Układ sił przed 13 października

kal 1.jpg
W tym roku prezydent RP wyznaczył w ostatniej chwili termin wyborów na 13 października. Jeśli dodamy do tego różne sztuczki zastosowane przez rządzących i Państwową Komisję Wyborczą, to na zebranie podpisów zostało wyjątkowo mało czasu. Zgodnie z ustawą jeśli dany komitet chce zarejestrować listy w całej Polsce musi zebrać co najmniej 5 tys. podpisów w 21 z 41 okręgów wyborczych.

Wówczas w pozostałych 20 okręgach komitet nie musu zebrać podpisów do zarejestrowania list., Zarówno bardzo ograniczony czas jak i ostre przepisy ustawy dawały preferencje dla wielkich partii politycznych posiadających struktury w całej Polsce. Andrzej Duda motywując tak krótki termin powiedział, że trzeba skrócić czas kampanii wyborczej, albowiem kłótnie między partiami tylko denerwują wyborców. Zadziwiająca to troska o nerwy Polaków.

Takie podejście do sprawy spowodowało, iż rejestrację ogólnopolską uzyskało tylko 5 komitetów partyjnych: PiS (Zjednoczona Prawica), Koalicja Obywatelska, PSL-Koalicja Polska, SLD (używający potocznie nazwy Lewica), Konfederacja Wolność i Niepodległość. I wszystko byłoby po myśli organizatorów wyborów, gdyby nie wyjątkowa bezczelność przywódców Konfederacji – zebrali bowiem wystarczającą ilość podpisów i to z dużą „górką”, co okazało się bardzo potrzebne, gdyż Okręgowa Komisja Wyborcza w Warszawie odrzuciła 2 tys podpisów. A mieli nie zebrać.

Zjednoczona Prawica, niewątpliwy faworyt obecnych wyborów, stanowi zdyscyplinowane na modłę wojskową ugrupowanie. Teoretycznie w skład tego ugrupowanie wchodzą trzy podmioty: PiS, Porozumienie Jarosława Gowina i Solidarna Polska Zbigniewa Ziobry. Obie nazwy – Zjednoczona Prawica i PiS – używa się w praktyce zamiennie. PIS ma do dyspozycji telewizję publiczną pod kierownictwem Jacka Kurskiego wykonującego wiernie i gorliwie rozkazy Naczelnika Państwa, prócz tego TV Republikę. Trzeba też wymienić tygodnik i dziennik „Gazeta Polska” oraz co najmniej dwa portale. Za propisowskie, ale nie bezkrytyczne, należy uznać dwa tygodniki – „Do Rzeczy” i „Sieci”.

KO składa się z PO, Inicjatywy Polskiej, Nowoczesnej i Zielonych. To jedyne ugrupowanie, które zarejestrowało się jako koalicja, a więc musi przekroczyć 8%, aby wziąć udział w podziale łupów sejmowych i senackich. Nie będzie z tym żadnych kłopotów. Przywódca Komitetu i Platformy Grzegorz Schetyna dokonał ostatnio dość sprytnego zabiegu. Wyznaczył na przyszłą premier (w razie wygranych wyborów) Małgorzatę Kidawa-Błońską. Uciekł z listy warszawskiej w obawie przed konfrontacją z Jarosławem Kaczyńskim i zajął pierwsze miejsce na liście we Wrocławiu. Podobno te zabiegi zaleciła mu izraelska (!) firma doradcza.

W ten sposób Platforma i jej koalicjanci nabierają bardziej cywilizowanych cech niż dotychczas, ponieważ nominat Schetyny charakteryzuje się, pomijając poglądy polityczne, sporą kulturą osobistą. Jednocześnie lider PO w razie przegranej – co wydaje się oczywiste – ma z kim podzielić się winą za klęskę. Niewątpliwą zasługą przyszłej a niedoszłej premier, jest przetłumaczenie na ludzki język i poszerzenie „sześciopaku” Schetyny, który miał zastąpić program. Jak się wydaje, kierownictwo PO i KO zdaje sobie sprawę z nadchodzącej przegranej, gra więc idzie o zachowanie przywództwa na przyszłość. Wiadomo bowiem, że Donald Tusk nie wróci do PO, gdyż zdaje sobie sprawę, że już nie zdoła wyciągnąć Platformy z bagna, w które pogrążył je Schetyna.

PSL dodał do nazwy komitetu wyborczego słowa „Koalicja Polska” co usprawiedliwia tylko wstąpienie na listy ludowców rozsypującego się ugrupowania Kukiz '15. Wynika z tego, że nie tylko Platforma zjada przystawki, ale i również partia Władysława Kosiniak-Kamysza potrafi pożywić się, jak przystało na rolników. Wejście Pawła Kukiza do PSL wzbudziło zdumienie prawie wszystkich ugrupowań politycznych od lewa do prawa. Stanowi to dowód, że Kukiz przez 4 lata nie nauczył się ani w ząb zasad polityki.

Lewica zarejestrowana przez PKW jako Komitet SLD gromadzi w prócz Sojuszu, Wiosnę Roberta Biedronia i lewacką partię Razem.

Konfederacja Wolność i Niepodległość po dwukrotnych zmianach nazwy zrzesza partię Ruch Narodowy Roberta Winnickiego, Zjednoczenie Chrześcijańskich Rodzin, Partię Korwin (Komitet Odnowy Rzeczypospolitej Wolność i Niepodległość), na której czele stoi oczywiście Janusz Korwin-Mikke), partię Pobudka Grzegorza Brauna i Ligę Narodową. W Sejmie Konfederacja posiada 4-osobowe kolo poselskie. W ciągu ostatnich kilku miesięcy od Konfederacji odeszło ugrupowanie Liroya-Marca, liderka ruchu pro life Kaja Godek oraz Marek Jakubiak, którego widocznym hobby jest wędrówka po różnych partiach określających się jako narodowe i patriotyczne.

Kto zwycięży, kto przegra

Chociaż biura badań opinii publicznej przewidują bardzo różne wyniki, wszystkie jednak typują jako bezapelacyjnego zwycięzcę Zjednoczoną Prawicę (PiS). Najwięcej głosów dla PiS przewiduje Instytut Badań Polster bo aż 48%. Natomiast o połowę mniejszy wynik miałaby KO – 24%. Dla Lewicy przewiduje – 13%, a dla PSL – 6%. Bardzo podobne wyniki podaje Estymator: PiS – 47,2, KO – 27,4, Lewica – 12,9%, PSL – 6%. Najmniejszą różnicę między PIS i KO typuje Biuro Kantar dające partii Kaczyńskiego – 39% a ugrupowaniu Schetyny 30%. Dla Lewicy prorokuje 11% i – co ciekawe – jako jedyne przewiduje 6% dla Konfederacji, podobnie jak dla PSL.

Z badań tych wynika kilka wniosków. Pierwszy – istnieje zagadka czy PiS będzie mógł rządzić samodzielnie czy też poszukać koalicjanta. Drugi – wszelkie proroctwa o zniknięciu PSL ze sceny politycznej uznać trzeba za wishfull thinking, gdyż ludowcom przy każdych wyborach przepowiadano upadek, a tymczasem PSL „brało swoje”. Trzeci – zjednoczona Lewica bez wątpienia znajdzie się w nowym parlamencie po kilkuletnim poście i to z zupełnie niezłym wynikiem. Zagadkę natomiast stanowi wynik Konfederacji, ponieważ we wszystkich badaniach była konsekwentnie przemilczana, a media zarówno rządowe jak i antyrządowe nie dopuszczały partii Winnickiego na ekrany i fale radiowe. Im pozostają tylko telewizje internetowe. Czy wystarczą do przekroczenie progu wyborczego? - przekonamy się 13 października.

Kierunek – państwo dobrobytu

W swoich wystąpieniach na licznych konwencjach PIS prezes Kaczyński zapowiadał przekształcenie Polski w państwo dobrobytu na wzór jeżeli nie najbogatszych, to w każdym razie średniozamożnych krajów UE. Wstępem do tego ma być podniesienie płacy minimalnej w Polsce do 2.600 zł od 1 stycznia przyszłego roku do 3 tys zł w końcu 2020 roku a w 2023 minimalna płaca ma wynosić 4 tys zł. Od roku 2021 emeryci mają otrzymywać oprócz trzynastki, również czternastkę. Pomysł administracyjnego podnoszenia płacy minimalnej został zakwestionowany przez przedsiębiorców, którzy wykazywali, że tylko spółki Skarbu Państwa i wielki koncerny zagraniczne mogą wytrzymać taki ciężar.

Również Konfederacja gwałtownie odcięła się od tego pomysłu zapowiadając poparcie przedsiębiorców przeciwko temu pomysłowi. Oburzenie polityków partii Winnickiego wzbudziło też oświadczenie Kaczyńskiego, który jakoby miał powiedzieć, że jeśli jakimś przedsiębiorcom ten pomysł się nie podoba, to niech zmienią zawód. Jednak prawdziwe intencje rządu w sprawie płacy minimalnej objawił wicepremier Jarosław Gowin, ale ten smaczek zostawmy na koniec artykułu.

PiS wysunął cały szereg innych postulatów ekonomicznych i społecznych. Zostanie utworzony fundusz placówek służby zdrowia z początkową dotacją 2 mld zł, co będzie uzupełniane w razie potrzeb. Mateusz Morawiecki zapowiedział powołanie następnego funduszu mającego na celu sfinansowanie 100 obwodnic. Będzie również trzeci fundusz – Fundusz Inwestycji w Szkołę zaopatrzony w 2 mld zł. Zjednoczona Prawica przewiduje remonty kolejnych 150 dworców kolejowych. Lider PIS nie pominął też kwestii tożsamościowych i obyczajowych: „Rodzinę uważamy za komórkę społeczną o zupełnie fundamentalnym znaczeniu dla ciągłości pokoleń, dla przekazywania kultury, cywilizacji, dla trwałości większych wspólnot”. Jak podkreślił, rodzina to jedna kobieta, jeden mężczyzna i ich dzieci. Według niepotwierdzonych jeszcze informacji w przyszłej kadencji Sejmu PiS chce znowelizować ustawę o przerywaniu ciąży, tak aby zakazać aborcji eugenicznej.

Koncert życzeń KO

Podana za program tzw. Szóstka Schetyny, została rozwiniętą przez Kidawa-Błońską na konwencji programowej KO, co zostało nazwane „Plan na jutro”. Zaczyna się ten elaborat bardzo groźnie, zostanie bowiem uchwalony Akt Odnowy Demokracji, co oznacza usunięcie za jednym zamachem „całego śmietnika bezprawia, wszystko co niekonstytucyjne, co łamie wolność, co niepraworządne”. Koalicja zapewnia obligatoryjność referendów po zebraniu miliona podpisów oraz zezwolenie na głosowanie przez internet. „Doprowadzimy do sytuacji, w której prawa kobiet staną się oczywistością.. Poza tym wprowadzimy związki partnerskie tak, by każdy mógł mieć dostęp do informacji o najbliższej mu osobie” – czytamy w programie KO.

Ugrupowanie Schetyny licytuje się z PiS-em w sprawie zarobków Polaków. Obiecuje 600 zł miesięcznego dodatku dla otrzymujących minimalną płacę. Politycy tego ugrupowania zawsze sprzeciwiali się zakazowi handlu w niedzielę i zamierzają ten zakaz znieść. No i dobrze, ubędzie im kilkadziesiąt tysięcy głosów. Tromtadracko brzmi podrozdział „Europejska Ochrona Zdrowia”. Sprowadzać się ma ona do co najwyżej 1 godzinnego oczekiwania na przyjęcie przez lekarza oraz co najwyżej miesięcznego oczekiwania na wizytę u specjalisty. Ma być przywrócony i rozszerzony program in vitro oraz wprowadzony pełny kalendarz szczepień. Za sztandarowy pomysł polepszeni sytuacji pacjentów KO uznała aplikowanie zastrzyków w aptekach. Niestety, autorzy tego pomysłu nie uznali go za żart. KO obiecuje wprowadzenie 13 emerytury na stałe co przecież już się stało. Zapowiada podwyższenie pensji nauczycielskich o 1000 zł, a samym nauczycielom więcej autonomii. „Wydamy absolutny zakaz sprowadzania śmieci do Polski oraz ograniczymy zużycie plastiku” – grzmi KO.

Program nie odpowiada jednak na kilka podstawowych pytań. Dlaczego PO nie wprowadziła tych „znakomitych” pomysłów w czasie swoich 8-letnich rządów wraz z PSL? Skąd KO chce wziąć brakujących kilkudziesięciu tysięcy lekarzy w Polsce by zlikwidować wreszcie kolejki do przychodni i do specjalistów? Skąd zdobędzie ciężkie miliardy zł na realizację swoich obietnic? Na te pytania nie mamy odpowiedzi i mieć ich nie będziemy.

Kukiz '15 przystawką PSL

Na tle wynurzeń (wynaturzeń) niby-programowych KO, program PSL jawi się całkiem przyzwoicie. W zakresie ustrojowym Koalicja Polska proponuje mieszaną ordynację wyborczą, w której co najmniej polowa mandatów poselskich będzie wyłaniana w jednomandatowych okręgach wyborczych. Referendum traktuje jako sposób bezpośredniego sprawowania władzy przez naród. Z tego tytułu mają one być obligatoryjne. Ludowcy proponują tez powołanie sędziów pokoju wybieranych w społecznościach, którzy rozstrzygaliby drobne spory sądowe. Cały szereg funkcji i urzędów pochodziłoby z wyborów, a to m. in.: Rzecznik Praw Obywatelskich, Prokurator Generalny, członkowie Krajowej Rady Sadownictwa. Przewidują też możliwość odwołania posła. W zakresie społeczno-gospodarczym PSL obiecuje 50 tys zł. dotacji na pierwsze mieszkanie dla młodych małżeństw. Chce też wprowadzenia emerytur bez podatku, a ZUS dla przedsiębiorców miałby być dobrowolny. Przewiduje też zwiększenie wydatków na publiczna służbę zdrowia z 4,9 % do 6,8 % PKB. Zdaniem tego ugrupowania należy zrezygnować z niektórych wielkich inwestycji jak np. Centralny Port Komunikacyjny

Tęczowa Lewica

Tęczowy sztandar dewiantów przeszedł z KE do Lewicy. Komitet ten nie ogłosił zintegrowanego programu wyborczego, zawarł go w poszczególnych wystąpieniach przywódców w czasie wieców i konferencji prasowych. „Samorządy mogą sprzyjać równości płci, orientacji seksualnej, pochodzenia, rasy lub wyznania zarówno w sferze symbolicznej, np. przez nadawane nazwy ulic, udział w paradach i marszach równości, manifach i akcjach społecznych jak „Czarny Protest” - uważają przedstawiciele Lewicy. Chcą też wprowadzić edukację seksualną w szkołach, udostępnić aborcję i środki antykoncepcyjne. Lewica domaga się bezpłatnego żłobka dla każdego, wyprawki dla maluchów i drugiego śniadania w szkołach. Szkoły miałyby też zapewnić opiekę dentystyczną dzieciom. „Każdy mieszkaniec powyżej 65 roku życia będzie mógł wezwać pomoc medyczną, wykorzystując specjalny przycisk w swoim mieszkaniu” – obiecuje Komitet.

Nie prezentuję tu programu wyborczego Konfederacji, który zostanie ogłoszony dopiero 21 września, co omówię w kolejnym numerze Myśli.

PO-PiS wiecznie żywy

Wicepremier Gowin umyślnie lub przez niedopatrzenie zdradził rzeczywiste podłoże tak skokowego wzrostu płacy minimalnej. Podkreślił, że wzrost płacy minimalnej będzie szczególnie korzystny dla ukraińskich imigrantów zarobkowych. „Jeżeli chcemy, żeby oni tutaj pozostali, (…) to na pewno musimy zrobić jakiś ruch, żeby te wynagrodzenia dla pracowników ukraińskich były wyższe” - mówił. Jego zdaniem, wzrost wynagrodzeń minimalnych nie będzie problemem dla dużych koncernów i spółek Skarbu Państwa, a także dla średnich firm. Przyznał jednak, że będzie to problem dla 2 mln małych rodzinnych firm, dlatego chce uzależnienia wysokości płaconego przez nich ZUS-u od dochodów firmy.

W jednym z wywiadów radiowych oświadczył bez ogródek: „Chcę zresztą zwrócić uwagę na inny jeszcze, dla mnie bardzo ważny, chociaż to będzie pewnie dla części słuchaczy kontrowersyjny, ważny element tego podnoszenia minimalnego wynagrodzenia– dzięki temu ustabilizujemy sytuację około miliona w tej chwili pracowników ukraińskich. Oni na ogół pracują na tym najniższym wynagrodzeniu”.

Z kolei w Krynicy wyznał, że chodzi mu o: „ściąganie do Polski ludzi, którzy mogą być polską elitą”. Jego zdaniem, Polska powinna inwestować w ściąganie m. in. z Ukrainy wykwalifikowanych pracowników – „Zamiast cieszyć się, że w Polsce pracuje dziś ponad milion Ukraińców wykonujących relatywnie proste prace, powinniśmy zacząć walczyć o ukraińskich lekarzy, informatyków, naukowców” – cytuje Gowina portal Bankier.pl. Należy zaznaczyć, że to kolejne wypowiedzi Gowina w tym tonie O nadawaniu polskiego obywatelstwa ściąganym do Polski imigrantom ze Wschodu Gowin mówił już ponad dwa lata temu.

Gowin zaznaczył też, że nie zgadza się z wypowiedzią lidera PiS Jarosława Kaczyńskiego, który mówił, że Kościół był i jest głosicielem systemu wartości w Polsce, a zasadniczo poza nim mamy tylko nihilizm.

„Jeżeli Jarosław Kaczyński miał na myśli to, że bez chrześcijaństwa i bez bardzo ważnej instytucji, jaką jest Kościół katolicki, trudno sobie wyobrazić polskość, to oczywiście pod tymi słowami się podpiszę. Ale polskość zawsze była pluralistyczną wspólnotą wartości” –powiedział, zwracając uwagę na prawosławnych i protestantów. Dodał też, że nie potrafi „sobie wyobrazić polskości bez judaizmu, bez tradycji muzułmańskich Tatarów i także bez licznych tradycji świeckich”.

Czy wypowiedzi wicepremiera odnośnie do Ukraińców stanowią tylko jego osobiste credo, czy jest to stanowisko rządu, czy też balon próbny ekipy rządzącej, trudno orzec. W każdym razie ani Naczelnik Państwa, ani premier nie odcięli się od jego enuncjacji. Wynikałoby z milczenia dwóch czołowych dostojników PiS, że dalekosiężnym zamiarem „dobrej zmiany” jest przekształcenie Polski w państwo dwu-narodowe – polsko-ukraińskie. Co więcej Ukraińcy zostaliby dokooptowani do czołówki elity Rzeczypospolitej. Pójdźmy dalej. Jeżeli (u)roszczenia żydowskie zostałyby zrealizowane przez kolejny rząd PiS, ze wszystkimi tego zabiegu konsekwencjami politycznymi i społecznymi, to nowym władcom Polski wygodniej i bezpieczniej byłoby się posługiwać obcoplemiennymi pomocnikami, niż polskimi szabesgojami.

Jak widać, Gowin myśli perspektywicznie, tyle że te plany nie mają nic wspólnego z polskim interesem narodowym. Nie Polacy mają być przywódcami Polski, nie będzie się sprowadzać Polaków z Kazachstanu, ułatwiać powrót emigrantom z Zachodu, ale Ukraińców (oraz inne narodowości, również z Azji), dla których przygotowuje się wysokie pensje, ułatwienia socjalne, wreszcie obywatelstwo. Wicepremier mentalnie pozostał w PO, do której przez lata należał i działał aktywnie.
W 2005 roku Kaczyński próbował utworzyć koalicję PO-PiS, ale panowie nie doszli do porozumienia. Dziesięć lat później pomysł ten został zrealizowany, jeśli przyjrzymy się politycznemu pochodzeniu niektórych znaczących polityków, jak również na stanowiskach mniej eksponowanych, ale za to wpływowych.

Czyli PO-PiS wiecznie żywy. Quod erat demonstrandum.

Zbigniew Lipiński
14 września 2019 r.
Myśl Polska, nr 39-40 (22-29.09.2019)

Dzial: