Ile razy nadepniemy na te gazowe grabie?

gaz 34.jpg
Kolejny raz, setny czy już tysięczny, przebiegła przez media odświeżana sensacja: "nie będziemy kupować rosyjskiego gazu!". Politycy i menedżerowie z determinacją zapowiadają, że nie przedłużymy kontraktu z Gazpromem, że mają go zastąpić dostawy LNG i Baltic Pipe. Nawet formalne wymówienie zostało wysłane na 3 lata wcześniej.

Zapowiadać i krzyczeć można, co tylko w duszy zagra. Jednak polecałbym rzucenie okiem na historię takich pokrzykiwań, bowiem w stosunkach ze wschodnim dostawcą mamy długie tradycje wpadania w pułapki, które sami na siebie zastawiamy.

Rok 1999. Budujemy rurociąg jamalski, jednak PGNiG brakuje pieniędzy i nie może opłacić swojego wkładu w inwestycję. Gazprom proponuje: damy pieniądze, ale chcemy niskich stawek za tranzyt. Wybór jest prosty: godzimy się albo rurociągu nie będzie. Rozsądnie przystaliśmy na propozycję, więc do dzisiaj opłaty za tranzyt nie są imponujące. Ale porażka była na własne życzenie, rząd AWS utrzymywał niskie ceny gazu, które doprowadziły PGNiG na skraj bankructwa. A niskie opłaty tranzytowe do dzisiaj są pożywką dla chcących "uwolnić" sektor gazowy od Rosji. I przy okazji oskarżyć premiera Pawlaka o wszystkie możliwe gazowe wpadki, nawet gdy ich autorem był minister Naimski.

Rok 2001. Przez cztery lata zajmujemy się kontraktem gazowym z Norwegią, tymczasem jest już jasne, że ilości zakontraktowanego przez nas gazu z Rosji są za duże wobec naszych potrzeb – przy podpisywaniu kontraktu przeszacowaliśmy je i to znacznie. Nie mamy szans na odebranie zakontraktowanych przez nas ilości, przyjdzie więc płacić horrendalne kary. A my (zupełnie jak dzisiaj) w ogóle nie rozmawiamy z Rosją. Ustępując ze stanowiska wicepremier Steinhoff pozostawia ten problem na biurku następcom, ograniczając się do wysłania kilka dni wcześniej listu do Rosjan. Nie dość tego, do tego nadmiaru gazu, zawieramy jeszcze kontrakt z Norwegami.

Rok 2003. Stojąc wobec konieczności płacenia ogromnych kar za nieodebrany gaz, przystępujemy do negocjacji z Rosją w sprawie zmniejszenia importu. Nasza siła negocjacyjna jest żadna, musimy się zgodzić na rosyjskie warunki. Jednak jednocześnie chcemy też „zdywersyfikować” dostawy, pozostawiając mniej dostaw z Rosji a chcąc importować 2-3 mld m3 od innego dostawcy. Nie mając żadnej alternatywnej infrastruktury. Rosjanie ustępują, a my długo nie możemy znaleźć dostawcy, kolejni się wykruszają. Było już mocno gorąco, kiedy znalazł się RosUkrEnergo (gdzie Gazprom miał 50 procent udziałów). Uratowaliśmy się, odbierając gazpromowski gaz tymi samymi rurociągami. Dla potrzeb dywersyfikacji, księgujemy go jako pochodzący z „centralnej Azji”.

Rok 2006. Rząd zapowiada ostre negocjacje z Gazpromem, ale to on wspólnie z RosUkrEnergo wzywa nas do renegocjacji kontraktu. Wpadamy we własną pułapkę – z końcem 2006 r. kończy się „dywersyfikacyjny” kontrakt z ukraińsko-rosyjską spółką. Ukraiński oligarcha z Rosjanami stawiają nas znowu pod ścianą, żądają wyższych cen, albo gaz z „centralnej Azji” przestanie płynąć do Polski. Po roku bardzo mizernych negocjacji – następuje podwyżka cen w obu kontraktach, zaczyna się era drogich cen gazu importowanego do Polski. To najkosztowniejsza porażka negocjacyjna w historii polskiego gazu. Autor: pełnomocnik Piotr Naimski.

Rok 2009. Ukraińsko-rosyjska wojna gazowa. RosUkrEnergo popada w niełaskę w Kijowie, przestaje wysyłać gaz. W poprzednich negocjacjach nie zapewniliśmy sobie niestety gwarancji dostaw ze strony Gazpromu, w końcu jest współudziałowcem RosUkrEnergo, to jego gaz jest sprzedawany przez ukraińskiego pośrednika. Zaczyna się prawie dwuletni kryzys zaopatrzeniowy – Polska balansuje na granicy zerwania krajowych dostaw gazu. Lato jakoś przeżywamy dzięki dodatkowym dostawom rosyjskim. Jednak uregulowanie sprawy zabrało nam aż dwa lata. Znowu stojąc na straconych pozycjach, ratujemy się jedynie, nie rozwiązując problemu cen.

Jak widać, mamy dość trudny „szlak bojowy” w kontaktach z Gazpromem. Wielokrotnie nadepnęliśmy na te same grabie, które na dodatek sami zostawiliśmy w miejscu. Obyśmy przy tym „odzyskiwaniu gazowej wolności” nie wdepnęli na nie znowu.

Andrzej Szczęśniak
Myśl Polska, nr 49-50 (1-8.12.2019)

Dzial: