Dla Mazowsza, i dla Polski…

struzik 2a.jpg
„Władysław Kosiniak-Kamysz został wybrany na Prezesa PSL i w tej roli się sprawdza. Ma w nas – ludziach z różnych regionów wsparcie. Wspólnie w PSL wyciągamy wnioski z ostatnich wyborów. Jesteśmy przekonani, że nie może być jednej listy wyborczej do parlamentu polskiego, która będzie ideowo rozbieżna. Chcemy budować blok centrowy, chadecki w oparciu o ważne dla PSL wartości” – mówi w wywiadzie dla MP Adam Struzik, Marszałek Województwa Mazowieckiego

Panie Marszałku, tuż przed wyborami samorządowymi był Pan nieustannie obiektem zmasowanych ataków PiS-owskich mass mediów, z TVP 1 i TVP Info na szpicy, lecz i wielu pomniejszych. To był rewanż za udaremnienie podziału Mazowsza na tłuste stołeczne i ubożejące z dnia na dzień, okrojone województwo mazowieckie dookoła? Za jaką cenę, jakim kompromisem to, ewentualnie, musieliście okupić?
- Faktycznie służące ekipie rządzącej media nie oszczędzały całego Polskiego Stronnictwa Ludowego, w tym mnie. Tak było przede wszystkim w kampanii samorządowej. Tak działo się w dużej mierze również ostatnio podczas wyborów do Parlamentu Europejskiego. Cóż… to tylko pokazuje, że Prawo i Sprawiedliwość widzi w nas mocnego rywala. Nie ulega wątpliwościom, że w dużej mierze nasi potencjalni wyborcy się pokrywają. Stąd ataki – bo taką taktykę przyjęto. Oczernianie nas odwraca uwagę od tego, co się naprawdę dzieje, czyli od cichego zamachu na demokratyczny ustrój państwa, w tym od niszczenia samorządów przez centralizację zadań i odgórne sterowanie wszystkim. Nie zniechęca nas to – wręcz przeciwnie mamy poczucie, że o prawdziwie demokratyczną Polskę nadal warto walczyć.
Wspomniał Pan o podziale Mazowsza. Chciałbym zaznaczyć tu ważną rzecz. Udaremniliśmy podział administracyjni, czyli stworzenie dwóch oddzielnych województw, bo było to nieracjonalne pod wieloma względami – od pozbawienia dochodów części tzw. regionalnej (czyli pozawarszawskiej) po przerost administracji. Wydzielenie Warszawy – jak mówiłem kiedyś – oznaczałoby po pierwsze odcięcie regionu od głównego węzła komunikacyjnego, potencjalne problemy w przypadku transportu kolejowego, ale też odcięcia od 70 proc. wszystkich mazowieckich firm, które zasilają budżet województwa i od blisko 88 proc. dochodów, jakie województwo otrzymuje z podatku CIT.

Zwracaliśmy uwagę na to, że z tego dochodu korzysta nie tylko Warszawa, ale i reszta regionu, czyli po administracyjnym wydzieleniu Warszawy pozostała część Mazowsza straciłaby te pieniądze. Tego udało się uniknąć. Natomiast przypomnę, że osiągnęliśmy sukces w postaci podziału statystycznego, który po wielu latach starań udało się doprowadzić, i który od początku 2018 r. obowiązuje. Chodziło o to, by nie pozbawiać region dochodów, ale by każda z tych części – czyli Warszawa z otaczającymi gminami i reszta regionu – były traktowane inaczej przy różnych obliczeniach i tworzeniach programów opartych na funduszach unijnych. Warszawa z okolicą jako obszar lepiej rozwinięty zawyżały mocno statystyki, czego efektem mogły być mniejsze środki unijne dla całego województwa.

Przypomnę, że udało nam się proces podziału statystycznego przeprowadzić przy zaangażowaniu rządów – najpierw pani premier Kopacz, a następnie pani premier Szydło, bo PiS zrozumiał, że nie popierając nas w tych staraniach zadziała przeciwko mieszkańcom Mazowsza. Reasumując, Mazowsze pozostaje jednym województwem, choć na potrzeby unijnych statystyk jest traktowane jako dwa obszary: tzw. warszawski stołeczny i mazowiecki regionalny. Teraz rolą wszystkich europarlamentarzystów – niezależnie od frakcji politycznej – jest zabieganie o to, by taki podział statystyczny był brany pod uwagę podczas tworzeniu nowego budżetu Unii Europejskiej i nowych programów wsparcia.

A jaką cenę zapłacił Pan za ponowny wybór na marszałka?
- Bycie marszałkiem czy w ogóle bycie prawdziwym aktywnym samorządowcem jest w pewnym sensie okupione nerwami i odbija się na zdrowiu. To kwestia zaangażowania. Ale bez niego trudno mówić o faktycznej pracy na rzecz swojego wspólnoty samorządowej. Nie wyobrażam sobie, żeby było inaczej. I chyba fakt, że nadal mam wyjątkowo wysokie poparcie (ponad 77 tys. głosów) w społeczeństwie sprawił, że byłem naturalnym kandydatem na to stanowisko. Oczywiście do tego potrzebna była koalicja, a koalicje mają to do siebie, że zawsze się idzie na pewne kompromisy. Dotychczasowy układ sił politycznych, a przede wszystkim skład zarządu województwa sprawdziły się. Nie było więc sensu wprowadzanie na siłę zmian. Czasem lepsza jest powtarzalność, jeśli idzie za tym stabilizacja i utrzymanie dynamiki rozwoju regionu. Na to postawiliśmy.

struzik.JPG

Nie było żadnych targów? Liderująca Koalicji Europejskiej PO wystawiła w gonitwie do tego fotela posła Marcina Kierwińskiego. Czy był to z Pańskiego punktu widzenia groźny rywal? Czy były jakieś próby przeciągnięcia na swoją stronę polityków PSL?
- Zawsze, gdy konstytuuje się zarząd województwa (tak jak i rząd) wszystkie oczy zwrócone są na tworzące się koalicje i rozpoczynają się niemalże zakłady o to, jak potoczy się gra. Tak, jak mówiłem – koalicja PSL z PO trwa od lat i według nas jest naturalną centrową siłą w kraju. Siłą, która potrafi budować. Dlatego skład zarządu województwa się nie zmienił. A czy były próby przeciągnięcia na swoją stronę? To pytanie do poszczególnych radnych. Wielu z nich mówiło już głośno o propozycjach, jakie otrzymywali od PiS. Partia rządząca chciała przejąć jak najwięcej sejmików w kraju. Zresztą udało im się wykonać pewien zabieg w jednym z województw. Na szczęście mazowieccy radni to ludzie honorowi. Ważniejsza była stabilna sytuacja, w której będzie możliwa dalsza praca na rzecz mieszkańców, a nie szarpanina polityczna.

Otrzymuje Pan różne tytuły – „Osobowość 30-lecia Wolności RP”, „Marszałek 2018 r.” w plebiscycie Portalu Samorządowego. Za co według Pana są te nagrody?
- Tytuł „Osobowości 30-ecia Wolności RP” to dla mnie ogromne wyróżnienie. Zwłaszcza w roku pięknego jubileuszu – 30-lecia wolności kraju, 15-lecia członkostwa w UE i chwilę po 20-leciu samorządów województw. Nikt nie ma wątpliwości co do tego, że 1989 rok był dla Polski, Europy i świata rokiem szczególnym. Dzięki przełomowi, jaki się dokonał w naszym kraju, mogły powstać samorządy lokalne, które reprezentują interesy wspólnot – gminnej, powiatowej oraz województw. Od tego momentu mogła też rozwijać się polska przedsiębiorczość. A bez niej nie dałoby się mówić o rozwoju gospodarczym naszego kraju, w tym naszego regionu.

Trudno mi mówić o tym, co zadecydowało o przyznaniu mi tych tytułów. Myślę, że widać efekty mojej pracy na rzecz regionu, w tym na rzecz samorządności. Jestem członkiem Komitetu Regionów. Aktywnie udzielałem się w Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu. Nie tylko decydując o sprawach Mazowsza, ale też akcentując ogólnie rolę samorządów – pokazuję, czym jest subsydiarność, jak realizować zrównoważony i dynamiczny rozwój swojej wspólnoty. Niezwykle ważne jest dla mnie budowanie społeczeństwa informacyjnego, obywatelskiego. Stawiam na współpracę, kształtując społeczną kreatywność oraz lokalne partnerstwo w myśl zasady rzetelne informowanie – otwarte słuchanie. Z chęcią wspieram działania służące pielęgnowaniu dziedzictwa narodowego oraz rozwojowi i kształtowaniu świadomości kulturowej mieszkańców Mazowsza. Przywiązuję ogromną wagę do wiedzy i współpracy na linii ośrodki naukowe – biznes, bo wiem, że to źródło innowacji, mającej wpływ na gospodarczy rozwój regionu. Chcę wierzyć, że właśnie taka postawa wzbudza zaufanie i jest nagradzana.

Jaka jest aktualna kondycja Mazowsza – w tym inwestycyjna, kulturalna, edukacyjna i w sferze ochrony zdrowia?
- Lada moment pojawi się nowy ranking samorządów prowadzony przez prof. Swianiewicza na potrzeby pisma „Wspólnota”, w którym Mazowsze nadal prowadzi pod względem rozwoju. Brane są pod uwagę dochody własne województw. Ale jestem przekonany, że stan gospodarki województwa jest też efektem prowadzonej przez nas polityki regionalnej, stawiającej m.in. na zrównoważony rozwój i pomocniczość. Ubiegły rok to trzy pozytywne, wynikające z siebie zjawiska. Po pierwsze Mazowsze odnotowało wzrost dochodów własnych. To przełożyło się na wzrost kwot, które mogliśmy przeznaczyć na inwestycje i programy wsparcia, a stabilna sytuacja finansowa i racjonalne wydatki zmniejszyły nasze zadłużenie.
W ubiegłym roku znacznie wzrosły dochody województwa – w tym z podatku PIT i CIT – i wyniosły w sumie 2,9 mld zł. W ubiegłym roku tak zaplanowaliśmy inwestycje, że zamknęliśmy rok nadwyżką budżetową w wysokości 326 mln zł. To był mimo wszystko rok wielu inwestycji w naszych instytucjach, ale też rok, w którym znów na dużą skalę mogliśmy prowadzić politykę wsparcia. Zresztą uruchomione wówczas programy, kontynuujemy w tym roku, a do nich doszły nawet kolejne.

W sumie wydatki wyniosły 2,6 mld zł. Największa pula, bo ponad 1,1 mld zł, stanowiły wydatki na transport. Proszę zwrócić uwagę na to, że kolejną pozycją jest „janosikowe” – 376 mln zł, a następnie kultura – 283 mln zł, ochrona zdrowia – 276 mln zł i edukacja – 159 mln zł. Ubiegły rok przyniósł ważne efekty jak np. otwarcie ośrodka onkologii w Siedlcach czy nowo wybudowany szpital psychiatryczny w podwarszawskich Ząbkach.

Jakie programy wsparcia prowadzicie?
- W tej chwili są to z jednej strony kontynuacje dotacji na zabytki, dla ochotniczych straży pożarnych – zarówno na specjalistyczny sprzęt, jak i na remonty strażnic. Nadal wspieramy lokalne inwestycje w bazę sportową, dzięki którym powstają nowe boiska, ale też pumptracki, skateparki. Sprawdził się również program dla sołectw, więc w tym roku ponad dwukrotnie zwiększyliśmy ogólną pulę – zaplanowaliśmy 13,9 mln zł. To właśnie w sołectwach, oddolnie, na podstawie głosów mieszkańców powstają pomysły na najpilniejsze z punktu widzeniach tych wspólnot inwestycje – m.in. remonty i wyposażenie gminnych bibliotek, świetlic oraz miejsc pełniących funkcje rekreacyjne i sportowe, a także rozwój i promocję twórczości folklorystycznej.

Stworzyliśmy też nowe programy, które są odpowiedzią na to, co podczas licznych spotkań zgłaszali mieszkańcy. Powstał więc program dotyczący modernizacji pracowni informatycznych i językowych dla uczniów szkół podstawowych i ponadpodstawowych – na to przeznaczyliśmy pilotażowo 5 mln zł, ale już kwota wynikająca z wniosków wielokrotnie przewyższa budżet. To wyraźnie pokazuje, jak ogromne jest zapotrzebowanie na tego typu inwestycje. Uruchomiliśmy wsparcie na ogródki działkowe. To również 5 mln zł na modernizację wspólnej infrastruktury ogrodowej. Poza tym rusza wsparcie dla gmin dotyczące polepszenia jakości powietrza na Mazowszu. Dodatkowo 30 mln zł przeznaczyliśmy m.in. na modernizację dróg powiatowych i gminnych w ramach Instrumentu wsparcia zadań ważnych dla równomiernego rozwoju województwa mazowieckiego. Jednym słowem – współpraca i pomocniczość W ten sposób chcemy wesprzeć samorządy lokalne, bo rozwój naszego regionu odbywa się na różnych poziomach. A przecież wszystkim nam chodzi o ten sam efekt – poprawa jakości życia mieszkańców Mazowsza.

Jaki jest Pana stosunek do obecnego lidera PSL Władysława Kosiniaka-Kamysza. Wierzy Pan w przekroczenie 5 proc. progu wyborczego?
- Panie Redaktorze, Polskie Stronnictwo Ludowe w swojej 124-letniej tradycji znane było zawsze z tego, że ceniliśmy sobie demokrację i szacunek do wybranych władz. Nie musimy wszyscy myśleć dokładnie tak samo, ale słuchamy się wzajemnie, wypracowujemy wspólne kompromisy, a kiedy trzeba większością głosów decydujemy o najważniejszych dla ugrupowania sprawach. Władysław Kosiniak-Kamysz został wybrany na Prezesa PSL i w tej roli się sprawdza. Ma w nas – ludziach z różnych regionów wsparcie. Wspólnie w PSL wyciągamy wnioski z ostatnich wyborów. Jesteśmy przekonani, że nie może być jednej listy wyborczej do parlamentu polskiego, która będzie ideowo rozbieżna. Chcemy budować blok centrowy, chadecki w oparciu o ważne dla PSL wartości. Blok rozumiejący specyfikę samorządów, broniący polskiej demokracji, gospodarki i wolnych mediów. I do tej koalicji zapraszamy wszystkich, którzy te wartości i idee podzielają.

Rozmawiał Jacek Dąbrowski
Myśl Polska, nr 33-34 (11-18.08.2019)

Dzial: