Nie iść na żadne kompromisy

Linderman.jpg
Władimir Linderman (ur. 1958) to rosyjski i łotewski dysydent, jeszcze od czasów radzieckich. W latach 90-tych i pierwszych latach XXI wieku należał do kluczowych liderów Partii Narodowo-Bolszewickiej. Po roku 2006 jego działalność koncentruje się głównie na Łotwie, gdzie stale mieszka, choć nie ma praw obywatelskich.

Jest organizatorem akcji na rzecz obrony języka rosyjskiego, protestów przeciwko propagowaniu LGBT (inicjator ruchu Chrońmy Nasze Dzieci!). Do roku 2016 stał na czele partii Za Język Ojczysty!, kilkukrotnie zatrzymywany i aresztowany przez łotewskie służby. Obecnie jest znanym komentatorem i publicystą, głownie sytuacji w krajach bałtyckich. Wywiad z nim specjalnie dla MP przeprowadził dr Mateusz Piskorski.

Polityką i działalnością społeczną zajmuje się Pan jeszcze od czasów radzieckich, jak rozumiem, przede wszystkim w szeregach opozycji antysystemowej. Czy mógłby Pan opowiedzieć o Pańskiej działalności dysydenckiej w ZSRR? Czym różniła się ona od obecnej działalności na Łotwie?
- Nazywanie mojej działalności dysydencką byłoby pewną przesadą. Bardziej niż polityka, interesowała mnie sztuka. Razem z moimi dwoma towarzyszami wydawaliśmy w Rydze drugoobiegowe pismo „Trzecia Modernizacja”, w którym publikowaliśmy prace nie mieszczące się w radzieckich kanonach estetycznych. Oczywiście, jakoś przeplatało się to z polityką. Mieliśmy pewne problemy z KGB, ale niezbyt wielkie. Zaczynała się już pierestrojka i funkcjonariusze służb bezpieczeństwa sami nie do końca rozumieli, co jest zakazane, a co nie. Dla porównania: na niepodległej Łotwie ponad dziesięciokrotnie wszczynano przeciwko mnie motywowane politycznie postępowania karne, trzykrotnie formułowano akty oskarżenia, dwukrotnie byłem przetrzymywany w ryskim areszcie śledczym.

Znał Pan wielu liderów radzieckiego ruchu dysydenckiego. Często zastanawiam się, dlaczego wielu z nich na współczesnej scenie politycznej zajmuje radykalnie antyrosyjskie stanowisko, jak na przykład Aleksandr Podrabinek [1].
- Miałem wśród znajomych wielu poetów, artystów, muzyków, których przyjęło się określać mianem kontrkulturowych. Wśród dysydentów politycznych – znacznie mniej. Tak, większość z nich zajęła pozycje antyrosyjskie. Ukształtowali się ideowo na prymitywnym dualizmie „wolny Zachód – totalitarny ZSRR” i na tym ich rozwój się zatrzymał. Poza tym, łączą obronę praw człowieka z polityką, nie rozumiejąc różnicy pomiędzy nimi. Dotyczy to autentycznych weteranów ruchu obrony praw człowieka. A są też tacy, którzy po prostu żywią się zachodnimi grantami i tańczą tak, jak im zagrają.

Swego czasu współpracował Pan z Eduardem Limonowem [2]. Na czym polegał fenomen jego partii w latach 90-tych? Dlaczego właśnie z tego środowiska wywodzi się tylu wpływowych intelektualistów?
- Mógłbym opowiadać bardzo długo o Partii Narodowo-Bolszewickiej. Od roku 1998 do 2002 byłem liderem łotewskiego oddziału ugrupowania, a następnie, do 2006 roku, byłem faktycznie zastępcą Limonowa w Moskwie. W wielkim skrócie: Limonowowi udało się skupić najbardziej twórczą, najbardziej odważną, najbardziej patriotyczną część rosyjskiej młodzieży. W pewnym stopniu uznaję to za cud, który wytłumaczyć można wyłącznie geniuszem Limonowa. Jeśli jednak miałbym to wszystko jakoś zracjonalizować, to powiedziałbym, że nacbole [3] jako zjawisko społeczne pojawili się na przełomie dwóch epok. Z jednej strony były jeszcze w cenie odziedziczone po ZSRR wartości kolektywistyczne; u wielu młodych chłopaków i dziewczyn było pragnienie, by poświęcić swoje życie czemuś wyższemu, stojącemu wyżej niż rodzina czy kariera. Nie byli jeszcze wówczas owładnięci burżuazyjnym sposobem rozumienia sensu życia i życiowego sukcesu. Z drugiej strony nie było już w nich charakterystycznego dla pokolenia ich rodziców radzieckiego ograniczenia ideologicznego, irracjonalnego strachu przed władzą. Z połączenia, zderzenia tych dwóch elementów Limonowowi udało się wykrzesać iskrę, która dała wielki płomień.

Obecnie działa Pan na Łotwie. Dlaczego kraje bałtyckie budują swoją współczesną tożsamość na bazie etnicznego nacjonalizmu?
- Trudno mi odpowiedzieć na pytanie, dlaczego. Odpowiedzi na to pytanie będzie bardzo wiele i każda byłaby w jakimś stopniu prawdziwa… Jestem bardziej praktykiem, niż analitykiem. I wyraźnie widzę, że narody bałtyckie chcą pozbyć się Rosjan jako obcego elementu. Już od chwili pojawienia się Łotwy na mapie sto lat temu łotewskim nacjonalistom przeszkadzała obecność trzech wpływowych wspólnot: Niemców, Żydów i Rosjan. Niemców i Żydów pozbyli się dzięki II wojnie światowej, teraz przyszła kolej na Rosjan. I obecną nową zimną wojnę między Zachodem a Rosją postrzegają jako wyjątkowo korzystną sytuację dla przeprowadzenia „ostatecznego rozwiązania”. Jeszcze niedawno musieli się tłumaczyć przed Europą, dlaczego dyskryminują miejscowych Rosjan. Nie można przecież z uwagi na poprawność polityczną powiedzieć po prostu: Łotwa dla Łotyszy, nie chcemy tu Rosjan. A teraz mają gotową odpowiedź: absolutnie nie dyskryminujemy, broń Boże, Rosjan, ale mamy piątą kolumnę, agenturę Putina! Nie ma żadnych czystek etnicznych, to po prostu kwestia narodowego i europejskiego bezpieczeństwa.

Czy można uznać, że polityka wszystkich trzech krajów bałtyckich w tej sprawie jest jednakowa, czy jednak są między nimi jakieś znaczące różnice?
- Myślę, że zasadniczej różnicy nie ma, są jednak pewne detale. Na przykład, na Litwie Rosjan jest bardzo niewielu, nie uznaje się ich za zagrożenie; już bardziej ofiarami dyskryminacji stają się Polacy. Dlatego na Litwie nie uchwalono przepisów pozbawiających obywatelstwa setki tysięcy Rosjan, jak to się stało na Łotwie i w Estonii. Z drugiej strony, to właśnie Litwa staje na czele polityki antyrosyjskiej. To na Litwie zapadają wyroki sądowe, które stawiają na głowie prawdziwą historię i uznają ZSRR za państwo absolutnie demoniczne, dążące do zniszczenia narodu litewskiego. Choć to właśnie Litwini nie mają na co narzekać: dzięki ZSRR powiększyli swoje terytorium o 1/3; o Wileńszczyznę i Kłajpedę. W Estonii poziom państwowej rusofobii jest nieco niższy niż na Łotwie. A dokładniej, jest tam ona mniej histeryczna. Być może dzieje się tak dzięki wpływom, jakie na Estonię wywierają pragmatyczni Finowie.

Łotwa ma jednak nadal liczne więzi gospodarcze z Rosją. Polska nie prowadzi z Moskwą nawet dialogu roboczego, na poziomie czysto technicznym. A jak wyglądają oficjalne relacje na linii Ryga – Moskwa?
- Nadal są dostawy gazu, energii elektrycznej, tranzyt kolejowy i morski, co sprawia, że dialog między odpowiednimi instytucjami i firmami obu krajów jest nieunikniony. Jednak na tym się kończy. Oficjalne stosunki są w stanie zamrożenia. W ostatnim okresie wielu przedsiębiorców współpracujących z Rosją zaczyna mieć problemy. Łotewskie władze dają im do zrozumienia, że zajmują się „niesłusznym” biznesem. Informacje na ten temat nie przedostają się do mediów, bo ludzie obawiają się jeszcze większych kłopotów.

Czytając informacje biograficzne o czołowych łotewskich politykach, na przykład prezydencie Egilsie Levitsu czy premierze Kriszjanisie Karinszu, zwróciłem uwagę, że większość z nich ma w życiorysie epizod zamieszkiwania zagranicą – w Stanach Zjednoczonych, w Niemczech. Czy to oznacza, że łotewskie elity rządzące kształtowane są poza granicami kraju?
- Fakt, że Karinsz urodził się i dużą część życia spędził w Stanach Zjednoczonych, a rodzina Levitsa wyjechała na stałe do Niemiec w jego latach szkolnych, nie jest sam w sobie tak istotny. Głównym celem polityki amerykańskiej na Łotwie jest niedopuszczenie do powstania prorosyjskiego rządu. Prorosyjskiego w ich, amerykańskim rozumieniu; według nich i Janukowycz był prorosyjski, choć ja uważam inaczej. Dlatego Amerykanie, bez wątpienia, wywierają wpływ na politykę kadrową. I w służbach specjalnych – szczególnie, i w całym aparacie państwowym. Mniej interesują ich rosyjscy politycy opozycyjni, a bardziej wpływowi Łotysze, którzy spoglądają w stronę Rosji. Powodem nieufności może być radziecka przeszłość lub obecne kontakty biznesowe z Rosją. W tym sensie ludzie pokroju Karinsza czy Levitsa są wygodni; nie mają ani radzieckiej przeszłości, ani związków z Federacją Rosyjską.

Premier Karinsz oświadczył wprost, że celem rządu łotewskiego jest asymilacja mniejszości rosyjskiej. Co Pan o tym myśli?
- Parafrazując rosyjskie przysłowie, co u większości polityków obozu rządzącego w myślach, to u Karinsza na języku. Uznał, że nie ma potrzeby ukrywania zasadniczego celu, nie jest tak dwulicowy. Być może to wpływ amerykańskiego wychowania. Nawiasem mówiąc, pogląd ten wypowiedział w wywiadzie dla lokalnej edycji „Playboy’a”.

Był Pan wielokrotnie ofiarą prześladowań ze strony Służby Bezpieczeństwa Państwowego (VDD), wcześniej znanej jako Policja Bezpieczeństwa (DP). Jak Pan ocenia poziom profesjonalizmu tych służb? Na ile ich działania nadzorowane są przez obce służby wywiadowcze?
- VDD (kiedyś DP) wszczynała przeciwko mnie postępowania karne ponad dziesięć razy. Na szczęście dla mnie i innych działaczy mniejszości rosyjskiej na Łotwie, poziom ich profesjonalizmu nie jest zbyt wysoki. Szczególnie dotyczy to przygotowania prawnego. Niewątpliwie Stany Zjednoczone i ich najbliżsi sojusznicy kontrolują działalność łotewskich służb specjalnych. Wystarczy powiedzieć, że poprzednim szefem Biura Ochrony Konstytucji, czyli kontrwywiadu, był emerytowany oficer brytyjski. A Biuro do Walki z Korupcją powstało w wyniku bezpośredniego polecenia, z rekomendacji Amerykanów. Ale, jak już mówiłem, priorytetem dla Amerykanów są nie rosyjscy opozycjoniści, pozbawieni wpływów na władzę, a wpływowi łotewscy politycy, urzędnicy i sponsorzy partii politycznych. Ci, którzy zerkają, zdaniem Amerykanów, w stronę Rosji.

Za każdym razem sprawy przeciwko Panu kończyły się uniewinnieniem. Czy można uznać, że władza sądownicza na Łotwie zachowuje niezależność od władzy wykonawczej?
- Łotewski wymiar sprawiedliwości rzeczywiście zachowuje pewien stopień niezależności. Świadczą o tym nie tylko moje doświadczenia, ale też losy innych ludzi, których prześladuje się za przekonania polityczne. Jedną z przyczyn tego stanu rzeczy jest, jak myślę, polityczna fragmentaryzacja elit rządzących. Ta fragmentaryzacja nie jest raczej efektem różnic ideowych, lecz produktem walki o stanowiska i zasoby pomiędzy różnymi klanami. Partie dzielą się, jednoczą, powstają, znikają… Politycy obawiają się, że po przejściu do opozycji od razu wszczęte będą przeciwko nim postępowania. Dlatego wszyscy zainteresowani są w zachowaniu względnej niezależności sądownictwa. Wśród sędziów zdarzają się profesjonaliści na naprawdę wysokim poziomie. I jeśli zobaczą, że zarzuty wyssane są z palca – a tak jest w przypadku większości postępowań wszczynanych przez Służbę Bezpieczeństwa Państwowego – nie obawiają się wydawać wyroków uniewinniających.

W kwietniu 2016 roku na Łotwie wprowadzono nowy artykuł kodeksu karnego – art. 81. Nazwał Pan go „szpiegostwem light”. Na czym ono polega?

- Art. 81 mówi o „pomocy innemu państwu w jego działalności skierowanej przeciwko Łotwie”. Oczywiste jest, dlaczego przepis ten pojawił się w Prawie karnym. Wypowiedziano wojnę tzw. rosyjskim agentom wpływu. To znaczy wszystkim tym mieszkańcom Łotwy, którzy utrzymują polityczne, biznesowe, społeczne – słowem – jakiekolwiek kontakty z organizacjami rosyjskimi. Tymczasem zamknąć takich ludzi za szpiegostwo nie jest tak łatwo. Chociaż także artykuł dotyczący szpiegostwa został też w 2016 roku rozszerzony i teraz dużo łatwiej uznać kogoś za „szpiega”; niekoniecznie oznacza to współpracę z obcym wywiadem. Mimo wszystko, trzeba jednak choćby wątłe dowody przekazywania tajnych informacji za granicę przedstawić przed sądem. Dlatego, dla tych, którzy żadnych tajnych informacji nie przekazują, wymyślono nowy artykuł – właśnie „szpiegostwo light”. Artykuł absolutnie arbitralny, pod który można podciągnąć każdego, kto utrzymuje kontakty z rosyjskimi podmiotami, przy czym niekoniecznie państwowymi. Nie było jeszcze żadnego wyroku sądowego z tego artykułu. Zarzuty usłyszał Aleksandr Gaponienko [4] i trzej dziennikarze portalu IMHOclub.lv, w tym najbardziej znany Jurij Aleksiejew [5].

Łotewskie władze, podobnie jak polskie, intensywnie zajmują się fałszowaniem historii. Czy w celach realizacji tej polityki historycznej wykorzystywane jest prawo karne? Czytałem o sprawie Aleksandra Fileja [6], któremu postawiono zarzuty z art. 74 Prawa karnego…
- W przeciwieństwie do Litwy, Łotwa jeszcze nie poszła w tym kierunku. Zaostrzono przepisy, wszczynane są postępowania, ale wyroków skazujących do tej pory nie było. Szczególnie zapamiętałem dwie sprawy. Dziennikarz Aleksandr Gilman napisał, że jego rodzina przeżyła wojnę dzięki radzieckim deportacjom. Jeśli nie zesłano by jej członków na Syberię, to można ze 100% pewnością uznać, że zginęliby w holokauście. Napisał to bez żadnego patosu, stwierdzając po prostu fakt z rodzinnej historii. Wszczęto przeciwko niemu postępowanie za usprawiedliwianie zbrodni przeciwko ludzkości. Był spory oddźwięk społeczny, w końcu sprawę umorzono. Przeciwko adwokatowi Iłłarionowi Girsowi wszczęto postępowanie za to, że stwierdził publicznie, że w ZSRR nie było ludobójstwa Łotyszy. Jednak znana na Łotwie historyk, którą VDD powołało na biegłą, stanęła po stronie Girsa: rzeczywiście, działania władz radzieckich wobec Łotyszy w sensie prawnym nie wyczerpywały znamion ludobójstwa.

Przywoływał Pan książkę Pawła Sudopłatowa [7], mówiąc o współpracy przedwojennych władz łotewskich z NKWD. Czy temat ten jest obecny wśród współczesnych historyków łotewskich?
- Praktycznie o tym się nie dyskutuje. To fakty dla nich mało przyjemne, nie wpisujące się w kanony fałszowanej historii. Sądzę, że Amerykanie biorą takie fakty pod uwagę. Zdają sobie sprawę, że to nie miejscowi komuniści i obcy – jak to się oficjalnie twierdzi – byli głównymi współpracownikami Moskwy w przyłączeniu Łotwy do ZSRR, a wysoko postawieni, znajdujący się u władzy politycy.

Czy na Łotwie nadal trwa polowanie na „szpiegów”? Jak mógłby Pan skomentować sprawę Olega Buraka [8]?
- Szpiegomania trwa, choć Łotwa jest tu w tyle za Litwą i Estonią. Odbyły się zaledwie dwa procesy zakończone wyrokami skazującymi, a teraz mamy trzeci – proces Buraka. Jestem pewien, że sprawę Buraka sfabrykowano. Jako pułkownik łotewskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych zalazł on za skórę kilku wpływowym osobom, które złapał na korupcji. Teraz za to się mszczą. Tak jest zawsze, gdy w społeczeństwie zaczyna się polowanie na czarownice. Wielu do takiego polowania dołącza bez żadnych motywów ideowych, po prostu po to, by wyrównać osobiste rachunki, przejąć cudzy majątek, awansować zawodowo itd.

Trwa walka o prawo do używania języka rosyjskiego. Na kogo mogą dziś liczyć przedstawiciele mniejszości rosyjskojęzycznej? Socjaldemokratyczną Partię „Zgoda” [9]? Rosyjski Związek Łotwy [10]? Co się stało z Pana partią Za Język Ojczysty! [11]?
- Partia „Zgoda” nigdy nie była prawdziwym obrońcą praw mniejszości rosyjskiej. Oczywiście, starała się tak prezentować w mediach, żeby pozyskać rosyjskich wyborców. Teraz nawet tego już nie robi. Jej lider Nils Uszakovs, obecnie poseł do Parlamentu Europejskiego, niedawno zagłosował za przyjęciem jednej z antyrosyjskich rezolucji. Rosyjski Związek Łotwy nadal rzetelnie działa w tym kierunku, ale nie ma wystarczających środków i – powiedziałbym – determinacji, takiego zdrowego radykalizmu. Jesteśmy teraz w koalicji, także powstrzymam się od krytycznych spostrzeżeń. Partię Za Język Ojczysty! władze zlikwidowały. Odmówiły nam nowej rejestracji, żądając zmian programowych i nakładając na nas różne biurokratyczne wymogi. Obecnie działamy jako grupa ludzi o wspólnych poglądach, na płaszczyźnie oficjalnej jesteśmy nieobecni.

Czy dojdzie do likwidacji stołecznego pomnika Wyzwolicieli Rygi, czy może uda się go obronić?
- Wśród partii koalicji rządzącej są na ten temat różnice zdań. Radykalni nacjonaliści z Bloku Narodowego i szereg innych polityków twardo opowiadają się za jego likwidacją, bardziej umiarkowani obawiają się, że spowodowałoby to rosyjski bunt – i mają tu rację. Zobaczymy jesienią, kiedy sprawa ma być rozpatrywana w Sejmie. Co do naszego stanowiska, to ja będę upierał się przy tym, żeby nie iść na żadne kompromisy. Na przykład, Sejm może podjąć decyzję, by fizycznie pomnika nie likwidować, ale pozbawić go wymowy. Przeprowadzić rekonstrukcję, zmienić go ze świętego symbolu w zwykłą atrakcję turystyczną. Będziemy protestować.

Rosyjskie Ministerstwo Obrony przedstawiło projekt ustawy, zgodnie z którym sprawcy burzenia radzieckich pomników za granicą będą mogli zostać objęci sankcjami i ścigani karnie przez rosyjski wymiar sprawiedliwości. Jak Pan ocenia ten projekt i kiedy wejdzie on w życie?
- Pozytywnie, trzeba było to zrobić już dawno. Na razie, o ile wiem, projekt jeszcze nie trafił pod obrady Dumy.

Swego czasu interesował się Pan sytuacją w Łatgalii. W tym regionie jest też spora mniejszość polska. Czy, Pana zdaniem, odgrywa ona jakąś rolę w obronie tożsamości tej części Łotwy?
- Żeby dobrze zrozumieć sytuację… Na Łotwie żyją przedstawiciele różnych mniejszości narodowych. Ale politycznie ludność dzieli się wyraźnie na dwie grupy: Łotyszy i Rosjan. Ten podział występuje na poziomie języka używanego w domu; szkoły, którą dany człowiek ukończył (łotewska czy rosyjska), postrzeganiem historii, przede wszystkim II wojny światowej. Na Łotwie sporo jest osób o polskich korzeniach. Nie stanowią oni jednak odrębnego podmiotu politycznego. Są zintegrowani albo ze społecznością łotewską, albo rosyjską, mniej więcej w proporcjach 60 / 40, na korzyść tej pierwszej. W Łatgalii duże znaczenie odgrywa katolicyzm. Część mieszkańców Łatgalii, ale przecież też Rygi, identyfikuje się z narodem polskim. Ale, jak tylko pojawiają się kwestie polityczne, od razu widać do której – rosyjskiej czy łotewskiej – społeczności należy dany człowiek. Mogę powiedzieć, że po roku 2000 Partia Narodowo-Bolszewicka rozwijała się liczebnie głównie dzięki ludziom z Łatgalii. I prawie połowa jej działaczy miała polskie korzenie.

Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiał: Mateusz Piskorski

[1] Aleksandr Podrabinek (ur. 1953) – radziecki i rosyjski dysydent, w latach 70-tych XX wieku współzałożyciel Komisji Roboczej do Badań Wykorzystywania Psychiatrii do Celów Politycznych, w 1979 roku wydał głośną książkę „Medycyna karna” na temat umieszczania opozycjonistów w zakładach psychiatrycznych. Po rozpadzie ZSRR konsekwentnie w opozycji antysystemowej wobec władz Federacji Rosyjskiej, w Polsce promowany przez środowisko „Gazety Wyborczej”, w 2009 roku odznaczenie przyznał mu ówczesny prezydent Lech Kaczyński (przyp. MP).

[2] Eduard Limonow (ur. 1943) – rosyjski pisarz, poeta, działacz polityczny, w 1993 roku założył Partię Narodowo-Bolszewicką, której jednym z ideologów był Aleksandr Dugin, po roku 2001 w opozycji wobec Władimira Putina, w 2007 roku jego organizację uznano za ekstremistyczną i zakazano jej oficjalnej działalności, zaś od 2010 roku jej założyciel wchodzi w sojusze z ugrupowaniami liberalnej opozycji (przyp. MP).

[3] Nacbole – popularne określenie członków PNB (przyp. MP).

[4] Prof. Aleksandr Gaponienko (ur. 1954) – politolog i ekonomista, jeden z ideologów ruchu obrony praw rosyjskojęzycznych mieszkańców Łotwy, prezes Instytutu Badań Europejskich, aresztowany w 2018 roku na podstawie zarzutów nawoływania do waśni na tle narodowościowym i art. 81 Prawa karnego, za kratami napisał swoją ostatnią powieść historyczną, której akcja toczy się w czasach Iwana IV Groźnego (przyp. MP).

[5] Jurij Aleksiejew (ur. 1958) – łotewski dziennikarz, publicysta, działacz społeczny, były radny miejski w Rydze, redaktor naczelny portalu IMHOclub.lv, kilkukrotnie zatrzymywany przez służby bezpieczeństwa (przyp. MP).

[6] W lipcu 2019 roku łotewski nauczyciel, członek zarządu Rosyjskiego Związku Łotwy Aleksandr Filej usłyszał zarzuty z art. 74 § 1 Prawa karnego Łotwy („działania polegające na publicznym pochwalaniu, negowaniu lub usprawiedliwianiu zbrodni wojennych ZSRR przeciwko Łotwie i jej mieszkańcom”) (przyp. MP).

[7] Wydanie polskie: Paweł Sudopłatow, „Wspomnienia niewygodnego świadka”, Warszawa 1999 (przyp. MP).

[8] Emerytowanego płk. Olega Buraka, który odpowiadał w MSZ za zakupy sprzętu dla policji, zatrzymano w 2018 roku pod zarzutem szpiegostwa na rzecz Rosji (przyp. MP).

[9] Socjaldemokratyczna Partia „Zgoda” – ugrupowanie popularne wśród mniejszości rosyjskiej, szczególnie duże poparcie uzyskujące w stołecznej Rydze, której merem był w latach 2009-2019 jego lider Nils Uszakovs. (przyp. MP).

[10] Rosyjski Związek Łotwy – partia mniejszości rosyjskojęzycznych na Łotwie, wcześniej działająca pod nazwą O Prawa Człowieka w Zjednoczonej Łotwie, obecnie w opozycji pozaparlamentarnej (przyp. MP).

[11] Za Język Ojczysty! – partia założona i kierowana w latach 2012-2016 przez Władimira Lindermana, stawiająca sobie za główny cel nadanie językowi rosyjskiemu statusu drugiego języka urzędowego oraz przyznanie obywatelstwa apatrydom (przyp. MP).

Myśl Polska, nr 35-36 (25.08-1.09.2019)

Dzial: