Nie wrabiajcie Dmowskiego w „wyklętych”

rd 1931_0.jpg
W ramach poszerzającej się aberracji wokół tzw. żołnierzy wyklętych – mamy co roku nowe „odkrycia” historyczne. Najpierw wmawiano nam, że wyklęci to kontynuacja Polskiego Państwa Podziemnego, choć to nieprawda, potem zaliczono do nich gen. Augusta Fieldorfa „Nila”, który uważał, że powojenna partyzantka to „zbrodnia przeciwko narodowi”.

Potem uznano, że w latach 1944-1963 mieliśmy do czynienia z wielkim „antysowieckim powstaniem”, przy którym AK i powstanie warszawskie to mało znaczące epizody. Ale na tym nie koniec, oto premier Mateusz Morawiecki podczas obchodów Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych na terenie byłego Aresztu Śledczego Warszawa-Mokotów, stwierdził nim mniej ni więcej tylko to, że „Dmowski, mówiąc o walce o niepodległość, podkreślał, że w tej walce nie ma miejsca na kompromisy. Albo zwyciężamy, albo giniemy. Jednak żołnierze wyklęci ginęli i jednocześnie zwyciężali. Można pytać, czy było warto oddać życie za ojczyznę. Dla mnie odpowiedzieć jest jednoznaczna – warto. I warto, aby wszyscy Polacy byli gotowi oddać życie i poświęcić się całkowicie za swoją ojczyznę”.

Tak oto twórca polskiej szkoły realizmu politycznego, przeciwnik idei powstańczej, piętnujący polski romantyzm polityczny – awansował na patrona „wyklętyzmu”. Premier Morawiecki albo świadomie kłamie albo jest historycznym ignorantem. Jest bowiem kłamstwem twierdzenie, że Dmowski tak stawiał sprawę Niepodległości, jak to twierdzi premier. Owszem, mówił o walce o zachowanie polskości w konfrontacji z Niemcami – i że to walka na śmierć i życie, ale nie w sensie dosłownym, tylko cywilizacyjnym i narodowym. Jednocześnie ostro sprzeciwiał się filozofii – „albo wygramy albo zginiemy”. Przytoczmy tylko jeden z najbardziej znanych i charakterystycznych dla jego myślenia fragmentów:

„Mówiąc o naszych dawniejszych powstaniach i o nowszych próbach w tym kierunku, staram się oceniać ich znaczenie ze stanowiska logiki politycznej. Zapominam, że wielu ludzi u nas nie umie o tym przedmiocie myśleć spokojnie i logicznie, że na jego poruszenie reagują przede wszystkim uczuciowo.
- Jak to, więc tyle bohaterstwa, tyle ofiarności i poświęcenia, tyle cierpień dla ojczyzny — wszystko to spotyka się z potępieniem!... Przede wszystkim są uczucia i uczucia. Iluż to ludzi w trzech pokoleniach słuchało z rozrzewnieniem patriotycznym słów pieśni:

„Powstań, Polsko, skrusz kajdany
Dziś twój triumf albo skon...

Co do mnie, to te słowa obrażają moje najgłębsze uczucia, mój zmysł moralny. Człowiek, który w tym wypadku myśli to, co śpiewa, jest przestępcą. Sama myśl o tym, że Polska może skonać, jest zbrodnią. Wolno każdemu, może być obowiązkiem zaryzykować wszystko, co jest jego osobistą własnością, oddać majątek, przynieść życie w ofierze. Ale bytu Polski ryzykować, jej przyszłości przegrywać nie wolno ani jednostce, ani organizacji jakiejkolwiek, ani nawet całemu pokoleniu. Bo Polska nie jest własnością tego czy innego Polaka, tego czy innego obozu, ani nawet jednego pokolenia. Należy ona do całego łańcucha pokoleń, wszystkich tych, które były i które będą. Człowiek, który ryzykuje byt narodu, jest jak gracz, który siada do zielonego stołu z cudzymi pieniędzmi” („Polityka polska i odbudowanie państwa”, Warszawa 1926, II wydanie, s. 62).

Takie manipulacje mają jednak swój doraźny cel – chodzi o stworzenie „naszej endecji”, która będzie karykaturą tej prawdziwej, i która będzie zapleczem obecnego obozu politycznego lub w innym przypadku niepoważną, radykalną formacją młodzieżową nie stanowiącą żadnego zagrożenia. Jaka ma być ta „nasza endecja”? Po pierwsze antyrosyjska, po drugie uznająca, że kwintesencją drogi jaką przeszła Narodowa Demokracja jest NSZ i podziemie powojenne – i po trzecie, że czołowymi i godnymi pamięci jej działaczami nie są tacy ludzie jak Jan Ludwik Popławski, Stanisław Grabski, Roman Rybarski, Stanisław Kozicki, Stanislaw Rymar, czy nawet Bolesław Piasecki, tylko „Bury”, „Wołyniak” i „Bohun”. Czy ta operacja ma szanse powodzenia? Sądząc z postaw tzw. młodzieży narodowej tak – to wielki sukces obozu rządowego.

Jan Engelgard
1.03.2020