Stypa zamiast konwencji?

kidawa.jpg

Konwencja PO przypominała stypę. Przynajmniej z perspektywy gapia. Słabo przygotowane wystąpienie Kidawy-Błońskiej w sytuacji, kiedy rzutem na taśmę za sprawą wycofania się Schetyny na z góry upatrzone pozycje, udało się Platformie zogniskować uwagę, mocno zaskakuje.

Przedstawiony "program" był tak naprawdę gonieniem pisowskich obietnic, a nie przytomną propozycją dla klasy średniej, do której odwołuje się ponoć Platforma. Konwencja była po prostu nudna. Poza tym błędem było zorganizowanie jej dzień przed konwencją PiS-u. To woda na młyn dla bezlitosnych recenzentów z Prawa i Sprawiedliwości. Dziwne, że nie zaplanowano jej na niedzielę.

W liberalnych mediach widać wyraźnie, że wajcha przestawiana jest na lewicę, która zaczyna zmniejszać dystans do PO. Zapowiada to szorstką kampanię po opozycyjnej stronie, a to spory kłopot dla PO, zwłaszcza, że lewica staje się bardziej wyrazista i "krwista". Dzisiejszy poranny wstęp Zandberga w TOK FM, chociażby w aspekcie krytyki USA, wyraźnie to pokazuje. Facet ponadto bawi się PO, jak kot myszą.

Wiele wskazuje na to, że na ostatniej prostej Platforma będzie bardziej walczyć z lewicą niż z PiS-em. Taka walka odstręczy od niej wahających się wyborców, którzy albo zostaną w domu, albo zagłosują na... PiS. Jeśli dzisiejsza konwencja PO miała zmobilizować jej dotychczasowy elektorat, to zrobiła to w niewielkim stopniu. Jeśli miała przyciągnąć do Platformy nowych wyborców, to odniosła skutek odwrotny od zamierzonego.

To była naprawdę nieprzygotowana konwencja. Aż dziwne, bo pomysł ze schowaniem Schetyny i podaniem piłki do Kidawy-Błońskiej był całkiem chytry.

Maciej Eckardt
Fot. profil fb Platformy Obywatelskiej

Dzial: