Dwa pomniki

kor 4.JPG
Niedawne odsłonięcie w Warszawie pomnika Wojciecha Korfantego (25.10.br.) skłania do pewnych refleksji. Jak słusznie podkreślano we wszystkich bezpośrednio poprzedzających odsłonięcie przemówieniach, Państwo Polskie symbolicznie spłaciło tym samym dług wobec wielkiego Polaka.

Prześladowany, więziony i zmuszony do wyjazdu z kraju przez sanacyjne władze polityk doczekał się, osiemdziesiąt lat po śmierci, należytego uznania swoich zasług. W odsłonięciu pomnika udział wzięły najwyższe władze państwowe, na czele z Prezydentem, Premierem, ministrami oraz samorządowe, reprezentowane m.in. przez Prezydenta Warszawy. Obecni byli hierarchowie Kościoła, przedstawiciele stowarzyszeń i organizacji społecznych. Na uroczystość licznie przybyli również, co dość oczywiste, sami Ślązacy. Były dzieci i młodzież ze szkół, których patronem jest polityk, liczne poczty sztandarowe. Całości asystowała kompania reprezentacyjna Wojska Polskiego.

Jakże inne okoliczności towarzyszyły odsłonięciu, znajdującego się o kilkanaście metrów dalej, pomnika Romana Dmowskiego 10 listopada 2006 r. Na uroczystości obecni byli niemal wyłącznie przedstawiciele środowiska narodowego, odwołujący się do spuścizny polityka i kultywujący pamięć o nim, na czele ze śp. prof. Wiesławem Chrzanowskim i prof. Maciejem Giertychem. Spośród reprezentantów Kościoła obecny był jedynie także już nieżyjący prałat Henryk Jankowski. Uroczystość pozostała praktycznie niezauważona, zarówno przez władze państwowe, jak i miejskie.

Brak przedstawiciela tych drugich był niezrozumiały, tym bardziej, iż partycypowały one w kosztach budowy pomnika. Wśród przedstawicieli władz wymienić można jedynie Jacka Sasina, ówczesnego wicewojewodę mazowieckiego. Obecni na uroczystości senatorowie (prof. Ryszard Bender), posłowie (m.in.: Artur Zawisza, Bogusław Kowalski i Wojciech Wierzejski) oraz radni (Jędrzej Dmowski) także wywodzili się ze środowiska narodowego.

Przywołując fragment wiersza Konstantego Dobrzyńskiego, w którym związany z obozem narodowym poeta wskazywał na nieobecność przedstawicieli ówczesnych władz państwowych podczas uroczystości pogrzebowych Romana Dmowskiego w styczniu 1939 r., uznać można, że również odsłonięciu jego pomnika towarzyszył „mróz od zamku” (chodzi o Zamek Królewski, przed 1939 r. siedzibę Prezydenta RP).

Odsłonięciu posągu na warszawskim placu Na Rozdrożu towarzyszyła również gorąca polemika prasowa, w której prym wiodła, kwestionująca decyzję o zasadności stawiania Dmowskiemu pomnika, „Gazeta Wyborcza” (szerzej na ten temat piszę w artykule „«Prekursor oszołomów» czy «polityk przenikliwy»? Prasowe echa odsłonięcia pomnika Romana Dmowskiego w Warszawie”, „Pro Fide, Rege et Lege”, 2018, nr 79). Widoczny brak równowagi pomiędzy dwoma wydarzeniami nie powinien w żaden sposób wpływać na odbiór ostatniej z opisywanych uroczystości. Wojciech Korfanty, wybitny syn ludu śląskiego, uhonorowany został w sposób godny i ze wszech miar właściwy, szkoda jedynie, że podobne okoliczności nie towarzyszyły odsłonięciu pomnika przywódcy obozu, który także sam Korfanty przez wiele lat współtworzył.

Maciej Motas