Jedność ponad podziałami

mazur.jpg
9 listopada w polskich mediach głównego nurtu rozpętała się burza. Od „Gazety Wyborczej” po „Gazetę Polską” i od TVN po TV Republika tutejsze główne media zgodnie poinformowały, że polska Straż Graniczna zatrzymała na przejściu granicznym w Dorohusku, na podstawie listu gończego wydanego przez Interpol na wniosek Rosji – „ukraińskiego aktywistę obywatelskiego i weterana wojny z Rosją”. Media red. T. Sakiewicza poinformowały nawet, że zatrzymany ma „propolskie poglądy”.

Skoro to „aktywista obywatelski”, czyli taki jakby liberalny demokrata, to dlaczego w zorganizowanym w jego obronie proteście przed ambasadą polską w Kijowie uczestniczyli ludzie z symboliką banderowską i neonazistowską? Dlatego, że Ihor Mazur był i jest wiceszefem UNA-UNSO – najtwardszego jądra epigonów ideologii banderowskiej, faktycznie organizacji neonazistowskiej. Tego jednak nie podały polskie media, dla których Mazur stał się „aktywistą obywatelskim” i to jeszcze o poglądach „propolskich”. Poza niszowymi portalami nie poinformowano też, że Mazur jest podejrzewany o związek z morderstwem białoruskiego dziennikarza Pawła Szeremeta. Do Polski jechał na zaproszenie posłanki PiS Beaty Mazurek jako pracownik sekretariatu Werchownej Rady ds. praw człowieka. Wydelegowano go do Warszawy na konferencję „poświęconą sprawom bezpieczeństwa i współdziałaniu Polski i Ukrainy wobec agresji Rosji” [1].

Ihor Mazur został bardzo szybko zwolniony z polskiego aresztu. Wystarczyło stanowcze oświadczenia ambasadora Ukrainy Andrija Deszczyci i w obronie zatrzymanego stanęła cala polska „klasa polityczna” – od Adama Bodnara po Tomasza Sakiewicza. Śmiertelnie skłócona, będąca od co najmniej dekady w stanie wojny domowej, wykazała imponującą i unikalną w polskich warunkach jedność ponad podziałami w obronie epigona Stepana Bandery i Romana Szuchewycza. Od działań Straży Granicznej publicznie odciął się minister spraw zagranicznych Jacek Czaputowicz. Zewsząd sypnęły się głosy oburzenia: co za skandal, weteran pierwszej wojny czeczeńskiej i wojny w Donbasie, co to gromił Moskala nawet na Kaukazie, zatrzymany na wniosek Rosji przez polską Straż Graniczną. Toż to zdrada i profanacja!

W tej sytuacji Ihor Mazur został natychmiast zwolniony z aresztu i w Święto Niepodległości 11 listopada paradował z biało-czerwonym kotylionem u boku konsula generalnego Ukrainy w Lublinie Wasyla Pawluka – notabene wieloletniego działacza neobanderowskiej partii Swoboda, który wielokrotnie wyrażał się publicznie z uznaniem o UPA. No cóż. Paryż wart jest mszy – powiedział przed wiekami francuski król Henryk IV. Najwidoczniej Zakerzonie też jest warte mszy, tzn. przypięcia sobie przed kamerami biało-czerwonego kotylionu.

Radości nie było końca. Samuel Pereira z TVP Info (wcześniej piszący w „Gazecie Polskiej”) zacytował następującą refleksję Ihora Mazura: „Jestem patriotą. U steru władzy w Polsce też znajdują się patrioci. Co nas różni? Historia naszych narodów oraz rosyjska propaganda, której twórcy pragną nas skłócić. A kiedy Ukraińcy występują przeciw Polakom albo Polacy przeciw Ukraińcom, to wygrywa na tym Moskwa, która znowu chce stać się wielkim imperium. Niestety, władze Niemiec, Włoch, Francji, Holandii czasem Putinowi w tym pomagają. Tym, czego Rosja obawia się najbardziej, jest ukraińsko-polska przyjaźń!”. Wielokrotnie o tym czytałem na gazetopolskim portalu Niezależna (niezalezna.pl).

Dalej Mazur powiedział: „Jeśli Polsce i Ukrainie uda się w pierwszej kolejności stać się jednym geopolitycznym, ekonomicznym i wojskowym sojuszem państw, to we Wschodniej Europie będziemy mogli wspólnie dominować. Litwa, Estonia i Gruzja przyłączą się do nas z uwagi na rosyjskie zagrożenie. Oczywiście do tego dochodzi Rumunia, Chorwacja, Węgry, Czarnogóra… ale Międzymorze jest niemożliwe bez polsko-ukraińskiej przyjaźni” [2]. Bingo! Międzymorze. Ukochany temat Tomasza Sakiewicza i Jerzego Targalskiego. Ta wypowiedź ukraińskiego watażki stanowi jeszcze jeden dowód na to, że tzw. Międzymorze – lansowane od lat 90-tych przez obóz Kaczyńskiego i równocześnie obóz liberalny, a w latach 80-tych przez KPN Moczulskiego – nie jest wymysłem Jerzego Giedroycia ani przedwojennych piłsudczyków (nimi, niczym listkiem figowym, tylko się zasłaniają współcześni polscy propagatorzy idei Międzymorza), ale neobanderowców. To temat podsunięty postsolidarnościowej „klasie politycznej” przez nacjonalistów ukraińskich. To ich celom politycznym ma służyć i służy Polska w tej koncepcji. A tym celem politycznym jest Wielka Ukraina.

Tak oto ukraiński watażka stał się w jednym momencie nowym „autorytetem moralnym” polskiej „klasy politycznej”. Międzymorze! Nierozerwalna przyjaźń polsko-ukraińska i wspólna defilada z Kozakami w Moskwie – jak swego czasu marzył Jerzy Targalski. Nie można przy tym nie zauważyć, że gdyby w Polsce ktoś wykazywał takie afiliacje ideologiczne jak Ihor Mazur, to zostałby przez tzw. salon III RP zgodnie okrzyknięty nazistą (albo co najmniej faszystą), a pan Adam Bodnar żądałby natychmiast od prokuratury podjęcia działań represyjnych. Ale ukraiński neonazista i prawdopodobnie zbrodniarz wojenny Ihor Mazur jest dla salonu III RP i rządzącej prawicy „działaczem obywatelskim” i bojownikiem o „prawa człowieka”. Jedni i drudzy są gotowi rzucić się za niego w ogień – bo to jest dla nich kolejna okazja zamanifestowania swojej atawistycznej wrogości do Rosji i niezgody na linię polityczną Wołodymyra Zełenskiego. Niech żyje Ukraina banderowska – taki transparent mogłaby sobie powiesić cała polska „klasa polityczna” od Michnika po Sakiewicza.

Wniosek Interpolu i Komitetu Śledczego Rosji w sprawie Ihora Mazura powinien zostać w świetle prawa rozpatrzony przez niezawisły sąd polski. Wystarczyło jednak, że został rozpatrzony przez „Gazetę Wyborczą” i „Gazetę Polską”. Niezwisła prokuratura wycofała wniosek o rozpatrzenie sprawy Mauzra przed Sądem Okręgowym w Lublinie i tuż po polskim Święcie Niepodległości nowy „autorytet moralny” tutejszej „klasy politycznej” mógł powrócić na Ukrainę, owacyjnie żegnany przez chór zaprzysięgłych wrogów znienawidzonej Rosji. „Jest to niewielkie, ale jednak zwycięstwo w wojnie hybrydowej, którą prowadzi przeciwko nam Federacja Rosyjska” – podsumował całą sprawę wiceminister spraw wewnętrznych Ukrainy Anton Heraszczenko. Zwycięstwo odniesione – o czym już nie wspomniał – dzięki postsolidarnościowej „klasie politycznej”, która zdobyła się na heroiczną, histeryczną i historyczną jedność ponad podziałami [3].

Mylne jest jednak przekonanie, że ta sprawa jest kolejną odsłoną dość specyficznej polskiej polityki wschodniej. Wręcz przeciwnie – jest kolejnym dowodem na to, że Polska nie prowadzi żadnej polityki na Wschodzie. Prowadzi ją tam zupełnie kto inny. Jeszcze Ihor Mazur nie zdążył w glorii chwały wyjechać z Polski na Ukrainę, a tu nagle odezwał się oligarcha Ihor Kołomojski – główny sponsor tzw. „rewolucji godności”, czyli puczu na kijowskim Majdanie w 2014 roku, a także główny sponsor neobanderowskich formacji paramilitarnych walczących w Donbasie i główny sponsor kampanii prezydenckiej Wołodymyra Zełenskiego. Udzielił on mianowicie wywiadu dla „The New York Times”, którego polskie media głównego nurtu dyskretnie nie zauważyły.

Ihor Kołomojski jest nie tylko najbogatszym człowiekiem na Ukrainie, stale zresztą rezydującym w Szwajcarii, nie tylko pełni zaszczytną funkcję prezesa Zjednoczonej Wspólnoty Żydowskiej na Ukrainie, nie tylko posiada obywatelstwo ukraińskie, izraelskie i cypryjskie, ale i ma ogromne ambicje polityczne oraz szerokie horyzonty, o czym świadczy wspomniany wywiad dla „The New York Times”. W wywiadzie tym powiedział, że „już czas, żeby Ukraina dała sobie spokój z Zachodem i zwróciła się w stronę Rosji”. Dalej stwierdził: „Oni [Rosjanie] i tak są silniejsi. Musimy poprawić nasze relacje. Ludzie chcą pokoju, dobrego życia. A wy [Amerykanie] zmuszacie nas, byśmy byli w stanie wojny, nie dając nam nawet za to żadnych pieniędzy”.

Kołomojski nie ma też wątpliwości, że Unia Europejska i NATO nigdy nie przyjmą Ukrainy do swojego grona. „Nie ma sensu tracić czasu na puste rozmowy. Podczas gdy Rosja bardzo chciałaby wciągnąć nas do nowego Paktu Warszawskiego” – powiedział otwarcie człowiek stojący za plecami prezydenta W. Zełenskiego. Odbudowanie więzi z Rosją – jego zdaniem – jest konieczne, żeby ukraińska gospodarka mogła przetrwać. „Weźmiemy od Rosjan 100 mld dolarów. Myślę, że z radością by je nam dziś dali. Jaka jest najszybsza droga do rozwiązania problemów i odbudowy relacji? Tylko pieniądze” – powiedział Kołomojski. Na koniec stwierdził: „Jeśli USA będą cwaniakować, to pójdziemy do Rosji. Rosyjskie czołgi będą stacjonować pod Krakowem i Warszawą, a NATO będzie robić w spodnie i kupować pampersy” [4].

Krótko mówiąc – to czy Międzymorze powstanie czy rozpłynie się we mgle zależy nie od geniuszu Jarosława Kaczyńskiego i Jerzego Targalskiego, ale od widzimisię i humoru Ihora Kołomojskiego. I dalsza zabawa w Banderę i UPA na Ukrainie, zwłaszcza zachodniej, też. Taka jest prawda o polskiej polityce wschodniej i Wielkiej Ukrainie epigonów Bandery.

Ale to jeszcze nie koniec tej prawdy. „Podczas przesłuchania w Izbie Reprezentantów w dochodzeniu ws. impeachmentu Donalda Trumpa podpułkownik Alexander Vindman zeznał, że władze Ukrainy trzy razy oferowały mu stanowisko ministra obrony. Ołeksandr Danyluk, ukraiński sekretarz Narodowej Rady Bezpieczeństwa i Obrony, który miał składać te propozycje, twierdzi, że żartował. (...) Ukraińskie propozycje Vindman ocenił jako »dość komiczne«. Jego zdaniem byłoby »zabawne«, gdyby podpułkownik armii USA otrzymał taką posadę” – poinformował portal kresy.pl [5].

Czy wśród czynników politycznych w Warszawie nie jest dla nikogo jasne, że strategicznym partnerem Polski na Wschodzie jest państwo komiczne, że cala koncepcja polskiej polityki wschodniej o to komiczne państwo się opiera i od niego zależy? Chyba, że Polska też jest państwem komicznym. Ale takie państwo polityki nie prowadzi. Jakiejkolwiek.

Bohdan Piętka

[1] Polska zatrzymała wiceszefa skrajnie nacjonalistycznej UNA-UNSO na wniosek Rosji, www.kresy.pl, 9.11.2019.
[2] „Polacy i Ukraińcy razem stanowią siłę!”. Kim jest Ihor Mazur, ścigany przez Rosję?, www.tvp.info, 10.11.2019.
[3] Ihor Mazur powrócił na Ukrainę. „To zwycięstwo w wojnie hybrydowej z Rosją”, www.tvp.info, 14.11.2019.
[4] Cyt. za: Kołomojski dla NYT: Jak USA będą cwaniakować, to Ukraina pójdzie do Rosji; rosyjskie czołgi będą pod Krakowem i Warszawą, www.kresy.pl, 13.11.2019.
[5] Ukraińcy oferowali podpułkownikowi armii USA posadę ministra obrony? Danyluk: to były żarty, www.kresy.pl, 19.11.2019.

Myśl Polska, nr 49-50 (1-9.12.2019)
Fot. ukrinform

Dzial: