Komu naprawdę dziękują Włosi

rt com 1.jpg
W czasach pandemii wyraźnie zaznaczają się sprzeczności geopolityczne. Widoczne są też wyraźniej niż zwykle charakterystyczne sposoby zachowania poszczególnych graczy na arenie międzynarodowej. Choć ludzka pamięć bywa zawodna i krótka, a zabiegi dezinformacyjne zakrojone są na masową, niespotykaną dotąd skalę, można te dwa podejścia do kryzysu zilustrować przypadkiem włoskim.

Podejście amerykańskie polega na odrzuceniu wszelkich form wsparcia rzekomych sojuszników i partnerów. Jego znakomitą ilustracją były dodatkowo niedawno informacje o próbach wrogiego przejęcia niemieckiej firmy CureVac pracującej nad szczepionką przeciwko koronawirusowi, w zasadzie sprowadzających się do propozycji korupcyjnej. Warunkiem zaproponowania intratnych korzyści finansowych miało być przekazanie dorobku naukowego i patentowego niemieckich wirusologów na wyłączność Stanom Zjednoczonym. Kilkanaście tysięcy amerykańskich żołnierzy stacjonujących we Włoszech, przede wszystkim w bazach w Aviano i Vicenze, już na początku marca otrzymało rozkaz całkowitego zaryglowania się w jednostkach i zakaz jakichkolwiek interakcji z miejscową ludnością. Rzecz jasna, o jakiejkolwiek pomocy medycznej czy sprzętowej walczącym z pandemią Włochom nikt nawet się nie zająknął.

Federacja Rosyjska, sama dziś walcząca z rozprzestrzeniającą się epidemią, zareagowała zupełnie odwrotnie. W marcu do Włoch, przede wszystkim do ogarniętych klęską epidemiologiczną północnych regionów kraju, przybyło 15 samolotów rosyjskich Sił Powietrzno-Kosmicznych. Poza sprzętem (urządzenia do dezynfekcji i diagnostyki), dostarczyły one do Italii osiem brygad medycznych. Wojskowi lekarze-specjaliści znaleźli się m.in. w epicentrum koronawirusa w Bergamo. W mediach pojawiły się znamienne zdjęcia. Na niektórych pokazywano rosyjskich mundurowych pochylających się nad mapami (o zgrozo!) państwa członkowskiego NATO. Na innych Włosi zamieszczali w mediach społecznościowych zdjęcia z podziękowaniami dla Rosji, wywieszali rosyjskie flagi, często zdejmując przy tym flagi unijne. Niestety, przez dłuższy czas Włosi nie mogli przecież liczyć na jakiekolwiek wsparcie unijnych europejskich sąsiadów, podobnie zresztą, jak inne kraje członkowskie czy kandydujące. Znamienny był tu raczej przypadek postawy dokładnie odwrotnej; sprawa przekazanych przez Chiny do Włoch respiratorów i masek ochronnych „ukradzionych” po drodze przez władze Czech.

Hasło do kampanii dyskredytacyjnej wymierzonej w rosyjską operację dała niezawodna w takich przypadkach amerykańska agencja Bloomberg, założona i należąca do burmistrza Nowego Jorku i kandydata w prawyborach prezydenckich Partii Demokratycznej Michaela Bloomberga. W tekście z 23 marca autorstwa Stepana Kravchenko i Johna Follaina złamano chyba wszystkie zasady gatunkowe obowiązujące w dziennikarstwie. Teoretycznie miała to być niby depesza informacyjna, okraszona oczywiście komentarzami odpowiednio dobranych ekspertów.

Tymczasem komentarze autorów nie zostały w żaden sposób odznaczone. Rosyjską pomoc określono mianem „oportunistycznej dyplomacji Putina”, twierdząc, że jedynym jej celem jest doprowadzenie do zawetowania przez Rzym sankcji unijnych skierowanych przeciwko Moskwie. Zapomniano przy tym wspomnieć, że aktualny rząd włoski – w przeciwieństwie do poprzedniego z udziałem Ligi Matteo Salviniego – nie wykazywał żadnych szczególnych sympatii czy preferencji wobec Rosji, raczej wpisując się w unijną politykę wschodnią głównego nurtu. Jeszcze bardziej subiektywna i publicystyczna jest próba zdezawuowania przez autorów wartości i znaczenia rosyjskiej pomocy dla walki z pandemią. Potwierdzić rzekome prawdziwe intencje Rosji miał natomiast cytowany w tekście Władimir Frołow, ewidentnie zaangażowany politycznie, rosyjski, szerzej nieznany w przestrzeni rosyjskojęzycznej liberalny politolog.

Bloomberg w dużym stopniu determinuje i określa przekaz dnia czołowych mediów głównego nurtu w Europie, również w Polsce. Dlatego tezy wątpliwej jakości depeszy zaczęły obowiązywać niczym credo, również w polskim dyskursie publicznym. Odgrywający rolę eksperta ds. wschodnich w „Newsweeku” Michał Kacewicz wypowiedział się dla propagandowego kanału „Biełsat” Agnieszki Romaszewskiej-Guzy, podkreślając, że ceną za rosyjską pomoc – oczywiście całkowicie, według niego, niepotrzebną – będzie zniesienie sankcji, czyli „zaakceptowanie aneksji ukraińskiego Krymu i siłowej polityki Putina”.

Jeszcze dalej w kierunku obłoków absurdu wzniósł się publicysta prorządowego portalu wPolityce.pl Konrad Kołodziejski, który – ni mniej, ni więcej – stwierdził, że rosyjska pomoc medyczna to …działanie wrogie. Jego zdaniem, cała sprawa jest testem „zdolności Europy do przeciwdziałania hybrydowej wojnie wytoczonej Zachodowi”. Szerzej nieznana autorka TV Republika uderzyła w jeszcze bardziej alarmistyczne tony i surrealistyczne analogie, stwierdzając, że rosyjską pomoc porównać można do …okupacji Austrii przez Związek Radziecki w 1945 roku (!). „Kraj europejski najbardziej kulturowo związany ze Stanami Zjednoczonymi podczas zimnej wojny zwrócił się również o pomoc do Rosji Władimira Putina” – lamentowała. Sytuację na łamach onet.pl skomentował też były dyplomata Witold Jurasz. „Działania Rosji, przy równoczesnym blokowaniu transportów przez Niemcy i Czechy oraz braku pomocy ze strony np. USA, które mają we Włoszech szereg baz wojskowych, w tym ogromną bazę lotniczą w Aviano, są potężnym ciosem w wiarygodność struktur zachodnich, w tym UE i NATO” – stwierdził.

Jurasz ma rację, tyle że własną wiarygodność zniszczyły same struktury zachodnie, które przywołuje. Nie jest winą Kremla, że Unia Europejska okazała się całkowicie bezradna i obojętna wobec wybuchu epidemii w północnych Włoszech, także wtedy, gdy jej skala była jeszcze raczej regionalna i skoncentrowanie wspólnych działań mogło rzeczywiście powstrzymać lub choćby zahamować rozprzestrzenianie się COVID-19. To nie Moskwa wydała dyspozycje NATO, by żołnierze sojuszu zamykali się przerażeni w swoich jednostkach. To nie rosyjskie władze skłoniły inne kraje europejskie do blokowania dostaw sprzętu i pomocy medycznej do Italii. Rosja, Chiny, ale też wysyłająca lekarzy na Półwysep Apeniński Kuba, po prostu kierują się diametralnie inną od zachodniej logiką. Tradycyjnie wykazywały solidarność wobec różnych krajów znajdujących się w potrzebie. Często zresztą w zamian spotykały się z oskarżeniami i zarzutami, bardzo rzadko zaś z wyrazami instytucjonalnej wdzięczności.

Część mediów polskich, poza stanowiskiem Bloomberga, powoływała się również na negujący wartość rosyjskiej pomocy tekst we włoskim liberalnym dzienniku „La Stampa”. Nie odnotowywano już jednak, że informacje tej gazety – niegdyś charakteryzowanej jako bardzo przyjazna interesom amerykańskim w odtajnionych już dokumentach CIA z okresu zimnej wojny – zostały dość szybko zdementowane przez przedstawicieli włoskiego rządu. „Okazywaliśmy naszą otwartość i przyjaźń wobec wielu krajów na świecie. Dziś to Włochy otrzymują wsparcie” – zadeklarował włoski minister spraw zagranicznych Luigi Di Maio, który witał rosyjskie samoloty na lotnisku nieopodal Rzymu.

Drżących każdego dnia o życie swoje i swoich najbliższych Włochów zapewne mało obchodzić będą teorie wysuwanie przez Bloomberga przetrawiane i replikowane w mediach zachodnich. Jeszcze mniej interesować będą ich wojenne pohukiwania oderwanych od rzeczywistości publicystów w Warszawie. Ci ostatni doskonale rozumieją sens rosyjskiej pomocy dla Italii. Prowadzą świadomą kampanię manipulacji, o którą jednocześnie oskarżają innych. Tym razem ich retoryka jest jednak do tego stopnia absurdalna, że raczej nie przekona nawet zagorzałych zwolenników polskiej agresywnej polityki wschodniej. Tym bardziej, że chwilę po transportach do Włoch za rosyjskie wsparcie w walce z pandemią dziękował prezydent Stanów Zjednoczonych, które pomoc z Rosji również skwapliwie przyjęły.

Mateusz Piskorski
Fot. rt.com
3.04.2020

Dzial: