Czas gra przeciwko PiS?

stara wies.jpg
Nie interesowałem się prawyborami na kandydata na prezydenta w "Konfederacji". Trzymam się na bezpieczny dystans od tej formacji, choć w sprawach województwa podkarpackiego współpracuję z posłem Grzegorzem Braunem.

Mówiąc językiem bokserskim, robiłem uniki przed tymi prawyborami, ale i tak mnie lekko trafiły. Jeżeli już jakoś muszę się do tego odnieść, to zadam fundamentalne pytanie, które z resztą można postawić całej polskiej polityce, czyli jak można było być tak głupim. Mam nadzieję, że nietrudno się domyśleć o co chodzi. W kontekście wyborów prezydenckich bardziej interesuje mnie zupełnie inna sprawa. Otóż należę do tej póki co nielicznej grupy, która uważa, iż po wygranych wyborach prezydenckich przez Andrzeja Dudę, PiS na jesieni zrobi przyśpieszone wybory samorządowe. Bodaj w swoich tekstach wspominałem już o tym, ale ostatnie informacje o pogłębiających się różnicach w poziomie rozwoju między poszczególnymi regionami, a zwłaszcza między wielkimi miastami i resztą kraju, dodatkowo mnie o tym przekonują.

PiS-owi po wygranych wyborach prezydenckich do pełni władzy nad Polską będzie brakowało rządzenia w wielkich miastach. Uważam, że ani PiS, ani PO nie rozumieją i nie wspierają rozwoju samorządności. Z tym, że PO jakoś specjalnie nie zwalczała samorządów. Nie prowadziła jednak polityki regionalnej, wspomagającej rozwój prowincji. Stawiała na rozwój największych ośrodków, jako centrów i biegunów wzrostu i rozwoju oraz swoją polityką wspomagała ten rozwój, który i tak miał miejsce.

Z kolei PiS w swoich programach głosił politykę regionalną wspierającą prowincję. Nawet jeżeli taką politykę prowadził i prowadzi, to jest ona wyjątkowo nieudolna i nieskuteczna. Jeżeli się to nie zmieni – a żadnych oznak takich zmian nie widać – to za kilkanaście lat polska prowincja stanie się nieodwracalnie wyludniona, stara, biedna i ogólnie cywilizacyjnie zdegradowana. Życie, przyszłość, pieniądze oraz szanse na rozwój i choćby względny dobrobyt będą tylko w największych miastach. Odnoszę wrażenie, że w PO już to od jakiegoś czasu wiedzą i czołowym politykom tej partii to nie przeszkadza i nawet chętnie płyną na kosmopolitycznej fali tych przemian. Czas gra na ich korzyść.

Z kolei w PiS albo tego nie rozumieją albo dopiero do liderów tej formacji dociera, że za kilkanaście lat Polską będzie rządził ten, kto będzie rządził największymi miastami. Do tej pory PiS rządzi dzięki głównie wygrywaniu wyborów na prowincji. Jeżeli w pełni to zrozumieją i jak dołoży się do tego realizowane cały czas dążenie do zawładnięcia wszystkimi szczeblami władzy, to przyśpieszone wybory samorządowe stają się oczywiste. Ofiarą tej żądzy władzy będzie niestety idea samorządności i polska prowincja, która samorządom zawdzięcza cywilizacyjny skok, nieznany w historii Polski.

Andrzej Szlęzak