Stereotypy – lekcja, którą Krzysztof Karoń pilnie odrobił

karon.jpg
Debata z Krzysztofem Karoniem, którą toczyliśmy/toczyłam w Mediach Narodowych zmusza do refleksji na temat cywilizacyjnego stanu sporej części polskiej prawicy, jak również do ogólniejszej refleksji na temat teorii cywilizacji Konecznego, rozwijanej następnie przez Kosseckiego. Obydwaj wymienieni polscy naukowcy postrzegali Polskę jako „dziecię cywilizacji łacińskiej”.

Uważali przy tym, że przyszłość Polski ściśle związana jest z tą cywilizacją. Jak wiadomo, cywilizacja łacińska opiera się na koncepcji człowieka rozumnie kierującego swoją wolną wolą, czyli na ideale personalistycznym. Jak słusznie twierdzi Koneczny, jest to najwyższy ideał, który wytworzyły społeczności ludzkie. Stoi za nim tradycja Platona, Arystotelesa, św. Tomasza z Akwinu czy też mistyków katolickich. Kładzie on nacisk na motywacje poznawcze i etyczne.

Ideał ten obarczony jest jednakże jedną słabością: jest strasznie wymagający i nigdy – mimo łacińskich korzeni Europy – nie był, w sensie ilościowym, powszechnie obowiązującym. Obejmował on wąskie grono elit europejskich, które – jak pokazała choćby reformacja albo rewolucja francuska – szukały tylko okazji, żeby zrzucić z siebie ograniczenia ściśle z nim związane. Nie stał on się nigdy „ideałem ludowym”. Nawet Kościół katolicki nie był w stanie ściśle go stosować w swojej powszechnej pedagogice – wierni mieli bać się kary za grzechy i piekła, jak również liczyć na nagrodę za „grzeczne” zachowanie. Przekaz religijny był prosty i musiał być prosty, żeby być skutecznym. Nie docenili tego oświeceniowi doktrynerzy, którzy chcieli – w gruncie rzeczy słusznie – oświecać lud. Zderzenie z rzeczywistością było brutalne; można powiedzieć, że podczas rewolucji francuskiej oświeceniowy ideał sięgnął bruku…

Porażka projektu oświecenia stanowiła oczywiście wodę na młyn różnych prądów konserwatywnych, które uważały, że lud zawsze kieruje się emocjami i trzeba go trzymać po prostu „za pysk”. Stąd się bierze rozpowszechnione wśród konserwatystów przekonanie, że społeczeństwo musi opierać się na hierarchii, najlepiej dziedzicznej, tak by przygotowane do rządzenia elity mogły trzymać pod kontrolą szerokie masy społeczne. Szersza edukacja społeczeństwa jest natomiast zbędna, a nawet niebezpieczna. Praktyczne zastosowanie tej reguły widoczne było choćby przy okazji Świętego Przymierza, którego sygnatariusze zgodnie walczyli z nurtami rewolucyjnymi.

Wiek XIX stanowił arenę walki między tym konserwatywnym ideałem a różnymi nurtami wywodzącymi się z rewolucji francuskiej, głoszącymi egalitaryzm społeczny. Egalitaryzm ten był także podstawowym hasłem nacjonalizmu pierwszej fali, czyli nacjonalizmu rozwijanego między rewolucją francuską a Wiosną Ludów. Stąd tez konserwatyzm i nacjonalizm stanęły w opozycji do siebie. Trzecim podmiotem był socjalizm, który zwalczał zarówno konserwatyzm jak i nacjonalizm. Pewną reakcją na zaistniałą sytuację był ruch w obrębie Kościoła katolickiego postulujący powrót do św. Tomasza i do pogłębionych, intelektualnych studiów nad rzeczywistością.

Ruch ten wydał wielkie owoce: katolicyzm pierwszej połowy XX w. cechował się bardzo wysokim poziomem intelektualnym, zaczął tworzyć prawdziwe elity, które w coraz większym stopniu zagrażały ówczesnemu układowi sił. Co więcej, w wielu krajach Europy ten renesans racjonalizmu katolickiego ściśle związał się z nacjonalizmem, jak np. w polskim ruchu narodowym czy też francuskiej Action Française. Egalitaryzm miał został połączony z ideałem cywilizacji łacińskiej: obowiązek samodoskonalenia się miał obowiązywać wszystkich. II WŚ, sobór watykański II, jak również dojście do władzy kryptomasońskiej chadecji ruch ten zmiażdżyły.

Czytelnik zada pewnie pytanie: co te dywagacje mają wspólnego z Krzysztofem Karoniem? Działalność tego publicysty stanowi doskonały papierek lakmusowy stanu cywilizacyjnego, w którym znalazła się Polska. Powiedzmy otwarcie: cywilizacji łacińskiej w Polsce nie ma. Społeczeństwo reaguje tylko i wyłącznie na prymitywne stereotypy, co jest nie do pomyślenia dla człowieka łacińskiego. Publicystyka Karonia wpisuje się w całą strategię propagandową PiS: walki z „komuną”.

„Komuną” ma być rzekomo także Platforma Obywatelska, gdyż 1. ideowo skażona jest „marksizmem kulturowym”, 2. jej działacze są częścią postkomunistycznego „układu”. Przekaz Karonia i PiS jest potwornie skuteczny dzięki swojej niesamowitej prymitywności. Jakie środki zaradcze proponują? Przekazanie władzy w ręce „prawdziwych patriotów”, którzy od tej komuny rzekomo są zupełnie wolni i którzy stworzą nową edukację, uwolnioną od rzekomego marksizmu i ludzi ze „starego układu”.

Przekaz ten działa, bo jego odbiorcy nie są w stanie myśleć logicznie. Nie interesuje ich fakt, że Marks nie powiedział tego, co mu Karoń przypisuje. W końcu, jeśli nawet tego nie powiedział, to na pewno pomyślał… Nie interesuje ich fakt, że Karoń sam sobie przeczy, gdyż jednocześnie twierdzi, że Marks chciał hodować pasożytów jak i zaprowadzać terror przymusowej pracy… Czy to oznacza, że Marks najpierw miał wyhodować tychże pasożytów a potem siłą zmusić ich do pracy? Kupy się to nie trzyma – jeśli chciał budować gułagi, to etap „pasożytnictwa” jest zupełnie bez sensu. Dla słuchaczy Karonia czy też Prezesa jest to zupełnie bez znaczenia. Ważne, że dostali proste wytłumaczenie rzeczywistości, więcej nie potrzebują. Prawdziwość tego wytłumaczenia jest dla nich rzeczą nieistotną.

Dochodzimy do sedna sprawy. Jeśli my – adepci Konecznego czy Kosseckiego – twierdzimy, że przyszłość Polski zależy od cywilizacji łacińskiej, musimy zadać sobie pytanie, jak ją zaprowadzić w społeczeństwie, które jej po prostu nie chce? I kto ma być naszym sprzymierzeńcem w tej walce – prawicowe czy inne media, które wcale poprzeczki intelektualnej podnosić nie chcą, bo stracą oglądalność, albo też po prostu nie są w stanie jej podnieść, bo ich redaktorzy sami uczyć się nie chcą? Czy też należy „okroić” ideał cywilizacji łacińskiej i położyć nacisk wyłącznie na etykę, a kwestię racjonalności pominąć, trochę jak to przez wieki robił KK w stosunku do większości wiernych? W miejsce nauki i racjonalnego poznawania rzeczywistości trzeba by jednakże wstawić jakąś ideologię czy też propagandę ideologiczną, bo bez tego sterować ludźmi się nie da. Trzeba by więc zejść do poziomu Karonia czy Prezesa, zmienić tylko stereotypy.

Nawet gdybyśmy uznali, że należy pójść taką drogą, to problem ze zmianą stereotypów jest jednakże taki, że większość z nich już nie działa. Porażka Konfederacji w ostatnich wyborach pokazała, że negatywny stereotyp Żyda nie oddziałuje na społeczeństwo; zresztą narodowa demokracja jak również tzw. endokomuna już się dwa razy na nim przejechały. Doskonale rozumie to Karoń, który de facto mówi o Żydach, ale twierdzi, że odwoływanie się do antysemityzmu to „polowanie na wampiry”. Stąd też nie dziwi, że większość słuchaczy Karonia czy wyborców PiS nie widzi koincydencji między nadreprezentacją osób pochodzenia żydowskiego w marksizmie i aparacie władzy państw komunistycznych. Nie dostrzega także tego, że po odsunięciu tychże osób od władzy przez narodowe skrzydło PZPR, zmienili oni barwy ideologiczne i niemalże z dnia na dzień stali się … antykomunistami. Propaganda Karonia i PiS właśnie ma na celu to, żeby ludzie tego nie zrozumieli, że stara marksistowska fasada była no właśnie li tylko fasadą… Lud fasady od tego co się za nią kryje nie odróżnia i ma nie odróżniać – Karoń i socjotechnicy pilnie pracujący na zapleczu PiS o to zadbają.

W każdym bądź razie Karoń i Prezes wiedzą co robią, wyrzucając za burtę negatywny stereotyp Żyda. Co jeszcze zostaje? „Ruskie” – to, że ten stereotyp jest dla nas bezużyteczny, nie będę tutaj pisać, zresztą w tym PiSu przebić się nie da. „Kapitaliści” czy też „międzynarodowy kapitał” – w gruncie rzeczy aż się prosi, żeby użyć właśnie tego stereotypu, szczególnie w walce o „socjalny” elektorat PiS. Dlaczego Karoń, który de facto ciągle mówi o kapitalistach, albo PiS, który chce coś zrobić dla przegranych transformacji, go nie używają? Sprawa jest prosta.

Zacznijmy od PiS. Nie da się pogodzić tego stereotypu z proamerykańskością, jest to oczywiste. Stąd odpowiedzialność za stan państwa po 30 latach transformacji trzeba zrzucić na układ okrągłostołowy, czyli komunistów, czyli marksistów. Jeśli chodzi o Karonia, jego gadka jest następująca: wprawdzie mamy kapitalizm, ale opiera się on na marksistowskiej pedagogice, więc nie da się zmienić kapitalizmu, dopóki nie zwalczymy marksizmu. Jak zwalczymy marksizm, to kapitalizm – no właśnie, zmieni się? Ludzie przestaną być pasożytami i zaczną pracować.

Co to oznacza dla kapitalizmu? Tego Krzysztof Karoń nie wyjaśnia, a jego słuchacze i rozmówcy o to nie pytają. Karoń nie używa więc negatywnego stereotypu międzynarodowego kapitału, gdyż twierdzi, że i tak wszystko sprowadza się do marksizmu. Jak nie będzie marksizmu, to i finansjera straci władzę. A dlaczego niezgodnie z faktami twierdzi, że wszystko sprowadza się do marksizmu? O tym możemy już tylko dywagować. Międzynarodowy kapitał na pewno z tego bardzo się cieszy. Jeśli program Karonia zostanie wcielony w życie, to rozwiążą się coraz większe problemy międzynarodowych korporacji z pozyskaniem pracowników.

Jakie inne stereotypy nam zostają? „Katolicyzm” – i lewica i PiS pilnie nad tym pracują, żeby katolicyzm łączyć z PiS, co oczywiście jest manipulacją. Wchodząc w ten stereotyp trzeba by walczyć o „prawdziwy katolicyzm”. Próbuje tego Konfederacja, choćby poprzez promowanie liturgii trydenckiej. Na szersze wody jednakże na tym się nie wypłynie. „Patriotyzm” – jest to stereotyp całkowicie zawłaszczony przez PiS, trzeba by znowu walczyć o „najprawdziwszy patriotyzm”, bo ten „prawdziwy” też już został przejęty przez Prezesa. „Naród” – stereotyp znajduje się w rękach PiS, jedyne co można zrobić, to wykazywać, że partia Dobrej Zmiany nie dba o ten naród jak należy, ale dopóki TV znajduje się w wiadomych rękach, sprawa jest niewykonalna. Zresztą wracamy tutaj do punktu wyjścia – tenże naród nie jest zainteresowany swoim prawdziwym interesem. A czy można kogoś do tego zmusić, żeby dbał o swoje?

Popatrzmy na stereotypy lewicowe – może tam znajdzie się jakiś kandydat. Docent Kossecki chętnie posługiwał się kategorią „postępu”, twierdząc, że to nasze środowisko stoi po jego stronie, natomiast nasi przeciwnicy to „siły reakcji/regresji”. Niestety na prawicy nic się przy pomocy stereotypu postępu nie zdziała, a lewica interpretuje go po swojemu i tak samo nie jest zainteresowana poznaniem świata realnego.

Osobnym stereotypem jest „wolność”. Na prawicy oznacza to wolność „od komuny”, a na lewicy – od KK. Możemy znowu argumentować, że nie ma wolności bez socjocybernetyki, ale znowu zderzymy się z „reality”.

Jednym słowem: kandydatów brak. Swego czasu kwestię sterowania ludźmi za pomocą narzędzi informacyjnych zignorowali konserwatyści i dlatego skończyli jak skończyli. Z jednej strony władza państwowa – którą konserwatyści całym sercem popierali – podważała rolę KK w wychowywaniu społeczeństwa, nie oferując – poza środkami siłowymi – kompletnie nic w zamian. Najbardziej na tym przejechali się Burboni, którzy najpierw na papieżu wymusili kasatę jezuitów i ich szkolnictwa, nie dbając o stworzenie jakiegoś ideologicznego ersatzu. Wydawało im się, że idea lojalności dla monarchów wystarczy do tego, by sterować społeczeństwem. Ich przeciwnicy brutalnie zaatakowali ideę dynastyczną – którą zresztą Koneczny uważał za grabarza cywilizacji łacińskiej – i wywołali rewolucję pod hasłami antymonarchistycznymi: wolność miała oznaczać uwolnienie „spod panowania tyranów”. Konserwatyści odgrzewali dynastycyzm, który można już było utrzymać tylko za pomocą siły.

Jednym słowem: od samego początku przewaga różnych sił mobilizujących opinię społeczną przeciwko istniejącej władzy opierała się na sztuce tworzenia i używania stereotypów. Skuteczność ich działań zależała od tego, na ile ludzie w swoich działaniach posługują się stereotypami, a na ile są w stanie krytycznie badać treści podsuwane im pod nos. Paradoks polegał na tym, że przez wieki zarówno Kościół katolicki, jak i władza państwowa, czy potem kontestujący rewolucję konserwatyści, sami nie widzieli potrzeby tego, by ludzi oduczać „myślenia stereotypowego”. Uważali, że lud z natury rzeczy dużo nie wymaga. Czy mieli rację?

Tutaj leży pies pogrzebany. Jeśli patrzymy na słuchaczy Krzysztofa Karonia czy współczesnych wyborców – czy to PiS, czy innych partii – możemy dojść do wniosku, że lud rzeczywiście jest ciemny i że trzeba posługiwać się maksymalnie sprymitywizowanymi stereotypami, żeby utrzymać go w ryzach. A jak to nie poskutkuje – sięgać do środków siłowych. Problem polega jednakże na tym, że poza krótkim epizodem katolicyzmu narodowego z pierwszej połowy XX w., nikt nigdy dla tegoż ludu nic nie zrobił. Na płaszczyźnie empirycznej możemy stwierdzić, że nie wiemy, czy w przypadku stworzenia odpowiedniej edukacji – w oparciu o algorytmy cywilizacji łacińskiej – lud by nie podniósł swego poziomu intelektualnego i można by nim sterować w oparciu o bardziej subtelne stereotypy. A może rzeczywiście się nie da i lud zawsze będzie ciemnym ludem?

Z punktu widzenia naszej misji oczywiście jak bumerang powraca pytanie: co z tym ludem zrobić tutaj i teraz? Mozolnie tworzyć nowe stereotypy? Czy też szukać metod „odstereotypienia”? Co z tego, że wiemy, że lud jest zarażony różnymi info- i normowirusami, jeśli nie mamy pod ręką żadnego lekarstwa. A może trzeba machnąć ręką na tych, którzy może już nie są do „odratowania” i skoncentrować się na nowych pokoleniach? Ale jak do nich dotrzeć w momencie, gdy już niemalże o każdego noworodka toczy się prawdziwa wojna informacyjna? A może chodzi tylko o to, żeby zaszyć się w niszy i przekazać dalej wiedzę, opartą na pojęciach, mając nadzieję, że kiedyś przyjdą lepsze czasy i ktoś zrobi z tego użytek?

Nie będę tutaj odpowiadać na wyżej postawione pytania. Rzecz w tym, by jasno postawić sobie własne cele. Dopóki sami nie będziemy mieli w tej kwestii jasności, nie będziemy w stanie konsekwentnie i skutecznie działać.

Krzysztof Karoń wie czego chce i nie przejmuje się tym, że opowiada rzeczy jawnie fałszywe. Najważniejsze, że lud wierzy, że przejrzał na oczy i rzekomo już rozumie, kto go ciemięży: marksiści. Że ci sami marksiści jednocześnie budują gułagi i korporacyjne struktury pracy oraz hodują pasożytów. Pasożyci to są oczywiście ci inni – słuchacze Karonia to ofiary nowoczesnych gułagów. Jak przyjdzie co do czego, to przyklasną władzy, która tych pasożytów będzie chciała się pozbyć. A przy okazji rzekomo marksistowskich profesorów czy intelektualistów. Karoń nie jest pierwszym i nie ostatnim, który cieszy się z tego, że tworzone przez niego stereotypy działają. Gorzej, jeśli skończy kiedyś jak Robespierre, w każdej chwili ktoś przecież może ogłosić go „pasożytem” – rewolucja jest historią tego, jak twórcy określonych stereotypów potem stawali się ich ofiarami... Podczas „zabawy” stereotypami należy o tym pamiętać.

Magdalena Ziętek-Wielomska
Myśl Polska, nr 35-36 (25.08-1.09.2019)