Potrzebny rząd jedności

sejm rp a.jpg
Zamiast wyborów prezydenckich Polsce sto tysięcy razy bardziej potrzebny jest rząd jedności, czyli rząd tworzony przez rządzący PiS i opozycję. Sytuacja politycznie robi się podobna do tej z 1939 roku.

Nadciąga katastrofa i dla bezpieczeństwa państwa trzeba wygasić spory i doprowadzić do sytuacji, w której wszystkie liczące się siły polityczne będą miały nie tylko tego świadomość, ale i poczuwały się do wspólnej odpowiedzialności. Jednym z całkiem realnych wariantów rozwoju wydarzeń jest ogólny chaos i rozpad struktur państwa. W wymiarze politycznym nie sprosta takiemu wyzwaniu żadna pojedyncza siła polityczna.

Przede wszystkim w takiej sytuacji nie wolno dopuścić do zaostrzenia wewnętrznej walki politycznej. W naturalny sposób ostro zantagonizowana opozycja - a tak jest teraz w Polsce – ma skłonność do działania na zasadzie im gorzej tym lepiej. Nad wspólną troską o to, co pozostanie z Polski, górę bierze chęć odsunięcia od władzy tych, których obwinia się o doprowadzenie do stanu upadku i chaosu. Najważniejsze, żeby zniknęła znienawidzona władza, a potem jakoś to będzie. Problem w tym, że w naszej sytuacji, odsunięcie od władzy PiS-u samo przez się nie likwiduje perspektywy i nie zmniejsza skali nadchodzącej katastrofy.

Myśl o konieczności powstania "rządu jedności narodowej" naszła mnie dzisiaj, gdy stałem w długiej kolejce do sklepu. Byłem w kilku i w każdym stałem w dłuższej lub krótszej kolejce, co uświadomiło mi słabość takiego rozwiązania. To z kolei nasunęło mi wątpliwość, czy w obecnym stanie politycznym, powstanie takiego "rządu jedności narodowej" jest możliwe? Ogarnął mnie pesymizm i przygnębienie.

Sądzę, że premiera Mateusza Morawieckiego, czy prezydenta Andrzeja Dudę dałoby się do tego namówić. Jednak nie da się namówić do tego Jarosława Kaczyńskiego. Przepychanie przez niego wariantu przeprowadzenia za wszelką cenę wyborów prezydenckich, na tyle silnie antagonizuje opozycję, że nie ma szans na powstanie wspólnego z nią rządu. Wydaje mi się, że Kaczyńskim owładnęło poczucie politycznej omnipotencji, w którym z lubością się nurza. Dla powstania wspomnianego rządu Kaczyński musiałby choć w części zrezygnować z pozycji najważniejszej osoby w państwie do której zawsze należy ostatnie słowo. Jestem raczej pewny, że Kaczyński z tego nie zrezygnuje. I to jest w dużej części istota dramatycznej sytuacji, w której znalazła się Polska.

W 1939 roku sanacyjny rząd nie dopuścił do powstania "rządu jedności narodowej" i w efekcie samodzielnie musiał wziąć odpowiedzialność za klęskę w wojnie z Niemcami. Miało to swoje dalsze bardzo złe skutki dla sprawy polskiej w całym okresie II wojny światowej. PiS zmierza do tego samego.

Andrzej Szlęzak
Fot. profil fb Sejmu RP
1.04.2020