Koniec wyzysku

handel 1.jpg
W przeciwieństwie do dziesiątek tysięcy internautów nie jestem wysokiej klasy specjalistą w dziedzinie chorób zakaźnych, więc o koronawirusie nie będzie dzisiaj ani słowa. Pozwolę sobie jednak zauważyć, że na fali emocjonującego oczekiwania na epidemię uwadze publiki w Najjaśniejszej Rzeczpospolitej umknęły zdarzenia mniej efektowne w formie, co nie znaczy, że mniej doniosłe.

Na przykład właściciele sieci „Żabka” ogłosili, że wkrótce będziemy mogli zrobić zakupy w tak zwanych nanosklepach, czyli mówiąc bez owijania w bawełnę sklepach bezobsługowych. W ten radosny sposób sieć jednocześnie znacząco obniży swoje koszty i nareszcie, bez uciekania się do jurydycznych sztuczek, będzie mogła handlować także w niedziele. Niby nic nowego, w końcu pierwsze sklepy autonomiczne już funkcjonują w Poznaniu i w Warszawie. Jednak dopiero szerokie wdrożenie tego rozwiązania przez stosunkowo dużą sieć zaowocuje przełomem. Mianowicie: pracownik (na razie ten przy kasie) stanie się zbędny.

Największym zwycięzcą, choć wyłącznie moralnym, rzeczonej sytuacji są zawodowi działacze związkowi, którzy tak dzielnie walczą z wyzyskiem człowieka przez człowieka. Wkrótce „Żabka”, a w ślad za nią zapewne kolejne sieci, przestaną wyzyskiwać pracowników nie tylko w niedzielę, ale i w inne dni. Oczywiście nie od razu. Jeśli jednak kupowaliście Państwo modny ostatnio makaron w największej operującej u nas (bo określanie „naszej” byłoby nadużyciem) sieci dyskontów mogliście zauważyć systematycznie przybywające tam kasy automatyczne. I tak dzień po dniu wyzyskiwanych pracowników ubywa i będzie ubywać...

Oczywiście zrzucanie winy jedynie na roszczeniowych i rozwydrzonych związkowców oraz niezbyt mądrych polityków byłoby prymitywną demagogią. Pewne procesy, nazwijmy je ogólnikowo automatyzacją, są nieodłączną częścią postępu technologicznego i towarzyszą nam jak świat światem. Jednak politycy, przez stworzenie konkretnych warunków prawnych i gospodarczych, mogą te procesy wydatnie przyspieszyć. Na przykład zakazując handlu w niedzielę, podwyższając koszty pracy itp., itd... Mogli, więc zadziałali, choć podejrzewam, że efekty przerosły ich najśmielsze oczekiwania.

Zmniejszenie zatrudnienia w handlu na skutek automatyzacji to póki co pieśń przyszłości. Tymczasem tylko w grudniu zeszłego roku zamkniętych zostało 9,5 tysiąca małych polskich sklepów. To prawdziwe ukoronowanie wieloletniego trendu. Od roku 2018 liczba podmiotów w branży skurczyła się aż o 22 tysiące. W dwa lata zniknęło z rynku niemal 4 % tego typu obiektów. Dodajmy, że zamykane są praktycznie wyłącznie małe przedsiębiorstwa rodzinne. Dyskonty i sieci oparte na franczyzie mają się świetnie, wręcz kwitną jak nigdy dotąd. Te pierwsze poprzez intensywną promocję nakłoniły klientów do zmiany nawyków i intensyfikacji zakupów w soboty. Natomiast przywołana wcześniej „Żabka” korzystając z oczywistych dziur w „dorobku legislacyjnym” naszego ustawodawcy, bez trudu obeszła zakaz, tworząc sieć placówek pocztowych.

Jeśli przytoczony trend niepokoi Państwa, to całkiem niepotrzebnie. W końcu, jak słusznie wskazał Naczelnik Państwa: „jeśli ktoś nie jest w stanie prowadzić działalności gospodarczej w takich warunkach, to znaczy, że się do niej po prostu nie nadaje.” Zawsze może przenieść się na kasę do tych, którzy sobie radzą. Przynajmniej dopóki jest takie zapotrzebowanie.

Przemysław Piasta
11.03.2020