Gdzie jest kres Eurazji?

ural.jpg
Oczywiście w rozumieniu politycznej przestrzeni i naturalnie z uwzględnieniem czynników geograficznych, a więc rzek, gór, klimatów itd. Naturalnie chodzi nam o jej zachodni kres, a zatem prawidłowo postawione pytanie może brzmieć następująco: gdzie kończy się Europa Zachodnia?

By do tego zagadnienia ustosunkować się jak najbardziej merytorycznie, nie należy pomijać też aspektów cywilizacyjnych i historycznych odniesień. Ponadto musimy uwzględnić i tę okoliczność, iż wszystkie granice zawsze są zaledwie przybliżone, gdyż w toku dziejów podlegają różnym przesunięciom.

Poza tym wiele zależy także od tego, któremu czynnikowi skłonni jesteśmy nadać priorytetowe znacznie. Łatwiej jest w tej sytuacji ustalić wschodnie połacie europejskiego Zachodu. Z historycznego punktu odniesienia jest to stosunkowo proste. Pierwszą wskazówkę udziela nam starożytny Rzym, którego granice biegły wzdłuż Renu oraz Dunaju w jego środkowym oraz dolnym biegu. Później Karol Wielki i jego wschodniofrankowscy następcy słupy graniczne umieścili na Łabie, a później Odrze. Dalszy proces posuwania się na Wschód był długi i mozolny. Na końcu skończył się w 1945 r. wielką geopolityczną katastrofą Zachodu, gdy to Łaba na powrót stała się rzeką graniczną między Rzymem a Tartarią, albo Scytią.

Teraz rysuje się zatem sytuacja wojenna, gdyż Eurazja (Rosja) przypierana jest do muru i ma bardzo małe pole manewru. Ale trzeba jednak poszukiwać punktu równowagi, stref które zapewnią sprawiedliwy międzynarodowy ład w tej części świata. Zacznijmy od pytania, jak daleko może cofnąć się Rosja? Odpowiedź wydaje się dość prosta: dalej już nie może. Przyłączając Krym i odsuwając Ukrainę od swoich granic w pobliżu Donu, wskazała tym samym własne minimum. Każda zatem próba przełamania linii rozdzielenia w Donbasie, destabilizacja Białorusi, będzie wstępem do wielkiej wojny. Są też i inne pomysły. Chodzi o taki trwały podział Ukrainy, by demarkacyjna linia między Wschodem a Zachodem biegła gdzieś w pobliżu Dniepru. To by z pewnością Rosję zadowalało. Jednak na sprawę spójrzmy z polskiego punktu widzenia.

Takie rozstrzygnięcie oznaczałoby pozostawienie przy życiu jakiejś wersji Banderlandu z kilkoma regionami w kierunku Kijowa i północnego wschodu. Takie państwo byłoby polityczno – gospodarczym niemieckim protektoratem. Pogorszyłoby to bardzo nasze geopolityczne położenie, czyniąc je właściwie nieznośnym. W naszym najżywotniejszym interesie leży zatem, by Kreml roztoczył imperialną kuratelę nad całą Ukrainą. Jest to bardzo wskazane, jednak wymaga to zdecydowanej zmiany nastawienia do Moskwy.

Miast mówić o wspólnocie interesów z Węgrami Orbana, należy przejść na jego polityczne pozycje. Bug bowiem jest tą najwłaściwszą z rzek odgradzającą Eurazję od Zachodu. W innym przypadku możliwy jest wariant skrajnie negatywny. Tą rzeką może stać się Wisła, w odległych czasach rozpoznawana jako Wandalia albo Biała Rzeka. Polska zatem musi pozostać państwem granicznym, separującym Zachód od Wschodu, pod warunkiem oczywiście, że ten pierwszy będzie wciąż trwał jako zorganizowana całość cywilizacyjno – polityczna. Gdyby miał upaść, to winniśmy stać się organiczną częścią Wschodu.

Antoni Koniuszewski
Myśl Polska, nr 45-46 (3-10.11.2019)
Na zdjęciu: Góry Uralu (Wikipedia Commons)

Dzial: