Z historii polskiej myśli konserwatywnej: Stańczycy

tarnowski.jpg
Polskiej XIX-wiecznej myśli konserwatywnej przypisuje się często rozmaite mankamenty, choćby w rodzaju rzekomo zbyt ścisłego związku z interesami odchodzącej w przeszłość warstwy społecznej, czy wręcz zdrady narodowych interesów.

Najlepszą weryfikacją tych zarzutów jest lektura publikacji ówczesnych konserwatystów, bądź przynajmniej szeroko dostępnych omówień ich twórczości. Najbardziej znanym środowiskiem konserwatywnym XIX stulecia pozostają krakowscy „stańczycy”, których poglądy najlepiej oddają publikacje na łamach krakowskiego „Czasu” tudzież „Przeglądu Polskiego” będących przez długie lata trybunami galicyjskich konserwatystów. Ich „popowstańcza” generacja, której wybitnymi przedstawicielami byli m.in. Stanisław hr. Tarnowski, Stanisław Koźmian i Józef Szujski, ostro potępiała wszelkie próby kontynuowania działań konspiracyjnych. Krakowscy konserwatyści uważali, iż przyczyna słabości I Rzeczypospolitej – liberum veto obecnie przerodziła się w coś równie szkodliwego dla społecznego porządku i rządów prawa – liberum conspiro. W swych analizach historycznych twierdzili, iż w Polsce od dawna ścierały się ze sobą dwa typy polityki.

Pierwsza z nich, zwana przez nich anarchiczną, była w imię egoistycznych interesów skierowana przeciw państwu i prawu, można jako jej reprezentantów wyliczyć H. Kołłątaja, rewolucjonistów i spiskowców w Królestwie Kongresowym, demokratycznych emigrantów po powstaniu listopadowym, romantyków i demokratów, bądź nieufnych w patriotyzm rodaków bądź obwołujących Polskę Chrystusem narodów. Drugi typ polityki zwany organicznym, zmierzający do pogodzenia wolności z patriotyzmem oraz sprawnością i siłą rządów zdaniem krakowskich konserwatystów reprezentują m.in. A. F. Modrzewski, S. Staszic, Czartoryscy, Śniadeccy, politycy Hotelu Lambert, A. Wielopolski, A. Gołuchowski, P. Popiel oraz Z. Krasiński, który ich zdaniem rozsądkiem zdecydowanie górował nad A. Mickiewiczem.

Koźmian, Szujski i Tarnowski na nazwę środowiska zapracowali słynną „Teką Stańczyka”. Ten zbiór kilkunastu satyrycznych listów, stylizowanych na wzór korespondencji antycznej, ale naszpikowany łatwymi wówczas do odczytania aluzjami został opublikowany w 1869 roku (początkowo w „Przeglądzie Polskim”, później jako samodzielne wydawnictwo) i wywołał oburzenie w ówczesnym „środowisku demokratycznym”. Jak podsumowali w swym opracowaniu dotyczącym XIX-wiecznego konserwatyzmu polskiego M. Król i J. Karpiński – „za pomocą „Teki” konserwatyści krakowscy, zwani odtąd „Stańczykami”, przekonująco bronili nie tylko swej proaustriackiej polityki, ale również określonej linii społecznej, moralnej i religijnej.

Z efektowną ironią zaatakowali natomiast fanatyków racjonalizmu i scjentyzmu, liberałów gardzących tradycją i odmiennością kultur oraz różne przejawy politycznego dyletanctwa: manifestacje patriotyczne organizowane bez miary i celu, egzaltowany patriotyzm dam z towarzystwa i kawiarnianych polityków, nieumiejętność przeprowadzenia konkretnych posunięć gospodarczych i administracyjnych. „Teka Stańczyka” nie oszczędza również oportunistycznych lojalistów, cynicznych dziennikarzy i demokratycznych polityków myślących wyłącznie o własnej karierze a przede wszystkim tych, którzy nie nauczeni doświadczeniami powstania styczniowego wciąż nawoływali do konspiracji i marzyli o uczestnictwie w samozwańczym rządzie narodowym”.

Politykę narodową w niepolskim wszak państwie „stańczycy” rozumieli bowiem jako z jednej strony kształtowanie postaw propaństwowych i utwierdzanie swobód w monarchii austriackiej, a z drugiej strony pielęgnowanie kultury i prowadzenie studiów nad historią Polski. Wyciąganie wniosków z historii stało się zresztą swoistym znakiem firmowym Stańczyków – niedawno wydany zbiór publikacji Józefa Szujskiego nosi znamienny tytuł „O fałszywej historii jako mistrzyni fałszywej polityki”.

Stańczycy podkreślali przynależność Polski do europejskiej cywilizacji chrześcijańskiej, występowali nie tylko przeciw konspiracjom i rewolucjom godzącym w porządek prawny, ale również przeciw zasadzie „czyja władza tego religia”, przeciw omnipotencji państwa i przypisywaniu mu boskich atrybutów, gwałtownie polemizowali z ideologiami egalitaryzmu. Tarnowski przestrzegał: „Celem, przedmiotem sporu jest nie ta sama dla wszystkich wolność, nie to samo dla wszystkich prawo, ale to samo dla wszystkich używanie życia. Równość używania to jest rdzeń wszystkich systemów socjalnych i komunistycznych, a z tym ani zupełnej ani połowicznej zgody nie ma, walka jest bez wyjścia i końca (...) żaden rząd, żaden system, żaden terror na to nie pomoże, że jeden człowiek jest zdolny, drugi jest pracowity, trzeci leniwy”.

Krakowscy konserwatyści czerpali również z tradycji politycznej, którą reprezentują Monteskiusz i Burke. Zdaniem Tarnowskiego „rozum teoretyczny nie jest w stanie objąć faktów społecznych i wzorów powstałych w ramach wielowiekowej tradycji” a „historia, tradycja zazwyczaj są daleko pewniejszą dla wolności podstawą niż teorie i systemy”. Podobnie, sto lat wcześniej Burkę z nieufnością odnosił się do zadekretowanych przez Rewolucję Francuską abstrakcyjnych „praw człowieka” w przeciwieństwie do realnych swobód, jakimi dzięki ukształtowanym przez wieki instytucjom i obyczajom cieszył się poddany Korony Brytyjskiej.

W oparciu o lekturę publikacji „Stańczyków” ukształtowane zostały kolejne pokolenia krakowskich konserwatystów, reprezentowane przez tak znamienite postaci, jak Michał Bobrzyński (namiestnik Galicji, autor Dziejów Polski w Zarysie - bodaj jedynego do dziś polskiego dzieła o wymowie konserwatywno - decyzjonistycznej), Jan Bobrzyński, Stanisław Estreicher czy Władysław L. Jaworski. Tuż przed I wojną światową „Stańczycy” współpracowali w Galicji z ludowcami (w ramach tzw. bloku namiestnikowskiego). Politycznie środowisko to na progu XX wieku zorganizowało się (wraz ze wschodniogalicyjskimi „Podolakami”) w Stronnictwo Prawicy Narodowej. SPR stanowiło w II RP samodzielne środowisko w ramach polskich konserwatystów, w odróżnieniu od wielu z nich z niechęcią odniosło się do zamachu majowego i rządów sanacji, choć np. W.L. Jaworskiego uważa się za „ojca duchowego” konstytucji kwietniowej (uchwalonej 5 lat po Jego śmierci).

Renoma tego środowiska funkcjonuje zresztą wśród polskich konserwatystów do dziś – powstałe w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku, wrocławskie pismo konserwatywne przyjęło nazwę „Stańczyk”, zapewne nie tylko w uznaniu dla przenikliwości słynnego królewskiego błazna. Poczytuję sobie zresztą za zaszczyt fakt, iż byłem przez pewien czas członkiem redakcji tego pisma (redaktorem naczelnym był Tomasz Gabiś). A losowi dziękuję, że już w młodości natrafiłem na publikacje XIX-wiecznych „Stańczyków”.

Jacek Matusiewicz
na zdjęciu: Stanisław Tarnowski
Myśl Polska, nr 15-16 (12-19.04.2020)

Dzial: