Był jak dobre wino

kornel 2.jpg
Zmarły Marszałek Senior Kornel Morawiecki należał do postaci nietuzinkowych. Pomijam jego drogę polityczną w czasach komuny i Solidarności Walczącej, bo ta jest gotowym scenariuszem filmowym. Kornel Morawiecki jako polityk stawał się bardziej interesujący wraz z wiekiem.

Dojrzewał w kierunku realizmu politycznego, zachowując charakterystyczną dla siebie odwagę głoszenia niepopularnych tez. Płynął pod prąd antyrosyjskiego nurtu i wściekłych spazmów, jakie stają się udziałem polskiej prawicy i obozu postsolidarności, ilekroć pada słowo – Rosja.

W wywiadzie dla rosyjskiej agencji RIA Novosti w lipcu ubiegłego roku mówił, że dobre stosunki między Polską a Rosją leżą w interesie obu krajów i że jego syn, polski premier, powinien pogratulować Władimirowi Putinowi zwycięstwa w wyborach prezydenckich, ba – stwierdził, że Polska jako pomost między Europą i Rosją, to sprawa ważniejsza niż Nord Stream I i II.

Odważył się powiedzieć o czymś, co jest niemal herezją z punktu widzenia dzisiejszej państwowej narracji historycznej, a mianowicie o „bohaterstwie rosyjskiego narodu w II wojnie światowej", a także, że "radziecka okupacja była lepsza od niemieckiej, a Polska sama nie wyzwoliłaby się od Niemców".

Taki był Kornel Morawiecki u kresu swojej politycznej drogi. Jak dojrzałe, dobrze skomponowane wino, pełne tych smaków, które cenią wytrawni znawcy. To sprawiało, że – jeśli chodzi o geopolitykę – stał na półce dla koneserów z dala od półek królującego powszechnie beaujolais, nie bez kozery nazywanego przecież przez sommelierów – sikaczem.

Z oczywistych więc powodów Kornel Morawiecki uchodził w wielu pisowskich kręgach za lekko zdziwaczałego staruszka, który ma wprawdzie duże zasługi w walce z komuną, ale dzisiejszych czasów kompletnie nie rozumie, a zwłaszcza tego, czym jest "putinowska" i "neoimperialna" Rosja Tymczasem ją akurat Kornel Morawiecki doskonale rozumiał. Docenił jej znaczenie z punktu widzenia naszej stabilności i – o paradoksie – bezpieczeństwa. Patrzył na nią jak na oczywisty podmiot polityki międzynarodowej, którego siła grawitacyjna wprost wpływa na to, jak silna jest Polska.

Odszedł z polskiej polityki ktoś, kto w postrzeganiu Polski na geopolitycznej szachownicy wymykał się jednostajnemu chórowi, od lat zawodzącemu swoją "Yankee doodle". To niewątpliwa strata, szczególnie w perspektywie nieuchronnego objęcia większości mandatów sejmowych przez pudła rezonansowe "jedynie słusznej linii" komiwojażerów, handlujących politycznym kitem zza oceanu.

Szkoda, że z tak nielicznej palety postaci barwnych i mających swoje zdanie, z ław Parlamentu ubywa właśnie on. – Jedne z ostatnich słów, które wypowiedział były takie, żeby cały czas myśleć o Polsce i żeby wypracowywać zgodę narodową. To była od dawna taka jego myśl, którą starał się promować – powiedział "Faktowi" Mateusz Morawiecki. Nie mając wątpliwości co do realizacji pierwszego postulatu, to w przypadku drugiego, jestem bardzo ciekaw, czy pan premier wybierze wierność testamentowi ojca, czy polityce prezesa.

Maciej Eckardt
fot. Myśl Polska

Dzial: