Porażka na życzenie

kremlin_3.jpg
Zaliczam się do szkoły myślenia politycznego w której dobre, a nawet przyjazne stosunki z Rosją są filarem na którym wspiera się pojęcie polskiego interesu narodowego.

Mam świadomość, że jestem w mniejszości, a co więcej w obecnym czasie ta mniejszość znajduje się w wyjątkowo trudnej sytuacji ze względu na kłamliwe w treści i prostackie w formie wypowiedzi Włodzimierza Putina, obwiniające II Rzeczpospolitą o współudział w wywołaniu drugiej wojny światowej. Stosunki polsko-rosyjskie są najgorsze od trzydziestu lat.

W oczywisty sposób nasuwa się pytanie czyja to wina? Moim zdaniem winne są obie strony. Jednak odpowiedź na to pytanie będzie miała polityczny sens, jeśli uzupełni się ją o pytanie komu bardziej potrzebne są dobre relacje w stosunkach polsko-rosyjskich? Stoję na stanowisku, że zdecydowanie bardziej Polska potrzebuje dobrych relacji z Rosją. Wymagają tego nasze polityczne i militarne bezpieczeństwo, jak i wykorzystanie możliwości rozwoju gospodarczego.

Jesteśmy od Rosji mniejsi i słabsi pod każdym względem. Trzeba z tego wyciągać właściwe wnioski. Historia pokazała, że nawet przy największej mobilizacji nie mamy szans w konfrontacji z Rosją.
Jeśli przyjmiemy, że Rosja była, jest i zawsze będzie naszym wrogiem, chcącym nas podbić, podporządkować i zniewolić, to nie mamy przyszłości jako naród i państwo, ponieważ Polska w dającej się przewidzieć przyszłości nie będzie w stanie samodzielnie przeciwstawić się takim zamiarom Rosji. To, co się teraz dzieje na świecie pokazuje również, że nie będzie takiego sojuszu, który zabezpieczy Polskę przed agresywnymi planami Rosji. Polityka w relacjach Rosja-Niemcy, Rosja-Izrael, USA-Polska z dodatkiem Białorusi, Ukrainy, Francji, NATO i Unii Europejskiej boleśnie pokazuje, że zdolność Polski do tworzenia antyrosyjskich koalicji jest prawie żadna w stosunku do tworzenia przez Rosję układów niekorzystnych czy wręcz wrogich Polsce.

Na domiar złego od trzydziestu lat Polska nie prowadzi przemyślanej i konsekwentnej polityki wobec Rosji, eliminującej potencjalne zagrożenia. Ta polityka to pasmo nieudolności i wręcz jaskrawej głupoty. W efekcie nawet racjonalne zachowania obracają się przeciw nam. Najnowszy przykład to odmowa prezydenta Andrzeja Dudy udziału w Izraelu w obchodach upamiętnienia holocaustu. Odmówiono Dudzie przemówienia w trakcie tych obchodów, więc słusznie odmówił udziału. Jednak odmowa Dudy została negatywnie przyjęta na Zachodzie i jako że Rosja stoi za tą inicjatywą, to jest to nasza porażka w relacjach nie z Izraelem, ale właśnie z Rosją. Trzeba pamiętać, że ta porażka jest na własne życzenie, ponieważ wiele wskazuje na to, że jest konsekwencją niezaproszenia Putina na rocznicę wyzwolenia obozu Auschwitz.

Trafnym komentarzem do tej polityki jest stwierdzenie młodego satyryka, który powiedział, że Polakom najlepiej wychodziło organizowanie przegranych wojen na własnym terenie. Jak to określił ów satyryk, za szczytowe osiągnięcie w tej mierze trzeba uznać obie wojny światowe, które polegały na tym, że Niemcy biją się z Rosjanami na terytorium Polski.

Nie spodziewam się nowej wojny na terytorium Polski. Uważam, że Rosja nie ma na to ochoty ani siły. Nie znaczy to jednak, że nie odczujemy w różnych wymiarach fatalnych relacji polsko-rosyjskich. Odczujemy. Już odczuwamy i niestety będzie jeszcze gorzej. Zastanawiam się czy stosunki z Rosją są już tak złe, że mogą się tylko poprawić, czy też do dna zostało jeszcze trochę miejsca?

Andrzej Szlęzak
fot. kremlin.ru