Początek wojny historycznej

kremlin_2.jpg
24 grudnia 2019 roku na posiedzeniu Kolegium Ministerstwa Obrony Federacji Rosyjskiej Władimir Putin znów powrócił do kwestii poruszonych w petersburskim wykładzie (czytaj na str. 4-5). Wspomniał znów o rozbiorze Czechosłowacji z udziałem Polski, a przede wszystkim zacytował ponownie przytoczone już słowa Józefa Lipskiego z depeszy do ministra Józefa Becka.

Dodał jednak do tego emocjonalny komentarz: „Bydlak, antysemicka świnia – inaczej nie można powiedzieć. W pełni solidaryzował się z Hitlerem i jego antyżydowskimi, antysemickimi poglądami, a dodatkowo za męczenie narodu żydowskiego obiecał postawić mu pomnik w Warszawie. I napisał o tym swojemu patronowi, ministrowi spraw zagranicznych, licząc widocznie na pochwałę. Inaczej by przecież tego nie napisał”. To właśnie te słowa obiegły media rosyjskie, ale wkrótce też cytowane były, mimo świąt, w Polsce. Rzecz jasna, chwytliwe nagłówki nie uwzględniały kontekstu wypowiedzi, a ograniczały się do epitetów, jakimi rosyjski lider obdarzył polskiego dyplomatę, często nie wspominając, że chodziło o dyplomatę II Rzeczypospolitej. Putin, jako polityk doświadczony i doskonale znający arkana mechanizmów medialnych, doskonale wiedział, że nieparlamentarnymi słowami zwróci powszechną uwagę, zaszokuje i wywoła lawinę cytatów.

Oficjalna polska reakcja na serię historycznych wystąpień Władimira Putina ograniczyła się w zasadzie do dwóch dokumentów. 21 grudnia MSZ wydało „Stanowisko wobec fałszywych narracji historycznych prezentowanych przez Federację Rosyjską”. Tekst, trzeba zauważyć, dość słaby i mało rzeczowy. Odniesiono się w nim do kwestii pozostających całkowicie bez związku z samym dyskutowanym wystąpieniem rosyjskiego prezydenta, wypominając m.in. operację polską NKWD z 1937 roku, która de iure objęła obywateli radzieckich i nie miała formalnego związku z relacjami polsko-radzieckimi okresu międzywojennego. Tradycyjnie wskazano na zbrodniczy charakter stalinizmu, którego przecież Putin w żaden sposób nie bronił. Całkowitym milczeniem pominięto sprawę najbardziej w wypowiedziach prezydenta Rosji wyeksponowaną, czyli udział Polski w rozbiorze Czechosłowacji.

Nie odniesiono się też do dwóch kluczowych kwestii spornych: obowiązywania polsko-radzieckiego paktu o nieagresji z 1934 roku po kryzysie czechosłowackim oraz o charakterze prawnym i politycznym: wkroczenia wojsk radzieckich do Polski 17 września 1939 roku. Niemniej przyznać trzeba, że MSZ wysłał w tych warunkach pewien konstruktywny sygnał, wzywając do wznowienia działalności polsko-rosyjskiej grupy ds. trudnych, która mogłaby wypracować pewien kompromis na gruncie nauk historycznych. Jak łatwo można się domyśleć, dużo bardziej wojownicze stanowisko zajął Instytut Pamięci Narodowej, który utyskiwał na „rosyjską propagandę” w dokumencie zatytułowanym „Oświadczenie IPN w związku z wypowiedziami Prezydenta Federacji Rosyjskiej na temat II wojny światowej i jej przyczyn” z 21 grudnia. W tekście dość zręcznie pominięto kwestię udziału Polski w rozbiorze Czechosłowacji, podkreślając, że Warszawa nie brała udziału w konferencji monachijskiej we wrześniu 1938 roku. Dalej pojawiają się rutynowe oskarżenia ZSRR o zbrodnie wojenne, ludobójstwa i przeciwko ludzkości, nie pominięto – rzecz jasna – zbrodni katyńskiej. W dużej mierze oświadczenie rozmija się tematycznie z zawartością wystąpień Putina, a w odróżnieniu od stanowiska MSZ nie zawiera żadnego elementu wezwania do dialogu.

Wypowiedzi Władimira Putina zostały, jak łatwo było przewidzieć, rozwinięte przez poszczególnych polityków i urzędników rosyjskich. Głos zabrała rzeczniczka prasowa MSZ Rosji Maria Zacharowa, która – dość zresztą trafnie – wskazała, że wszelki dialog jest w ostatnich latach blokowany przez stronę polską, zwracając uwagę m.in. na zamrożenie prac polsko-rosyjskiej grupy ds. trudnych. Nieco absurdalnie wybrzmiało podchwycenie narracji prezydenta przez przewodniczącego Dumy Państwowej Wiaczesława Wołodina: „Jeśli chodzi o stanowisko Polski i całej jej kłamliwej retoryki, z pewnością warto byłoby wszystkie fakty maksymalnie ujawnić. Biorąc pod uwagę, że Polska uznawała w praktyce za możliwe zgładzenie całego narodu, wysiedlenie go do Afryki, wspierała w tym Hitlera, planowała zbudować mu za to pomnik w Warszawie, władze Polski – w całej tej sytuacji – powinny zdobyć się na przeprosiny za to, co się niegdyś wydarzyło i to, co cały czas próbowały przemilczać, zrzucając winę na innych, wymyślając coś i oskarżając. Byłoby to przynajmniej uczciwe z ich strony. Jeśli nie mają archiwów, mam prośbę, by zapoznano ich z tymi materiałami”. Prezydenta, szczególnie po jego ostrej wypowiedzi w ministerstwie obrony, wsparły jednoznacznie środowiska żydowskie w Rosji.

Cały bieg wydarzeń dowodzi, że mamy do czynienia z zaplanowaną kampanią. Żadna z wypowiedzi rosyjskiego przywódcy nie miała charakteru przypadkowego, sytuacyjnego. Wszystkie miały na celu wskazanie Polski jako państwa, które przed II wojną światową walnie przyczyniło się do wybuchu konfliktu. Charakterystyczny jest przy tym okres i kontekst wypowiedzi. Przypadły one na czas istotnych dorocznych spotkań podsumowujących, z założenia relacjonowanych szczegółowo przez wszystkie media rosyjskie. Nie można zatem, jak próbują niektórzy, twierdzić, iż wszystko miało charakter incydentalny. Władimir Putin rozpoczął historyczną kampanię przed zbliżającą się 75 rocznicą zakończenia II wojny światowej.

Polska nie jest przy tym jakimś określonym celem działań w ramach tej kampanii. Nie chodzi bynajmniej o to, by wymóc na Warszawie jakiekolwiek działania, a tym bardziej skłonić ją do zmiany rusofobicznej polityki historycznej prowadzonej od lat. Wybór Polski na modelowy przykład kraju podważającego fakty historyczne jest dość logiczny. Z Ukrainą Moskwa wiąże pewne nadzieje na wznowienie dialogu. Z krajami bałtyckimi stosunki, choć retorycznie w dalszym ciągu napięte, nadal są utrzymywane, również na poziomie wizyt i spotkań na najwyższym szczeblu. Na dodatek z pozostałymi państwami Europy Środkowej i Wschodniej związane są określone interesy rosyjskie; pozostawianie przestrzeni do dialogu jest zatem całkowicie racjonalne z punktu widzenia perspektywicznych celów polityki Moskwy.

Zamrożenie relacji z Federacją Rosyjską przez Warszawę doprowadziło do sytuacji, w której Polska znalazła się w całkowitej izolacji, a zerwanie wszelkich więzi polsko-rosyjskich oznacza, że władze rosyjskie doskonale zdają sobie sprawę, że wybór Polski na „kozła ofiarnego” w wojnie o pamięć historyczną nic nie kosztuje. Co więcej, Polska jest w tej konfrontacji całkowicie bezbronna, nie mogąc liczyć na żadnych sojuszników, poza może werbalnym wsparciem grupy skrajnie antyrosyjskich polityków zachodnich.

Dyskusja merytoryczna nad tezami wystąpień Władimira Putina jest przy tym bardzo trudna, bo rosyjski przywódca w zasadzie nie rozminął się z faktami. Osią jego przekazu na temat II Rzeczypospolitej było oskarżenie jej o udział w „zmowie monachijskiej” i rozbiorze Czechosłowacji. W tym przypadku odwołał się do niezaprzeczalnych faktów, dodając do nich jako potwierdzenie kilka archiwalnych źródeł. Polem ewentualnej dyskusji naukowej mogłyby natomiast stać się dwa inne wymienione przez niego zagadnienia. Pierwsze z nich to sprawa charakteru działań radzieckich podjętych 17 września 1939 roku, które można oceniać z wielu różnych płaszczyzn; prawno-międzynarodowej, politycznej, militarnej, strategicznej. Istotne znaczenie może mieć tu dyskusja na temat definicji państwa upadłego i próba odpowiedzi na pytanie o zakres faktycznej kontroli ówczesnego rządu polskiego nad terytorium i instytucjami państwa. Z góry przegrana jest natomiast dla strony polskiej konfrontacja z tezą o rzekomym antysemityzmie międzywojennych władz Polski.

Nie ma przy tym znaczenia fakt, iż sanacyjny dyplomata Józef Lipski oberwał w wystąpieniu Putina niejako rykoszetem, bo ani szczególnym antysemitą nie był, ani też to nie on należał do grona decydentów w II RP.
Dodatkowo, można nie bez racji – jak słusznie zauważył Krzysztof Rak – oskarżyć Putina o błąd prezentyzmu, polegający na całkowitym pominięciu przez rosyjskiego przywódcę kontekstu historycznego, w którym powstała cytowana depesza. Ujmując zatem rzecz w kategoriach historii jako nauki, w żaden sposób nie można przypisać II RP jakichkolwiek tendencji antysemickich, ale nie o to w tym przypadku chodzi.

Emocjonalna wypowiedź Władimira Putina nie była zaadresowana do Polaków, ani nawet do Rosjan. Jej rzeczywistym adresatem były środowiska żydowskie,
które otrzymały bardzo wyraźny sygnał, że w sprawie konfrontacji historycznej z Polską, mającą swój realny wymiar w sferze roszczeń i w kontekście osławionej ustawy 447, Moskwa staje się ich sojusznikiem. Symbolicznym przypieczętowaniem tego sojuszu będzie fakt, iż rosyjski przywódca 75 rocznicę wyzwolenia obozu Auschwitz obchodzić będzie nie w Polsce, do której nie został zaproszony, a w Izraelu.

Oczywiście, można by teraz organizować różnego rodzaju debaty i publikacje, również w Rosji, na temat fałszywości oskarżeń Polaków o antysemityzm. Byłoby to jednak możliwe, gdyby Polska posiadała jakiekolwiek instrumentarium z zakresu tzw. miękkiej siły; opiniotwórcze fundacje, instytuty, finansowane przez nią katedry uniwersyteckie, a także gdyby władze w Warszawie nie doprowadziły swoimi działaniami do faktycznej likwidacji wymiany myśli i współpracy naukowej z Rosją. Putin chwycił za oręż, którego skuteczność nie budzi żadnych wątpliwości; w walce o rosyjską pamięć historyczną sięgnął po sojusz ze środowiskiem rzeczywiście wpływowym, i to w skali globalnej.

O co toczy się cała rozpoczęta przez rosyjskiego prezydenta batalia? Chodzi w niej w istocie o tożsamość międzynarodową współczesnej Rosji. Jak pisał prof. Andrzej Walicki, „Rosja atakowana jest przez publicystów za kultywowanie ‘mitu zwycięstwa’ w wojnie z hitlerowskimi Niemcami, co uznaje się za obsesyjne reanimowanie stalinowskiego kultu militarnej siły, przed którą drżeć powinny mniejsze narody. Pozwolę sobie jednak wyrazić pogląd, że jest to raczej manifestacja pamięci o zwycięstwie realnym, podziwianym przez cały świat, osiągniętym za cenę siedmiu milionów poległych na polu walki (w tym 600 tysięcy na ziemiach polskich). Pamięci żywotnie potrzebnej nie tylko weteranom wojny, lecz także ludziom młodym, mało interesującym się dziś losami rosyjskiego komunizmu, ale spragnionym wiedzy, że ich dziadkowie lub ojcowie ponieśli śmierć w sprawie jednoznacznie dobrej” (A. Walicki, „O Rosji inaczej”, Warszawa 2019, s. 197-198).

Pozycja Rosji na arenie międzynarodowej, ale także jej poczucie bezpieczeństwa ontologicznego (kategoria wypracowana przez współczesnych badaczy stosunków międzynarodowych, m.in. Brenta J. Steela) zależy od trwałości i siły pamięci historycznej o II wojnie światowej. Również od budowy wspólnej przestrzeni identyfikacji zależy powodzenie wszelkich projektów integracyjnych na obszarze eurazjatyckim. Nieprzypadkowo Putin zaadresował swój wykład do przywódców poradzieckich państw WNP. Zaznaczył w ten sposób istnienie bloku tożsamościowego, zbiorowego spadkobiercy osiągnięć ZSRR. Red. Jan Engelgard słusznie zauważa, że „Rosja z łatwością przekona bardzo liczne narody i państwa, że Polska także im pluje w twarz” i wymienia narodowości, które walczyły w szeregach Armii Czerwonej, których dzisiejsza historyczna tożsamość w większym lub mniejszym stopniu współbrzmi z tożsamością rosyjską.

Władimir Putin stworzy w najbliższych miesiącach silny blok tożsamościowy, którego wielkim wspólnym świętem stanie się 9 maja w Moskwie. Polska jest najsłabszym, w praktyce osamotnionym ogniwem bloku przeciwstawnego, pogrobowców mitu o walce z „bolszewizmem” i antyrosyjskiej krucjaty, który – poza marginalnymi środowiskami sentymentalnie spoglądającymi na międzynarodowe tradycje Waffen SS – jest dziś w fazie zaniku. Nie ma co się oburzać na reakcje rosyjskiego prezydenta, nie ma co się dziwić, że wybrał za cel właśnie to najsłabsze ogniwo wrogiego Rosji w sensie tożsamościowym sojuszu. Warto pamiętać, że wszystko to jest nieuniknioną, całkowicie logiczną konsekwencją polityki historycznej PiS, PO i IPN, przenoszonej zresztą na poziom europejski. Rosja jest w tym przypadku stroną odpowiadającą na atak, na wieloletnie prowokowanie jej i próby naruszenia jądra jej współczesnej tożsamości.

dr Mateusz Piskorski

fot. kremlin.ru
Myśl Polska, nr 1-2 (5-12.01.2020)

Dzial: