Fatalna decyzja

galizeien.jpg
28 stycznia 2020 r. w Iwano-Frankiwsku (dawniej Stanisławów) odbył się pogrzeb Mychajło Mułyka – weterana ukraińskiej dywizji Waffen-SS „Hałyczyna” („Galizien”), odpowiedzialnej za zbrodnie wojenne na ludności polskiej.

Wzięli w nim udział przedstawiciele lokalnych władz miejskich i obwodowych z merem Rusłanem Marcinkiwem, z neobanderowskiej partii Swoboda, oraz szefem rady obwodu iwano-frankiwskiego Ołeksandrem Syczem na czele, a także greckokatolicki arcybiskup Wołodymyr Wijtyszyn, syn głównego dowódcy UPA Jurij Szuchewycz i osoby w historycznych mundurach Waffen-SS1. Zmarłego esesmana pochowano w specjalnej Alei Chwały jak bohatera narodowego. Czerwono-czarne flagi banderowskie są na tego typu uroczystościach na Ukrainie są już standardem. Osoby paradujące w oryginalnych mundurach Waffen-SS też nie są tam już rzadkością. Ale jednak to szokuje.

Szokuje dlatego, że miało to miejsce dzień po międzynarodowych uroczystościach 75-tej rocznicy wyzwolenia KL Auschwitz, w których uczestniczył prezydent Wołodymyr Zełenski. W każdym kraju europejskim jakakolwiek manifestacja publiczna z udziałem osób w mundurach hitlerowskich wywołałaby natychmiastową reakcję międzynarodowej opinii publicznej i przywódców państw demokratycznych. Zasada ta nie działa jednak w wypadku Ukrainy. Przywódcy USA i państw UE dyskretnie nie zauważają obecności w przestrzeni publicznej tego kraju symboliki nazistowskiej. Zwłaszcza nie zauważają tego przywódcy i politycy polscy oraz główne polskie media, które jako pierwsze powinny to zauważyć i nagłośnić. Potwierdza to moje wcześniejsze spostrzeżenie, że Ukraina otrzymała od Zachodu koncesję na nazizm w związku z rolą, jaką pełni w antyrosyjskiej polityce USA. Albowiem jedyną realną siłą antyrosyjską na Ukrainie są epigoni banderyzmu i nazizmu.

Incydentu w Iwano-Frankiwsku nie zauważył też prezydent Zełenski, który dzień wcześniej brał udział w międzynarodowych uroczystościach w byłym KL Auschwitz, ani Ukraiński IPN, który przy okazji tych uroczystości zamieścił na swojej stronie internetowej informację, że KL Auschwitz jakoby mieli wyzwolić Ukraińcy (ale chyba nie ci z dywizji SS „Hałyczyna”). Do incydentu z Iwano-Frankiwska odniósł się – oprócz szefa Ukraińskiego Komitetu Żydowskiego Eduarda Dolinskiego – tylko jeden ukraiński deputowany Maksym Bużańskij. Stwierdził on, że „(...) to nie zadziała. Albo więźniowie obozów koncentracyjnych, albo zasłużeni esesmani, jedno z tych dwóch, razem nijak. Pora się zdecydować”.

Natychmiast został przywołany do porządku przez mera Marcinkiwa: „Zapewne nasza Ukraina jest inna! Jedna ukraińska, inna – promoskiewska, małoruska!”. Jak my to dobrze znamy. Główne polskie media w taki sam sposób tłumią od sześciu lat krytykę renesansu banderowsko-nazistowskiego na Ukrainie. Kto to krytykuje – jest agentem Moskwy. Dalej mer Marcinkiw stwierdził: „Zdradzę tajemnicę – mój dziadek też był żołnierzem dywizji »Hałyczyna« i jestem z tego dumny!”.

Po międzynarodowych uroczystościach w byłym KL Auschwitz odbyła się konferencja prasowa prezydentów Andrzeja Dudy i Wołodymyra Zełenskiego. Podczas tej konferencji Zełenski oświadczył, że „udało nam się obniżyć emocje wokół tragicznej przeszłości”. W jaki sposób? Czyżby Ukraina uznała odpowiedzialność OUN i UPA za ludobójstwo na narodzie polskim? Nie. Emocje „wokół tragicznej przeszłości” zostały obniżone w ten sposób, że strona polska „odnowi ukraińską mogiłę na wzgórzu Monastyrz” – oświadczył Zełenski [2].

Chodzi o pomnik UPA koło Werchraty w gminie Horyniec-Zdrój, którego odbudowy domagali się trzy miesiące temu działacze ukraińscy i proukraińscy z Polski. Jeśli jest to prawda, to jest to decyzja fatalna. Czy władze polskie nie rozumieją, że Rosja natychmiast wykorzysta to propagandowo? Skoro w Polsce stawiane są pomniku UPA, to znaczy, że jednak Polska miała coś wspólnego z nazizmem i wspieraniem Niemiec hitlerowskich, co od przełomu 2019/2020 r. sugerują niektóre rosyjskie media i niektóre osoby z rosyjskiego establishmentu. Czy polskie władze nie rozumieją też, że odbudowa pomnika UPA na wzgórzu Monastyrz oznacza faktyczne uznanie przez stronę polską UPA za organizację „ukraińskiego ruchu wyzwoleńczego” – zgodnie z narracją banderowską – a nie organizację faszystowską, przestępczą i ludobójczą – zgodnie z prawdą historyczną? Tak to zostanie przedstawione na Ukrainie. Albo pomniki UPA, albo pamięć o ofiarach z Wołynia i Małopolski Wschodniej. Innego wyboru nie ma.

Emocje „wokół tragicznej przeszłości” są obniżane przez stronę polską także na inne sposoby, o czym prezydent Zełenski już nie wspomniał. Jednym z tych sposobów jest nękanie przez polską policję i prokuraturę działaczy kresowych zaangażowanych w podtrzymywanie pamięci o martyrologii Polaków z rąk OUN i UPA. Kilku z nim postawiono zarzuty prokuratorskie o mowę nienawiści wobec Ukraińców lub znieważanie Ukraińców ze względu na pochodzenie narodowościowe. Kolejnym przejawem obniżania emocji „wokół tragicznej przeszłości” ze strony polskiej jest decyzja IPN o usunięciu z pomnika w Lesku tablicy upamiętniającej milicjantów poległych w walkach z UPA oraz orła [3]. Rok wcześniej IPN kazał wyburzyć pomnik żołnierzy WP i WOP poległych w obronie Birczy przed UPA [4]. Nie będzie pomników milicjantów i żołnierzy polskich, będą pomniki UPA. Natura próżni nie znosi.

Bohdan Piętka
Fot. kresy.pl

[1] W Stanisławowie uroczyście pochowano weterana Waffen-SS, www.kresy.pl, 29.01.2020.
[2] Andrzej Duda dziękuje prezydentowi Ukrainy za postawę w Yad Vashem. Zełenski mówi o poprawie relacji z Polską, www.wiadomosci.onet.pl, 27.01.2020.
[3] IPN kazał usunąć tablice z leskiego pomnika, www.bieszczadzka24.pl, 30.01.2020.
[4] Bircza. Pomnik do wyburzenia – mieszkańcy przeciwni!, www.bieszczadzka24.pl, 24.01.2019.

Dzial: