Stygnie konflikt religijny na Ukrainie

ortodox.jpg
Kolejne elementy polityki Władimira Zełeńskiego i jego administracji wyraźnie niepokoją te kręgi polityczne w Polsce, które w istocie powtarzają argumentację prowojennych środowisk na Ukrainie, w tym Piotra Poroszenki i neobanderowców.

Tymczasem pozytywną ewolucję, przynajmniej w porównaniu z poprzednimi władzami, dostrzegają również ukraińscy duchowni. Podczas niedawnej konferencji duchownych prawosławnych z Białorusi, Ukrainy, Rosji, Niemiec, Łotwy i Stanów Zjednoczonych w Mińsku (zorganizowanej pod znamiennym tytułem: „Leczenie społecznych podziałów i rola Cerkwi w przezwyciężeniu kryzysu na Ukrainie”) oficjalni przedstawiciele różnych instancji cerkiewnych podkreślali, że trudno wyobrazić sobie jakikolwiek dialog społeczny i religijny w tym państwie bez udziału Ukraińskiej Cerkwi Prawosławnej Patriarchatu Moskiewskiego. Warto przytoczyć słowa jego rzecznika prasowego o. Nikołaja Danilewicza:

„Przy nowym prezydencie sytuacja Ukraińskiej Cerkwi Prawosławnej stała się nieco lepsza; prawie – poza odosobnionymi przypadkami – nie zdarzają się już zajęcia świątyń, a nawet w tych przypadkach stara się w sposób skuteczny interweniować policja. Ukraińska Cerkiew znajduje się w okresie przejściowym. Państwo w zasadzie nie zajmuje się sprawami wyznaniowymi. Poprzednie władze przyczyniły się do katastrofy, a obecny prezydent to rozumie i stara się przynajmniej nie szkodzić. To sygnał, że można działać na rzecz pojednania. Społeczeństwo jest podzielone, Cerkiew też nie jest wolna od problemów. Ważne, by stworzyć ludziom warunki do uspokojenia się, by nie podejmować gwałtownych ruchów. Takie jest właśnie nasze stanowisko. Ogólnie rzecz biorąc, obecny poziom zainteresowania społecznego tematyką cerkiewną jest znacznie niższy, a tym samym nam jest łatwiej. Jeśli informacja o uznaniu Prawosławnej Cerkwi Ukrainy przez Prawosławną Cerkiew Grecji ukazałaby się w czasach Poroszenki, w prorządowych mediach trąbiliby o tym nieustannie. W efekcie pewnie stracilibyśmy kilkadziesiąt parafii. A obecnie wiadomość ta była jedną z wielu innych. Społeczeństwo jest zmęczone ciągłym dyskutowaniem na tematy cerkiewne. W ciągu ostatnich tygodni nie odeszła od nas żadna wspólnota. Mamy duży potencjał, by działać na rzecz pokoju, ale na razie nie mamy możliwości jego wykorzystania. Zbyt wiele pomyj wylano na naszą Cerkiew, zbyt mocno ją marginalizowano i demonizowano. Mimo wszystko jednak pozostajemy największym kościołem. W każdą niedzielę w naszych świątyniach modli się od 2 do 3 milionów wiernych, a w święta jest ich jeszcze więcej. Lepiej obecnie działać na mniejszą skalę. Każdy duchowny i każda eparchia powinna działać lokalnie, budować swój autorytet.

Dla pojednania potrzebna jest trzecia siła, która dysponowałaby szacunkiem obu stron. Propagandziści starają się prezentować nas jako Cerkiew wschodniej części kraju i dziwią się, że nasi duchowni modlą się i odprawiają nabożeństwa po ukraińsku. W warunkach ukraińskich konieczne jest, by państwo nie ingerowało w sprawy cerkiewne, a Cerkiew robiła to, co do niej należy. Wyłącznie w taki sposób możemy przyczynić się do pojednania. Chciałbym też powiedzieć kilka słów na temat odpowiedzi ukraińskiego prawosławia na udzielenie przez Prawosławną Cerkiew Grecji poparcia odszczepieńcom z Prawosławnej Cerkwi Ukrainy i rozłamowi wznieconemu przez patriarchę Bartłomieja. Przykro, że czynniki geopolityczne i polityczne wywarły taki wpływ na Cerkiew w Grecji, która znalazła się pod naciskiem zewnętrznym. Jednak w historii Cerkwi prawosławnej – szczególnie w czasach Soborów Powszechnych, choć nie tylko – wiele było okresów, w których zwolennicy herezji i rozłamów osiągali krótkotrwałe zwycięstwa. Zawsze jednak, prędzej czy później, zwyciężała Prawda Chrystusowa. Nie mamy wątpliwości, że tak będzie i tym razem, nawet jeśli przyjdzie nam na to poczekać”.

Stanowisko UCP PM jest, jak widać, dość umiarkowane i pojednawcze. Jednocześnie nie sposób nie zauważyć, że przynajmniej w sferze tożsamościowej Zełeński stara się nie inspirować podziałów i konfliktów, które mogą przyspieszyć rozpad Ukrainy. W tym miejscu warto zadać pytanie wszystkim polskim zwolennikom konfrontacyjnej linii Poroszenki i neobanderowców: czy w istocie nie działaliście i nie działacie przeciwko tak werbalnie przez was hołubionej państwowości ukraińskiej?

dr Mateusz Piskorski
Myśl Polska, nr 49-50 (1-8.12.2019)

Dzial: