To nie antykomunizm, to bolszewizm

jaruzel 51.jpg
Zaledwie dwa dni temu obchodziliśmy rocznicę wprowadzenia stanu wojennego. Przy tej okazji na wielu prawicowych profilach pojawiły się posty szkalujące zmarłego gen. Jaruzelskiego. W wielu miastach Polski odbyły się też demonstracje "antykomunistyczne".

Organizował je głównie PiS oraz stojący na prawo od niego narodowcy. Obydwa prawicowe obozy pisowski i narodowy prześcigały się w radykalizmie "antykomunistycznym". Sam jestem ideowym antykomunistą, ale ten rodzaj "antykomunistycznych" emocji wybuchających zazwyczaj w okolicach 13 grudnia oceniam zdecydowanie negatywnie.

Po pierwsze, głoszenie antykomunistycznych haseł 30 lat po upadku komunizmu nie ma żadnego sensu. Ludzie, którzy byli czynnie zaangażowani w dawny system albo już wymarli albo dożywają właśnie kresu swych dni. Taki spóźniony "antykomunizm" odwraca tylko uwagę od aktualnego i konkretnego zagrożenia jakim jest liberalizm. Dotyczy to zwłaszcza PiS-u. PiS potępia nie tyle ideologię komunistyczną, co dyktatorski charakter rządów Jaruzelskiego. Jako jedyną alternatywę dla nich przedstawia właśnie liberalizm. Niestety, pisowski punkt widzenia przejmują także narodowcy.

13 grudnia krzyczą oni odważnie o biciu sierpem i młotem czerwonej hołoty, ale żadnym słowem nie zająkną się na temat zła jakie niesie ze sobą współczesny liberalizm. Dodatkowo zawsze po sto razy zapewniają, że nie są żadnymi ekstremistami ani faszystami, jakby bycie faszystą było czymś nagannym. Ponadto nazywanie bezideowych rządów Jaruzelskiego mianem "komunistycznych" dowodzi braków w znajomości myśli politycznej i historii.

Po drugie, próby degradacji gen. Jaruzelskiego są bezsensowne i niesprawiedliwe. W pełni zasłużył on na swoje generalskie szlify. W czasie II Wojny Światowej był odważnym żołnierzem, a w czasach powojennych utalentowanym i sprawnym oficerem. Co prawda, Jaruzelski walczył po złej stronie, ale jako wojskowy był zawsze bez zarzutu. Z tego powodu, zwłaszcza my młodzi, którzy nie przeszliśmy bojowego szlaku, powinniśmy go szanować.

Po trzecie, żadna partia władzy nie ma prawa odbierać emerytur, odznaczeń i stopni ludziom, którzy zasłużyli się dla państwa w czasach poprzednich rządów. Gdybyśmy tak robili przy każdej zmianie władzy nastąpiłby całkowity paraliż państwa. Nikt nie chciałby służyć państwu, które najpierw daje nagrody, a później je odbiera. W państwie powinna panować zawsze zasada ciągłości historycznej. Każdy nowy system budowany jest na fundamencie poprzedniego.

Oczywiście, w sensie ideologicznym i politycznym nie chcemy być kontynuacją PRL, ale ciągłość instytucji państwowych musi zostać zachowana. Dążenie do zerwania ciągłości historycznej państwa charakteryzowało zawsze ruchy wywrotowe i rewolucyjne. Jakobini i bolszewicy usiłowali niszczyć dawne instytucje i dawne elity. Obecnie PiS i narodowcy usiłują robić to samo. Nie są to wzorce prawicowe, narodowe i konserwatywne lecz rewolucyjne, jakobińskie i bolszewickie.

Jakub Ignaczak
Z profilu fb