Step we krwi?

kremlin_0.jpg
Zasadniczo nie ma innej możliwości! Anglosfera reprezentowana przez morską potęgę Stanów Zjednoczonych nie znajdzie innego wyjścia. Chiny właściwie już są poza ich zasięgiem i by ograniczyć pole ich ekspansji muszą starać się podporządkować sobie Rosję. Jej geopolityczną przestrzeń, a przede wszystkim zaś prawie niezmierzone zasoby, w ty Arktykę.

To Eldorado dwudziestego pierwszego wieku. Przypuszczać można, że taki wariant jest w Waszyngtonie całkiem poważnie rozważany, gdyż jakaś większa wojna pilnie, by się im przydała, a tu – w ich mniemaniu – każde inne rozwiązanie jest zdecydowanie gorsze. Ale globalne konsekwencje takiej batalii byłyby nieobliczalne. Nawet gdyby uniknięto jądrowego kataklizmu.

Bo jak właściwie można toczyć z Rosją jakąś efektywną wojnę? Czy w ogóle jest ona możliwa i przewidywalna? Jest kilka kuszących sposobów. Są zatem dwa scenariusze. W pierwszym winno dojść do zmasowanego ataku z użyciem wszelkich dostępnych środków, w tym wodorowo – jądrowych. Jednak ta koncepcja obarczona jest zbyt dużym ryzykiem, gdyż nie wiadomo, czy Kreml nie zachowa możliwości równie niszczycielskiego odwetu? Od kilku lat realizowany jest drugi wariant.

Obliczony na szereg epizodów, różne etapy działań odmiennymi sposobami; z przerwami, zakolami, momentami odwilży i zaostrzeń. Wstępem była próba polityczno – gospodarczej izolacji Moskwy – doprowadzenia jej do niekomfortowego położenia, jeśli nie degrengolady. Cały arsenał tego rodzaju broni od dawna został uruchomiony. Sankcje skierowane przeciw wpływowym przedstawicielom rosyjskiego świata władzy, atak na międzynarodowe rosyjskie firmy, na zbywanie węglowodorów oraz gazu. Miałoby to doprowadzić do zmiany politycznego kierownictwa.

Jednak Putin, działając w niezmiernie trudnych okolicznościach, wykonał kilka mistrzowskich szachowych pociągnięć. Przede wszystkim nie dopuścił do pełnego zwycięstwa w Kijowie tak zwanej zachodniej opcji, zajmując Krym i wspomagając Donbas. Utrzymał Naddniestrze, a wcześniej wsparł Abchazję oraz Osetię Południową. Przynajmniej chwilowo Wielki Step krwawi, ale jest to stróżka – nie zaś aranżowana w Waszyngtonie hekatomba.

Co więcej: gambitowy krok Rosji polegał na militarno-politycznym zaangażowaniu się w Syrii, a przez nią na całym Bliskim Wschodzie. Odniesiono tam niewątpliwy sukces. Rosja jest teraz w poprawnych relacjach z Turcją, co wielu zaskoczyło; ale też z Izraelem, dla którego stała się istotnym gwarantem jego bezpieczeństwa. Mimo tego zachowuje również bliskie kontakty z Teheranem, który jest właściwie na nią w dużym stopniu skazany. I tam wykazano dwie rzeczy.

Przede wszystkim Pekinowi jeszcze daleko do tego, by brać efektywny udział w rozgrywce na najwyższym światowym poziomie. Z kolei Stany Zjednoczone doznały na Bliskim Wschodzie wielkiego upokorzenia. Grają tam dla zachowania twarzy, teraz przy pomocy Kurdów; ale głównie dlatego, że Putinowi też to odpowiada, gdyż dochodzi do zachowania misternie budowanej równowagi. Niebezpieczna faza sytuacji polega przede wszystkim na tym, że USA, by pozostać na szczycie musi wszcząć jakąś większą awanturę. Widać wyraźnie, że myślą o Teheranie.

Taki kierunek ich uderzenia może sprzyjać też i Rosji, bowiem będzie to oznaczało dalszy wzrost jej znaczenia, jako kraju odpowiedzialnego, poważnego i pewnego. W takich warunkach Amerykanom pozostanie tylko jeden pewny sojusznik: Ukraina. Ale trzeba zważyć na dwie okoliczności: dysponuje ona zaledwie archaiczną w tych czasach paczką zapałek, a też niekoniecznie jest takim śmiertelnym wrogiem Moskwy?

Antoni Koniuszewski
Fot. kremlin.ru
Myśl Polska, nr 47-48 (17-24.11.2019)

Dzial: