Obóz w Zwierzyńcu i Generalplan Ost

odolo_0.jpg
Zwierzyniec. Perła Roztocza Środkowego, zresztą na pewno i całej tej krainy (duża jego część odpadła, niestety, od Polski po 1945 roku). Stolica Ordynacji Zamojskiej i letnia rezydencja rodu, pamiętająca wszystkich 16 ordynatów: od Jana – do Jana, „Sobiepanową” Marysieńkę i Jana Sobieskiego, który – z niezbyt odległej Żółkwi – cierpliwie nawiedzał III ordynata i jego małżonkę.

Zamoyscy przyjmowali tu również Władysława IV, Jana Kazimierza i Michała Korybuta Wiśniowieckiego – wnuka po kądzieli kanclerza wielkiego koronnego Tomasza Zamoyskiego.

Otoczony potężnym borem, pachnie świeżością już od Bagna, stanowiącego obecnie dzielnicę miasteczka. Jednocześnie zachował jakąś dostojność i elegancję układem i charakterem architektonicznym ordynackich budynków, nie tylko biurowych, wielkim, drewnem oszalowanym domem plenipotenta Zarządu Ordynacji – zbudowanym w stylu szwajcarskim (obecnie mieści się tam Dyrekcja Roztoczańskiego Parku Narodowego), czy niedużym parkiem miejskim, przez który malowniczo przepływa rzeka Wieprz.

W parku znajduje się popiersie Stanisława Staszica – wychowawcy synów kanclerza Andrzeja Zamoyskiego. Nade wszystko jednak, najpiękniejszą wizytówką Zwierzyńca jest prześliczny XVIII-wieczny późnobarokowy „kościół na wodzie” pw. św. Jana Nepomucena, którego wnętrze zdobią freski wykonane rękoma Łukasza Smuglewicza.

Jak wiele polskich miejscowości, Zwierzyniec przeżył gehennę ostatniej wojny. Miasteczko stało się elementem realizacji przerażającego planu pacyfikacji i germanizacji Zamojszczyzny (chodziło o stworzenie niemieckiego ośrodka osiedleńczego, przez osadnictwo niemieckich rodzin m.in. z Besarabii i Rosji na terenie wysiedlonych wsi) w ramach Generalnego Planu Wschodniego (Generalplan Ost), zakładającego tworzenie przestrzeni życiowej. Wcześniej, bo na wiosnę 1940 roku Niemcy rozpoczęli tu budowę obozu, który w pierwszym okresie stanowił bazę organizacji TODT (od nazwiska początkowo kierującego nią Fritza Todta), zajmującej się m.in. budową obiektów wojskowych, a także dróg i mostów w związku z planowaną przez Hitlera agresją na ZSRR. Pracowali tam robotnicy przymusowi.

Od maja 1941 r. umieszczono w obozie w bardzo ciężkich warunkach, kilkuset jeńców francuskich, gdzie przetrzymywano ich do końca tego roku. Śp. Jan Zamoyski opisał w wywiadzie – rzece, udzielonym Robertowi Jarockiemu („Ostatni ordynat”), przypadek uratowania kilku Francuzów, którzy zbiegli z obozu i dotarli nocą do Jego domu.

Po wzmożeniu działań partyzanckich, po bitwach pod Zaborecznem i Różą, gestapo przywoziło tam schwytanych partyzantów oraz miejscową i okoliczną ludność, która udzielała im pomocy, m.in. z Józefowa, Tarnogrodu, Różańca, sąsiedniej Wytłoczki, z Trzęsin, Pulczyna oraz innych pacyfikowanych i palonych wiosek (Chyba najjaskrawszym tego przykładem był los wymordowanej i spalonej w całości przez oddział SS i niemieckiej policji z Zamościa w dniu 1 czerwca 1943 r. wsi Sochy na terenie gminy Zwierzyniec; tylko niewielu jej mieszkańcom udało się ukryć w otoczonej zewsząd wiosce.). Jednocześnie, na szeroką skalę, brutalną akcję wypędzania ludności polskiej Niemcy prowadzili już od jesieni 1942 roku.

Więźniów następnie wywożono na roboty do Niemiec, do następnego obozu przejściowego do Zamościa lub od razu na Majdanek albo do Oświęcimia. Część Dzieci Zamojszczyzny była kradziona rodzicom i wywożona do ośrodków germanizacyjnych III Rzeszy Niemiec (jeżeli po drodze nie zmarły). Wybudowanych kilkanaście baraków było przystosowanych dla kilkuset osób, jednak przetrzymywano tam stale od 2 do 4, a nawet do 7 tysięcy więźniów… Łączna liczba uwięzionych, głodzonych i katowanych Polaków w tragicznych warunkach sanitarnych wyniosła ok. 24 tysięcy, w tym 7-8 tysięcy dzieci… Codziennie umierali ludzie, których grzebano w bezimiennych grobach na miejscowym cmentarzu.

Obóz nadzorował od wiosny 1943 roku niemiecki komendant SS –Hauptsturmfürer Reinhold Hahn organizator obozu w Auschwitz, kilkunastu gestapowców, tłumacz i strażnicy (w tym Ukraińcy). Hahn polecił wysiedlić mieszkańców kamienic znajdujących się naprzeciwko obozu i umieścił tam sztab do przesłuchiwania aresztowanych. W końcu czerwca przywożono coraz większe grupy ofiar pacyfikacji, których tłoczono w haniebnych, nieludzkich warunkach sanitarnych, i gdzie nawet wodę podawano w brudnych wiadrach. Niemieccy i ukraińscy oprawcy czuli się bezkarni – władze obozu nie pozwalały przez dłuższy czas na udzielanie osadzonym jakiejkolwiek pomocy.

XVI ordynat, jako przewodniczący komitetu Rady Głównej Opiekuńczej na powiat Biłgoraj, oraz miejscowy ksiądz Szepietowski otrzymali w końcu od władz obozu zezwolenie na dokarmianie więźniów, co było szczególnie ważne ze względu na małe dzieci i ich matki. Pozostawiona w 1939 roku przez polskich żołnierzy kuchnia polowa kilka razy dziennie przywoziła więźniom pożywną zupę od Zamoyskich. Pomoc ta oczywiście nie mogła uchronić więźniów od epidemii tyfusu brzusznego, dyzenterii, szkarlatyny odry. Codziennie umierali ludzie, masowo – dzieci, co rejestrowali pracownicy szpitala ordynackiego, mieszczącego się obok obozu.

Zdeterminowani Róża i Jan Zamoyscy, po konsultacjach w RGO w Zamościu i Biłgoraju, postanowili szukać pomocy w komitecie RGO w Warszawie, jednakże delegat z Warszawy uzyskał od władz Generalnego Gubernatorstwa w Krakowie jedynie pieniądze na zakup żywności i leków. Przygnębiony Zamoyski przyjechał do Lublina, gdzie pracownik biura Ordynacji opowiedział o nowych tragicznych szczegółach dotyczących więźniów i wręczył Mu list od żony, która zaklinała Go, by uczynił wszystko, nawet kosztem własnego bezpieczeństwa, dla ratowania ludzi, a zwłaszcza dzieci.

Ordynat zwrócił się najpierw do szefa wyżywienia i rolnictwa – dra Clausa, którego znał jako przyzwoitego Niemca. Ten, wysłuchawszy argumentów humanitarnych i zagrożenia dostaw kontyngentów poprzez zmniejszenie rąk do pracy, na Jego prośbę, umówił Go telefonicznie z szefem Gestapo dystryktu lubelskiego o nazwisku Müller, który będąc na polowaniu złożył Mu kiedyś zdawkową wizytę w biurze Ordynacji w Zwierzyńcu. Müller wysłuchawszy relacji, natychmiast zatelefonował do generała SS i policji Odilo Globocnika (zniemczony Chorwat), który prowadził całą akcję (był postrachem Lubelszczyzny) i umówił Zamoyskiego jeszcze w tym samym dniu na audiencję. Sekretarka Müllera napisała Mu podanie w mieniu delegatury RGO.

Globocnik w końcu zgodził się na zwolnienie dzieci w wieku do lat 6, jako wyjątkową łaskę. Być może w wypowiedzi Zamoyskiego w języku niemieckim przeważył argument, że polskie niemowlęta i dzieci nie zrobiły żadnej szkody III Rzeszy, która przecież nie prowadzi z nimi wojny. Podkreślił, że istniejąca w Zwierzyńcu ochronka i szpital powinny zapewnić pobyt dla kilkuset dzieci. Zamoyski zdawał sobie sprawę z wielkiego ryzyka, jakie podjął, ale był gotowy na wszystko. Na wszystko gotowa była też zdesperowana i bezsilna wobec dziejącej się tragedii niewinnych ludzi, Jego małżonka – Róża z Żółtowskich, całym sercem zaangażowana w akcję niesienia pomocy.

W połowie lipca, w obecności komendanta Hahna, który nie dowierzał, że matki oddadzą dzieci, Jan Zamoyski przekonał matki, które – jedna po drugiej – zaczęły przynosić dzieci do stolika, przy którym ewidencję prowadziła pani Zamoyska. Trochę zmiękczony koniakami i innymi prezentami, Hahn, zgodził się również na zabranie dzieci starszych – jeśli były chore. Po dziesięciu dniach akcje powtórzono i w rezultacie wyrwano Niemcom ok. 480 dzieci.

26 lipca 1944 r.- po trzech dnach walki – Armia Czerwona wyzwoliła obóz. Prawie natychmiast teren obozu został częściowo spalony przez miejscową ludność, rozebrano baraki i wieże strażnicze. Do dzisiaj zachowana została oryginalna tablica bramy obozowej z 1941 r. i zrekonstruowano niewielką część ogrodzenia. Naprzeciw tablicy można obejrzeć plan obozu.

W 1980 roku na tym terenie, postawiono kościół – pomnik pw. Matki Bożej Królowej Polski. Główny witraż w kościele – jak wynika z tablicy informacyjnej – przedstawia Chrystusa w otoczeniu dzieci i mającego u stóp duchy nienawiści i przemocy – nawiązuje do martyrologii polskich dzieci. Od strony szosy szczebrzeskiej stoją pomniki: poświęcony pamięci więzionych (w tym jeńców francuskich) i pomordowanych oraz pomnik matki obozowej z dzieckiem na ręku – ufundowane staraniem miejscowego stowarzyszenia Dzieci Ofiar Obozów Hitlerowskich i dzięki wsparciu Urzędu do Spraw Kombatantów. W kruchcie kościoła staraniem mieszkańców Zwierzyńca i okolic 4, maja 1984 roku umieszczono marmurową tablicę poświęconą śp. Róży ordynatowej Zamoyskiej, o następującej treści:

„PAMIĘCI TEJ, KTÓRA NIOSŁA POMOC I UKOJENIE POTRZEBUJĄCYM, KTÓRA NIE BACZĄC NA TRUD I NIEBEZPIECZEŃSTWO WALCZYŁA O DZIECI SKAZANE PRZEZ HITLEROWCÓW NA ZAGŁADĘ W OBOZIE ZWIERZYNIECKIM, DOPROWADZAJĄC DO ICH OSWOBODZENIA. ODESZŁA, ALE POZOSTANIE W NASZEJ PAMIĘCI I TYCH, KTÓRZY PO NAS PRZYJDĄ.”

Jesienią 1991 r. niżej podpisana była świadkiem, gdy w czasie kampanii wyborczej do Senatu przychodziły osoby do Pana Prezesa SND na spotkaniu w Szczebrzeszynie by podziękować Mu za uratowane życie…

Wielka szkoda, że do tej pory nie ma w Zwierzyńcu tablicy poświęconej również Janowi Zamoyskiemu, którego w 1944 roku ograbiono z majątku, po czym stalinowscy oprawcy urządzili Mu ośmioletnie piekło, a nie dorastający Mu do pięt „prawdziwi patrioci” III RP obrzucili Go oszczerstwami… Pragnę również przypomnieć pani Barbarze Engelking – Boni, piszącej i wydającej swoje utwory za polskie pieniądze, że śmierć niewinnych Polaków, w tym dzieci, jest również „zjawiskiem metafizycznym”.

Halina Ostowicz
Na zdjęciu Odilo Globocnik (Bundesarchiw)
Myśl Polska, nr 37-38 (8-15.09.2019)

Dzial: