Trzcianka – studium bezprawia

trzcianka 2.jpg
W wojnie narracji historycznych prowadzonej od kilku lat przez wszystkie instancje władz polskich przeciwko pamięci i tożsamości historycznej współczesnej Federacji Rosyjskiej wszystkie środki są dozwolone.

Dysponująca większością parlamentarną formacja polityczna jest w stanie dokonać zmian i nowelizacji przepisów w taki sposób, by utrwalić hegemonię obowiązującej wykładni dziejów najnowszych, unicestwić wszelkie miejsca pamięci, które tą hegemonię mogą w jakikolwiek sposób podważać, wreszcie narzucić narrację własną, niezależnie od jej sprzeczności z powszechnie uznanymi faktami i przekazami.

Pomimo to, na działania polskich władz nakłada się jeszcze bardzo luźny stosunek do obowiązującego prawa, właściwie opierający się na założeniu, że nie ma sensu przepisów nowelizować, skoro można je bez żadnych konsekwencji po prostu zignorować lub złamać. Taki obraz przedstawia się po analizie wydarzeń związanych z wyburzeniem we wrześniu 2017 roku mauzoleum żołnierzy radzieckich w Trzciance (województwo wielkopolskie). Śledztwo w tej sprawie przeprowadziło Stowarzyszenie „Kursk” od lat zajmujące się ochroną i konserwacją miejsc pamięci z okresu II wojny światowej w Polsce.

Przypomnijmy, że z inicjatywą likwidacji pomnika znajdującego się przy Placu Pocztowym w centrum Trzcianki wystąpił ówczesny burmistrz miasta Krzysztof Czarniecki (PiS). Problem wszakże polegał na tym, że obiekt ten był miejscem pochówku, a zatem podlegał szczególnej ochronie, również na mocy polsko-rosyjskiej umowy o grobach i miejscach pamięci ofiar wojen i represji z 22 lutego 1994 roku. Trzeba zatem było zmienić status obiektu, negując fakt pochówku żołnierzy w tym miejscu. Władze samorządowe zdecydowały, pomimo faktu, że teren znajdował się pod ochroną konserwatora zabytków, na przeprowadzenie badań archeologicznych przez prywatną firmę. Ich celem miało być udowodnienie, że na terenie mauzoleum nie spoczywają szczątki ludzkie. Zgodnie z postawioną z góry tezą, pochowanych żołnierzy rzekomo nie odnaleziono. Okazuje się jednak, że prace archeologiczne zostały wykonane bez zgody konserwatora zabytków, która obejmowała wyłącznie teren przylegający do mauzoleum, a nie jego obszar właściwy.

Samo zatem badanie odbyło się z naruszeniem obowiązujących przepisów (świadczy o tym pozwolenie wydane przez Wielkopolskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków z 13 października 2016 roku). Z mocy prawa kwestie badań archeologicznych na terenie radzieckich cmentarzy wojskowych nie podlegają bowiem urzędowi konserwatora, lecz organom przewidzianym we wspomnianej umowie polsko-rosyjskiej. Mimo to, burmistrz Trzcianki zlecił prywatnym podmiotom wykonanie badań georadarowych oraz odwiertów na terenie samego mauzoleum, co już samo w sobie stanowiło m.in. przestępstwo urzędnicze (przekroczenie uprawnień), a także opisywane w Kodeksie karnym przestępstwo zbezczeszczenia miejsca pochówku.

Równolegle, władze miejskie postanowiły dokonać kwerendy archiwalnej w miejscu, gdzie dokumentów opisujących przedmiotowe mogiły po prostu nie ma, czyli w pilskim archiwum. Dokumenty te znajdują się natomiast w rosyjskim archiwum w Podolsku (wystarczyło w tej sprawie zwrócić się o wsparcie do rosyjskiej ambasady) oraz prawdopodobnie w archiwach Polskiego Czerwonego Krzyża. Brak odnalezienia jakichkolwiek dokumentów w archiwum w Pile uznano za brak pochowania jakichkolwiek szczątków w mauzoleum w Trzciance. Dokumenty wyraźnie wskazują tymczasem, że w zbiorowej mogile w Trzciance spoczywają ciała 56 żołnierzy radzieckich, w tym 16 zidentyfikowanych z imienia i nazwiska. W kwietniu 1953 roku dokonano na cmentarzu w Trzciance ekshumacji, której wyniki również potwierdzają fakt pozostawienia szczątków wszystkich 56 żołnierzy w mauzoleum.

Trzcianka2.jpg

Warto jednak wrócić do badań archeologicznych z 2016 roku. W ich ramach dokonano około 40 odwiertów, stwierdzając przy tym, że „nie można całkowicie wykluczyć istnienia pochówków na omawianym obszarze”. W jaskrawej sprzeczności z tym twierdzeniem stoją jednoznaczne stanowiska władz samorządowych, ale też wiceministra kultury Jarosława Sellina. Przyczynkiem do stwierdzenia fałszywości oświadczeń władz polskich jest jednak nie tylko wątpliwość archeologów wyrażona we wspomnianej opinii. Stowarzyszenie „Kursk” zamówiło szereg ekspertyz w tej sprawie, z których wynika, że analiza zdjęć wykonanych podczas badań wykazuje, iż na fotografiach z odwiertów zidentyfikować można ludzkie kości. Opinię taką sporządzili uczeni mający status biegłych sądowych w zakresie biologii i archeologii z Uniwersytetu Opolskiego. Wbrew twierdzeniom władz, na zdjęciach wyraźnie widać nie kawałki korzeni, lecz właśnie fragmenty kości.

Wspomniane stowarzyszenie podjęło w sprawie Trzcianki liczne interwencje. W kwestii tej zajęły również stanowisko instytucje rosyjskie, przede wszystkim ambasada, ale też Ministerstwo Obrony. Do władz polskich zwracały się także rodziny niektórych z zidentyfikowanych poległych i pochowanych w mauzoleum żołnierzy radzieckich. Fakt, że na wszelkie apele głusi pozostawali urzędnicy związani z PiS czy policją historyczną z Instytutu Pamięci Narodowej nie dziwi; bardziej osobliwe było milczenie rzecznika praw obywatelskich Adama Bodnara, rzekomo walczącego tak wytrwale przeciwko wszelkiemu bezprawiu. Rzecz jednak dotyczy „ruskich”, znienawidzonych przez obie strony jałowego sporu politycznego w Polsce. „Nie można się oprzeć wrażeniu, iż wspomniane osoby nie kierowały się zasadą obiektywnego oceniania materiałów, a uprzedzeniami wobec innego narodu, w tym przypadku – narodu rosyjskiego” – mówi Jerzy Tyc stojący na czele „Kurska”.

Batalia prawna nadal trwa. Do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Poznaniu trafiła właśnie skarga w sprawie bezprawnego wykreślenia obszaru mauzoleum z listy cmentarzy. Do starosty powiatowego skierowano wniosek o wznowienie postępowania, na podstawie którego wydano pozwolenie na zabudowę obszaru miejsca pochówku. Dwie rodziny pochowanych żołnierzy wystąpiły do IPN o wyrażenie zgody na ekshumację ich ciał. Wszystkie te działania powinny, teoretycznie, doprowadzić do wstrzymania prac nad zabudowaniem terenu po dawnym mauzoleum, które w istocie jest miejscem pochówku.

Warto oczywiście podejmować wszelkie wysiłki w tym celu, choćby po to, by pokazywać, iż w Polsce są ludzie, którym zależy na historycznej pamięci, ale też na elementarnym przestrzeganiu obowiązującego prawa. Niezależnie od skutku, jaki te wszystkie działania przyniosą, już teraz stwierdzić można, że batalia z fałszowaniem historii najnowszej przybiera formy nie tylko manipulacyjne, ale też barbarzyńskie, a ludzie szczycący się swoją rzekomą przynależnością do cywilizacji „Zachodu” gotowi są w Polsce do naruszenia każdego tabu, w tym nienaruszalności grobów.

Mateusz Piskorski

Myśl Polska, nr 39-40 (22-29.09.2019)

Dzial: