Niech pan nam coś obieca!

szlezak 45_0.jpg
Ukułem powiedzenie, że jeszcze się nikt nie zawiódł, kto liczył na głupotę Polaków. Patrząc na to, co się dzieje w polskiej polityce, to ta myśl powinna się stać naczelną maksymą polskiego życia politycznego. Wykorzystywanie politycznej głupoty Polaków, to samonapędzający się mechanizm.

Wygląda to mniej więcej tak, że głupota społeczeństwa jest potęgowana przez głupie obietnice polityków, co kończy się oszukiwaniem wszystkich przez wszystkich. Jednym z największych takich oszustów wynikających z głupoty jest kwestia wieku emerytalnego. Jego granicę podniesiono za rządów PO-PSL. PiS zrobił z tego skuteczny oręż przeciwko tym ugrupowaniom i przywrócił poprzednie granice wieku w którym przechodzi się na emeryturę. Teraz PO ustami Grzegorza Schetyny uznała podniesienie tej granicy za ciężki błąd.

Zatem dla doraźnej korzyści politycznej PO odżegnała się od czegoś, co w państwie o tak fatalnej sytuacji demograficznej jak Polska, powinno być działaniem normalnym, wynikającym z dalekosiężnego myślenia i przewidywania skutków z kilkunastoletnim wyprzedzeniem. Nie potrzeba być specjalistą w ekonomii ani demografii, żeby zdać sobie sprawę ze skutków katastrofy demograficznej. Wiadomo, że ZUS to bankrut. Wiadomo, że emerytury mojego pokolenia będą głodowe (mam 57 lat). Według danych Międzynarodowego Funduszu Walutowego, przez katastrofę demograficzną Polska nigdy nie dorówna w rozwoju rozwiniętym krajom Zachodu. To, co moglibyśmy wydać na doścignięcie tych krajów, trzeba będzie wydać na emerytury.

Według raportu tej organizacji nie zmieni tego napływ imigrantów. Jednym ze środków, który mógłby zapobiec tym katastrofalnym zjawiskom jest wydłużenie czasu aktywności zawodowej, czyli późniejsze przechodzenie na emeryturę. To są twarde i bolesne fakty, które odpowiedzialni politycy powinni cały czas uświadamiać społeczeństwu, zwłaszcza jeśli to społeczeństwo nie chce nie tylko tego zrozumieć, ale nawet przyjąć do wiadomości. Z taką sytuacją mamy do czynienia w Polsce. Jedną z miar wielkości polityka jest odwaga mówienia narodowi prawdy, a co za tym idzie mówienia rzeczy niepopularnych. W Polsce mamy wyjątkowo złą sytuację, w której rozlewająca się głupota polityczna w społeczeństwie, generuje coraz większą głupotę polityków. Nie widać nigdzie refleksji, że z tego błędnego koła socjalnej demagogii nie będzie ucieczki.

Ta wszechogarniająca głupota przeraża i przygnębia. Mój pesymizm jest tym większy, że sam nie mam pojęcia, jak skutecznie się temu przeciwstawić. Oglądałem fragment spotkania Stanisława Michalkiewicza, na którym usiłował on tłumaczyć sympatykom PiS-u konsekwencje zapłacenia Żydom kwot, których się domagają za mienie utracone w czasie drugiej wojny światowej. To było coś strasznego! Do tych zakutych łbów nie docierały żadne najoczywistsze argumenty. Uważali, że trzeba zapłacić, bo nie ma wyjścia i już! Obawiam się, że podobnie jest z argumentami na temat granicy wieku emerytalnego. Nasza katastrofa będzie tym większa, że grozi zbieg kilku negatywnych czynników, których symptomy już widać. Żaden z tych problemów nie jest nawet drugorzędnym tematem debat politycznych. A przecież skutki takiej głupoty już odczuwamy. Przez wieloletnie zaniedbania w strategicznym rozwiązywaniu problemów energetyki, mamy teraz lawinowo rosnące ceny energii.

Pamiętam gdy podczas którejś kampanii wyborczej na prezydenta Stalowej Woli, na spotkaniu z wyborcami jednego z osiedli, powiedziałem, że przed miastem stoją strategiczne inwestycje i nie mogę obiecać spełnienia ich oczekiwań. Zaległa cisza, powiedziałbym nieżyczliwa dla mnie cisza. Spotkanie skończyło się i gdy wychodziłem z sali jeden z zebranych złapał mnie za rękę i błagalnym głosem krzyknął: „niech nam pan coś obieca!” No cóż, nie tylko na swoim przykładzie mogę udowodnić, że mówienie prawdy w polskiej polityce nie służy utrzymani czy zdobyciu władzy, ale druga strona tej monety ma napis, że kłamstwo i głupota prowadzą raczej wcześniej niż później do katastrofy.

Andrzej Szlęzak

Dzial: