Kampania Konfederacji

konfede.jpg
Adam Wielomski: Przed ostatnimi wyborami do Sejmu wszyscy komentatorzy zastanawiali się czy Konfederacja przejdzie czy nie przejdzie 5% próg wyborczy? Wielu zastanawiało się czy słaby wynik listy w maju, w wyborach do Parlamentu Europejskiego, był wynikiem zbyt niskiej mobilizacji jej wyborców, czy tym, że elektoraty narodowców i korwinistów tak prosto się nie dodają, bo to dwie zbyt mocno różniące się poglądami grupy?

Prawdę mówiąc obstawiałem od początku odpowiedź pierwszą, i jak pokazały wybory, miałem rację. Może przy okazji warto zwrócić uwagę na specyfikę wyborcy Konfederacji. Socjolodzy badaliby tutaj płeć, wiek, wykształcenie, poziom dochodów, miejsce zamieszkania, etc. Chciałbym jednak zwrócić uwagę na coś innego: cechą wyróżniającą Konfederatów jest alternatywny sposób pozyskiwania wiadomości o polityce.

Są to wyborcy intelektualnie niezależni od TVPiS, TVN czy GW, czyli od mediów państwowo-sanacyjnych, jak i demoliberalnych. Wyborca Konfederacji to czytelnik antysystemowych politycznie stron internetowych i blogów, widz niezależnych telewizji internetowych dostępnych w sieci, vblogów, to wreszcie wieczny aktywista (ciągle banowany i banowany) rozmaitych Facebooków, Tweeterów i innych tzw. sieci społecznościowych. To wyborca zainteresowany polityką, gdyż dostęp do takich informacji jest trudniejszy, wymaga czasu i poszukiwań. Nie przychodzi tak łatwo jako dostęp do tego, co wylewa się z sanacyjnego lub liberalnego telewizora. W telewizorze przecież Konfederacji albo nie ma, albo jest przedstawiana jako „faszyści” lub „rosyjska onuca”. Stąd Konfederaci zrobili słusznie nie angażując nadmiaru czasu i funduszy w klejenie plakatów i roznoszenie ulotek. Tzw. szary lud, politycznie niewyrobiony, nie zagłosuje na nich, gdyż nie wie o ich istnieniu lub ma ich karykaturalny obraz. Konfederacja żyje on-line, co wykazały tegoroczne wybory do Sejmu. Ludzi czerpiących wiedzę o polityce z netu jest już ponad 5%.

Magdalena Ziętek-Wielomska: Mój własny wynik wyborczy jest dowodem na prawdziwość Twojej tezy. Bez przeprowadzenia jakiejkolwiek kampanii wyborczej udało mi się zebrać 1012 głosów. Kilka razy wystąpiłam w Mediach Narodowych oraz w CEP, trochę podziałałam na Facebooku oraz udzieliłam Tobie wywiadu, który został opublikowany na konserwatyzm.pl. Oczywiście same te działania nie przysporzyłyby mi tyle głosów: wielu moich wyborców to moi długoletni Czytelnicy i Słuchacze, do których jednakże również docieram przez media „bocznego nurtu”.

Co to oznacza na przyszłość? To, że nie jesteśmy jedynymi, którzy doszli do takiego wniosku, jest rzeczą absolutnie oczywistą. Bez wątpienia musimy spodziewać się jeszcze bardziej zintensyfikowanych oddziaływań ze strony różnych kanałów wpływu na te media. Bo, że już mamy do czynienia z takimi oddziaływaniami, także jest rzeczą oczywistą. Szczególnie duże zagrożenie płynie zza Odry – Berlin wiele by dał, żeby odsunąć PiS od władzy. Nic nie stoi na przeszkodzie, by niemieckie kanały wpływu jednocześnie wpływały na PO, SLD (co już bez wątpienia od dawna robią), PSL oraz Konfederację (co być może też już robią). Jeśli chodzi o to ostatnie ugrupowanie, wywieranie takiego wpływu mogłoby się właśnie odbywać poprzez „wpuszczenie” określonych treści przez określone osoby do mediów „bocznego nurtu”.

Jaki kierunek mogłyby przybrać takie działania? Moim zdaniem odbywałoby się to 1) poprzez „odgrzewanie ideologicznych kotletów” – antykomunizmu, antysemityzmu i antyliberalizmu nazistowskiej proweniencji; 2) propagowanie anachronicznych metod walki, czyli przemocy fizycznej; 3) rozbudzanie emocjonalnego i egzaltowanego patriotyzmu kosztem solidnego kształcenia intelektu; 4) budzenie wśród Polaków współczucia dla Niemców, w tym także tych „okupowanych” przez totalitaryzm narodowo-socjalistyczny oraz komunizm; 5) budowanie „międzynarodówki” katolickiej i\lub tradycjonalistycznej, skierowanej przeciwko „marksizmowi kulturowemu”.

Tekst w cyklu: Rozmowy małżeńskie Wielomskich
Myśl Polska, nr 45-46 (3-10.11.2019)
Fot. Profil fb Konfederacji