Rewolucja uniwersytecka

wielomscy 1_31.jpg
Adam Wielomski: Po dymisji dra Jarosława Gowina z funkcji Ministra Nauki po FB krążyła petycja, aby jego następcą zrobić Mariana Kowalskiego. Naukowcy dobrze się bawili, wysyłając sobie tę dowcipną petycję, gdyż uważali za oczywiste, że teraz przyjdzie na tę funkcję jakiś samodzielny pracownik naukowy (dr hab. lub profesor tytularny), który wie na czym polega szkolnictwo wyższe i odbuduje to, co dr Gowin zrujnował swoją „konstytucją” dla nauki.

I gdy okazało się, że jego następcą ma być mgr Wojciech Murdzek – samorządowiec i biurokrata, odznaczony Brązową Odznaką „Zasłużony dla Ochrony Przeciwpożarowej”, który nie ma chyba żadnego doświadczenia akademickiego – to wszyscy złapaliśmy się za głowę. Wydawało się, że po rewolucji dra Gowina może już być tylko lepiej. Do przejęcia władzy przez PiS uznawano za rzecz oczywistą, że Ministrem Nauki i Szkolnictwa Wyższego musi być samodzielny pracownik naukowy, gdyż tylko taki naukowiec zna nie tylko dydaktykę, ale może także wypowiedzieć się o zasadach promocji doktorów, doktorów habilitowanych i profesorów. Młodsi pracownicy naukowi – doktorzy i magistrzy – nie mogą w tych procedurach nie tylko uczestniczyć, ale nawet się im biernie przyglądać, a więc nie mogą też reformować sposobów promocji, skoro nic o nich nie wiedzą, poza plotkami. Konstytucja dla Nauki dra Gowina to charakterystyczna dla mentalności pisowskiej rewolucja skierowana przeciwko elitom, tym razem naukowym, znosząca sens habilitowania się i uprzywilejowująca młodszych pracowników naukowych w rozliczaniu się z dorobku naukowego. W mojej ocenie, jest to rewolucyjna „konstytucja” napisana przed doktora i dla doktorów, aby mogli wyprzeć profesorów z dorobkiem naukowym z procesów kierowniczych. Profesorowie chyba zostali uznani za część „układu” i mają zostać zmarginalizowani. Stąd nadzieja środowiska akademickiego, że po drze Gowinie przyjdzie jakikolwiek samodzielny pracownik naukowy i zmodyfikuje rewolucyjny sens tej egalitarnej „konstytucji”, ad hoc choćby za pomocą rozporządzeń wykonawczych do ustawy. Mianowanie w miejsce dra Gowina mgra Murdzka oznacza, że profesorskiej kontrrewolucji za rządów PiS nie będzie.

Magdalena Ziętek-Wielomska:
Ja akurat mam negatywny stosunek do instytucji habilitacji, wymyślonej w Prusach, a w Polsce zaprowadzonej w czasach minionego reżimu. Celem habilitacji było wprowadzenie „feudalizmu” w stosunkach między naukowcami, tak charakterystycznego dla cywilizacji bizantyjskiej. Reformę Gowina uznałabym za słuszne odejście od tamtego modelu, gdyby nie … wprowadzenie przez nią rozbudowanej punktacji. Reforma ta podniosła poziom bizantynizmu polskiej nauki na skalę chyba dotychczas nieznaną w historii tejże orientalnej cywilizacji…przy jednoczesnym dyskryminowaniu polskich wydawnictw i czasopism. Pisaliśmy o tym, że za publikację w „prestiżowych” anglojęzycznych czasopismach i wydawnictwach przypada kilkukrotnie więcej punktów, niż za publikację w czasopismach czy wydawnictwach polskich.

Zarzucaliśmy Gowinowi, że w wyniku jego reformy polski podatnik będzie utrzymywał głównie amerykańską naukę. Wybór takiej a nie innej osoby na następcę Gowina jest jasnym sygnałem, że żaden element tej reformy nie zostanie cofnięty. Nie ma bowiem chyba żadnej osoby ze świata nauki, która oceniałaby pozytywnie gowinowską „konstytucję dla nauki”. Tylko więc osoba niemająca żadnego kontaktu z nauką może być gwarantem „nietykalności” wprowadzonych zmian. W kontekście postępującej degradacji Polski do jakiejś nowej Generalnej Guberni jest to zupełnie zrozumiałe. Tylko naród pozbawiony elit naukowych i intelektualnych jest w stanie zaakceptować status „podludzi” i zadowalać się różnymi „plusowymi programami”. Wybór nowego ministra jest więc jasnym sygnałem, że polscy naukowcy póki co są najwyżej tolerowani – a hojne granty coraz częściej przydzielane są przez polskie instytucje naukowcom z zagranicy.

Tekst w rubryce: „Rozmowy małżeńskie Wielomskich”
Myśl Polska, nr 17-18 (26.04-3.05.2020)