania carskiej Rosji potrzebna jest współpraca wielu narodów”.

Prof. A. Nowak udaje, że nie wie, iż idea wskrzeszenia Polski w 1863 r. jako „Rzeczypospolitej Trojga Narodów” było zupełną abstrakcją polityczną, w którą nie wierzyli nawet co niektórzy przywódcy powstania styczniowego. Na pewno mało kto chciał o tym wówczas słyszeć spośród etnicznych Białorusinów, Litwinów i Ukraińców. Ta polityczna abstrakcja została przyswojona przez Piłsudskiego – ukształtowanego na fałszywym micie powstania styczniowego i polskiego romantyzmu politycznego – i legła u podstaw forsowanej przez niego w latach 1918-1920 „idei federacyjnej”. U podstaw tej idei nie było jakiegokolwiek realizmu politycznego. Opierała się ona jedynie na romantycznych marzeniach i niczym więcej, a to w polityce jest niedopuszczalne i niewybaczalne. Nikt – ani w 1863, ani w 1918 r. – nie oczekiwał na Litwie, Białorusi i Ukrainie powrotu pod płaszczykiem „idei federacyjnej” polskiego panowania, kojarzonego tam wyłącznie z władzą „polskich panów”, czyli obszarników ziemskich. Nikt też tam tego nie oczekiwał później i nie oczekuje dzisiaj, co warto za każdym razem uświadamiać obozowi politycznemu, z którym sympatyzuje prof. A. Nowak.

Pan profesor zresztą wcale nie ukrywa tego, jaki był rzeczywisty charakter „idei federacyjnej”. Mówi o tym wprost: „W przypadku Piłsudskiego nie warto mówić o ideach federacyjnych inaczej niż jako o narzędziu. Wyłącznie tak należy na to patrzeć. Nie, Piłsudski ideowym federacjonistą nie był. W znanym liście do Wasilewskiego z 1919 r. pisał, że modne są »doktrynki federacyjne«, więc trzeba mówić tym językiem”. Chodziło zatem tylko o język. Za parawanem tego języka o „federacji” kryła się faktycznie idea polskiego panowania na Wschodzie. Problem w tym, że tylko Piłsudskiemu wydawało się, a dzisiaj wydaje się to jego epigonom, iż polskie panowanie jest dla Białorusinów, Litwinów i Ukraińców lepsze od rosyjskiego. Takiego przekonania te narody wtedy jednak nie podzielały i nie podzielają go tym bardziej teraz. Jeśli już – to punktem odniesienia będzie dla nich Berlin, dzisiaj także Waszyngton, a nie Warszawa. Dlatego próba realizacji koncepcji Międzymorza – dziecka „idei federacyjnej” – w istocie zawsze będzie prowadziła do realizacji niemieckiej koncepcji Mitteleuropy, czyli wtłoczenia Polski w niemiecką strefę wpływów. Ewentualnie będzie – jak obecnie – narzędziem utrwalenia amerykańskiej dominacji politycznej nad tą częścią Europy.

Młode, a co za tym idzie agresywne nacjonalizmy litewski i ukraiński, które weszły na arenę dziejów pod koniec pierwszej wojny światowej dzięki protekcji Berlina i Wiednia, nie dążyły bynajmniej do jakiegokolwiek związku z Polską. Nie tylko dlatego, że były w latach 1917-1918 politycznym narzędziem Berlina i Wiednia, ale przede wszystkim dlatego, że historycznie postrzegały Polskę jako zaborcę (nie wnikam czy słusznie czy nie), a co za tym idzie wroga ich aspiracji niepodległościowych w stopniu znacznie większym niż Rosję. Czy tego epigoni piłsudczyzny naprawdę nie są w stanie dzisiaj pojąć? Nie tylko po stu latach od wydarzeń roku 1920, ale po późniejszych tragicznych doświadczeniach z nacjonalizmami litewskim i ukraińskim, zwłaszcza z okresu drugiej wojny światowej.

Również red. Piotr Zychowicz – drugi obok prof. A. Nowaka znany epigon piłsudczyzny i prometeizmu – pisze dzisiaj całkiem otwarcie o rzeczywistym charakterze „idei federacyjnej”. Tekst „Wielki plan Piłsudskiego” [1] Zychowicz zaczyna od stwierdzenia: „Federacja z Ukrainą miała być imperialną Rzeczpospolitą w nowej formule. Miała przywrócić Polsce hegemonię w regionie”.

Nie o federację sensu stricto zatem Piłsudskiemu chodziło, ale o „polskie imperium” nawiązujące do terytorialnego kształtu Polski przedrozbiorowej, o którym nadal śnią współcześni epigoni piłsudczyzny. Już w latach 1918-1920 nie był to bynajmniej wielki plan polityczny, a jedynie irracjonalne i niebezpieczne marzenia. W dodatku w Polsce nikt poza Piłsudskim i wąskim gronem jego najbliższych, fanatycznie oddanych mu wyznawców, w powodzenie tego planu nie wierzył. Ponadto status Ukrainy w tej „federacji” miał przypominać status Generalnego Gubernatorstwa w okresie okupacji niemieckiej podczas drugiej wojny światowej.

To była woda na młyn młodego nacjonalizmu ukraińskiego i jego późniejszej atawistycznej nienawiści do Polaków. Rzeź wołyńsko-małopolska z lat 1943-1944 miała swoją praprzyczynę m.in. w „idei federacyjnej” Piłsudskiego, co w Polsce mało kto chce sobie dzisiaj uświadomić. Wreszcie 90% ukraińskich sił politycznych było wrogo nastawione do polityki Petlury i uważało jego umowę z Piłsudskim z kwietnia 1920 r. za zdradę narodu ukraińskiego. Tak wiec Zychowicz – pisząc, że „federacja” z Ukrainą miała przywrócić hegemonię Polski sprzed 300 lat na Wschodzie – uprawia klasyczne chciejstwo. Identyczne jak piłsudczycy i prometeiści w okresie II RP. Taka jest prawda o ich „polityce mocarstwowej” teraz i obecnie.

Prof. A. Nowak jest też świadomy, że Piłsudski wiedział, że jego „idee nie zostaną przyjęte w Paryżu – podobnie jak jakiekolwiek ambitniejsze plany polskie. Zachód przyzwyczaił się do kadłubowego Królestwa Polskiego utworzonego na kongresie wiedeńskim i kończącego się na Bugu. Taką Polskę miał na myśli prezydent USA Woodrow Wilson, umieszczając w orędziu do Kongresu słynny 13. punkt przewidujący powstanie niepodległej Polski. Miało to być państwo w granicach Królestwa Kongresowego z Galicją Zachodnią i jakimś dostępem do morza, może tylko z wolną żeglugą przez Wisłę. Mocarstwa zachodnie przewidywały maleńką Polskę, która nie przeszkadzałaby Rosji. Odbudowanej wielkiej Rosji”.

Ani jednak Piłsudski, ani zafascynowany nim prof. A. Nowak, nie potrafili wyciągnąć z tych faktów wniosku co do szansy powodzenia „idei federacyjnej” i jej prometejskiej mutacji w postaci koncepcji Międzymorza. Albo bowiem myślimy kategoriami realizmu politycznego, albo uprawiamy marzycielstwo. Między jednym a drugim jest bardzo głęboka przepaść. Pan profesor nie jest też chyba świadomy tego, że próba realizacji „idei federacyjnej” zaważyła na klęsce Polski w 1939 r. 17 września 1939 r. miał swoje źródło m.in. w wydarzeniach 1920 r., podobnie jak i stanowisko mocarstw zachodnich zajęte wobec wschodniej granicy Polski na konferencjach w Teheranie (1943) i Jałcie (1945).

O tym jak Piłsudski traktował partnerów proponowanej przez siebie „federacji” świadczy też podjęta przez niego w 1919 r. próba zamachu stanu w Kownie. Wspomina o tym prof. A. Nowak: „Żołnierze polskiej konspiracji, czyli Polskiej Organizacji Wojskowej, mieli w końcu sierpnia 1919 r. obalić tam rząd i proklamować nowy – litewski, ale propolski. Przewrót się nie powiódł, zamachowców aresztowano, siedzieli później długie lata w twierdzy kowieńskiej. Po sierpniu o żadnym porozumieniu polsko-litewskim już oczywiście nie mogło być mowy. Jasne stało się, że Wilno można utrzymać przy Polsce tylko siłą, a Litwini uznali, że głównym zagrożeniem dla ich narodowości jest związek z Polską, a nie z Rosją”.

Pan profesor nie wyciągnie już jednak wniosku, że Piłsudski robił w tej sytuacji to samo co bolszewicy. Jak bolszewicy obalali rządy w innych państwach i ustanawiali w ich miejsce swoje to źle, a jak Piłsudski robił coś takiego to dobrze? Tak wygląda to myślenie w „kategoriach mocarstwowych”?
Prof. A. Nowak szczerze też przyznał: „Ukraińcy z Galicji Wschodniej, najmocniej związani z wizją własnego państwa, widzieli sprawy inaczej. Ci, którzy najsilniej czuli się Ukraińcami, uważali Polskę za wroga. Galicja Wschodnia była zapewne ważniejsza dla Ukrainy niż Nicea dla Włoch. Także Ukraińcy znad Dniepru nie poparli w swojej masie Petlury, bo zaznali już od 1917 r. kilkunastu rządów, kolejnych rekwizycji, przemarszów wojsk. Byli po prostu śmiertelnie znużeni”. Nie dlatego. panie profesorze. Dlatego, że również myśleli kategoriami narodowymi i Petlura była dla nich zdrajcą. Po prostu nie widzieli różnicy pomiędzy Ukrainą będącą w „federacji” republik radzieckich, a będącą w „federacji” z Polską. Dlatego rachityczny „sojusz” Polski z Petlurą nie miał żadnego sensu i dlatego „wyprawa kijowska” zakończyła się fiaskiem i ściągnęła na Polskę śmiertelne niebezpieczeństwo ze Wschodu.

O planach tej „wyprawy” prof. A. Nowak mówi następująco: „Tuż przed rozpoczęciem operacji kijowskiej Piłsudski mówił dowódcy tego odcinka frontu, gen. Antoniemu Listowskiemu, że trzeba będzie dać osłonę Ukraińcom przynajmniej do końca lata. Zakładał, że będą oni mieli kilka miesięcy, by tam okrzepnąć. I że to oni pod dowództwem Petlury sami wywalczą sobie później drogę do Morza Czarnego”. Przecież to były surrealistyczne mrzonki. Dla pana profesora nie jest to oczywiste? Petlura miał tylko kilka tysięcy ludzi i nikt go na zajętych przez wojska polskie terenach Ukrainy nie poparł.
Także prof. A. Nowak mówi otwarcie o błędach militarnych Piłsudskiego: „Mylnie zakładał, że bolszewicy przyjmą walną bitwę na odcinku ukraińskim i że uda mu się ich tam pokonać w decydujący sposób. Bolszewicy tymczasem wycofali się z Kijowa, a on uderzył w próżnię. Wojsko Polskie zajęło miasto, ale wroga nie rozbiło. Piłsudski nie docenił też siły zapowiadanego natarcia [bolszewików] z północy, idącego przez Białoruś”. Taki los spotykał każdego kto atakował Rosję – bez względu na jej barwę polityczną – poczynając od Napoleona.

Bohdan Piętka
CDN
[1] P. Zychowicz, „Wielki plan Piłsudskiego”, www.dorzeczy/historia, 23.04.2020.
Fot. 1 DP Leg. wkracza do Kijowa (for. Muzeum Niepodległości), koloryzacja Mirosław Szponar
Myśl Polska, nr 19-20 (10-17.05.2020)

Dzial: