Konferencja pokojowa w Paryżu 1919 r.

versailles.jpg
Delegacja Polska na konferencję pokojową została zorganizowana przez Komitet Narodowy Polski w chwili, gdy Komitet otrzymał zaproszenie do wyznaczenia swych przedstawicieli na konferencję (16 I 1919 r.). Mianowano wówczas delegatem R. Dmowskiego i utworzono sekretariat delegacji. Później uzupełniono i zreorganizowano Delegację po porozumieniu z rządem warszawskim i po przybyciu do Paryża Biura Prac Kongresowych i Delegacji Ekonomicznej.

Na początku byli delegatami R. Dmowski i I.J. Paderewski, a ich zastępcą - dr Kazimierz Dłuski. Później zaś byli mianowani delegatami: Władysław Grabski (1 IV 1919 r.), Stanisław Patek (6 XII 1919 r.), Maurycy hr. Zamoyski i Eustachy ks. Sapieha (20 II 1920), wreszcie Erazm Piltz. W najważniejszym okresie prac konferencji, to znaczy do podpisania Traktatu Wersalskiego (28 VI 1919 r.) byli delegatami – R. Dmowski, I.J. Paderewski i Wł. Grabski. W czasie, gdy komisja konferencji zajmowała się wykreśleniem granicy polsko-niemieckiej, był w Paryżu tylko Dmowski. Komisja zaproponowała granicę zgodną z żądaniami polskimi. Dopiero 19 marca na posiedzeniu Rady Najwyższej konferencji zaatakował [David] Lloyd George tę granicę i od tego dnia zaczynają się usiłowania, by zmienić decyzje na korzyść Niemców. Na początku kwietnia przyjechał do Paryża Paderewski i we dwóch z Dmowskim bronili osiągniętych przed 19 marca zdobyczy aż do dnia podpisania traktatu w Wersalu (28 VI). Po tym, gdy Paderewski wyjechał, a Dmowski zachorował (listopad 1919), występowali w sprawie Galicji Wschodniej i Śląska Cieszyńskiego Wł. Grabski i St. Patek.

Program terytorialny dał Delegacji R. Dmowski przy współudziale członków Komitetu Narodowego Polskiego w sprawie granicy polsko-niemieckiej przy współudziale M. Seydy). Program ten był konsekwencją całej pracy myśli dokonanej przez trzech inicjatorów ruchu demokratyczno-narodowegch Popławskiego, Balickiego i Dmowskiego. Obrońcą tego programy był w Paryżu R. Dmowski. Miał zaś koło siebie wówczas szereg działaczy demokratyczno-narodowego, jak wspomniany już M. Seyda (kierownik wydziału prasowego Delegacji), J. Rozwadowski (kierownik wydziału propagandy), J. Bartoszewicz (kierownik wydziału politycznego), R. Rybarski (kierownik wydziału ekonomicznego), St. Kozicki (sekretarz generalny Delegacji), J. Czekanowski, B. Winiarski, Z. L. Zaleski, G. Szura i inni. Byli to wszystko członkowie Ligi Narodowej, która też widziała w Traktacie Wersalskim wynik swoich trzydziestoletnich prac i wysiłków.

Niewątpliwie wielkie zasługi posiada I. J. Paderewski jako działacz polityczny w czasie wojny i konferencji. Swoimi talentami politycznymi, umiłowaniem Polski i stosunkami osobistymi z najwybitniejszymi politykami Koalicji (przede wszystkim z Wilsonem) oddał on sprawie polskiej wielkie zasługi. Jego wystąpienia publiczne wówczas tylko nie stały na wysokości, gdy trzeba się było stanowczo i ostro przeciwstawić żądaniom lub postanowieniom osobistości decydujących na konferencji, na przykład w sprawie narzucenia Polsce rozejmu z Ukraińcami lub w sprawie traktatu o mniejszościach, miał natomiast piękne momenty, gdy trzeba było bronić Górnego Śląska lub Gdańska. Sprawy finansowe i gospodarcze były całkowicie w rękach Wł. Grabskiego, który je prowadził ze znajomością rzeczy i całkowitym oddaniem się pracy.

Program terytorialny Delegacji

Program terytorialny Delegacji Polskiej był przygotowany przez Komitet Narodowy Polski. Przedstawiliśmy już na właściwym miejscu, jak program ten dojrzewał i jak znalazł wyraz w kolejnych pracach Dmowskiego; w memoriale złożonym Balfourowi (III 1917), w rozprawie „Problems of Central and Eastern Europe” (VII 1917), wreszcie w memoriale złożonym prezydentowi Wilsonowi (8 X 1918) oraz w mapie przez Dmowskiego opracowanej.

Program terytorialny Dmowskiego, bo tak można nazwać projekt wysunięty przez Delegację Polską, nie był programem koniunkturalnym. Liczył się Dmowski oczywiście z warunkami zewnętrznymi i ze stanowiskiem tych, co o granicach państwa polskiego umieli decydować, lecz podstawy, na których swój program oparł były wynikiem głębokiego i długiego przemyślenia zarówno dziejów Polski, jak układu i rozwoju stosunków w Europie. Dwie postawił zasady: 1/ między Niemcami a Rosją, na pozbawionym granic naturalnych na wschodzie i zachodzie obszarze, może istnieć i utrzymać swą niezależność tylko Polska, będąca państwem dużym i silnym. Polska mała, w granicach ściśle etnograficznych, musi paść łupem jednego z potężnych sąsiadów; 2/ państwo polskie jeśli ma być narzędziem polityki polskiej, jeśli ma spełniać swą rolę dziejową na obszarze Europy Środkowo-Wschodniej, musi być zwarte i posiadać dostateczną przewagę żywiołu czysto polskiego.

W myśl zasady pierwszej żądano włączenia do państwa polskiego Gdańska, Górnego Śląska, Lwowa i Wilna, w myśl zasady drugiej postanowiono się zrzec na wschodzie granic z roku 1772 i zrezygnować na rzecz Rosji z części kresów dawnej Rzeczpospolitej. Obliczono, że na tak zakreślonym terytorium państwa żywioł polski będzie wynosił 70%, co da ostateczną gwarancję jego przewagi w życiu państwowym.

Uzasadnienie tak pojętego obszaru państwa polskiego daliśmy już przy omawianiu memoriałów Dmowskiego, tu więc ograniczymy się do podania treści rewindykacji polskich, przedstawionych w notach złożonych Konferencji w dniach 28 lutego (granica zachodnia) i 3 marca (granica wschodnia).
W nocie pierwszej żądano: 1) z dawnego zaboru austriackiego – Galicji, części komitatów węgierskich Spiskiego, Orawskiego i Trenczyńskiego, zamieszkanych przez ludność polską, oraz ks. Cieszyńskiego, z wyjątkiem powiatu Frydeckiego. Z dawnego zaboru pruskiego: regencji Opolskiej Śląska, z wyjątkiem powiatu Niskiego, Grodkowskiego, Niemodlińskiego i Nowomiejskiego, żądano dalej pow. Namysłowskiego i Sycowskiego, oraz części pow. Milickiego regencji Wrocławskiej, całego Poznańskiego, Prus Zachodnich, prócz zachodniej części powiatów Wałeckiego i Człuchowskiego, dalej wschodniego krańca Pomorza (zachodniego), a mianowicie pow. Lęborskiego i Bytowskiego, oraz części pow. Słupskiego. Granica polsko-niemiecka przechodziłaby na wschód od miasta Wałcz, na zachód od miasta Złotów i Człuchów, na wschód od Słupska i dalej aż do wybrzeża Bałtyku, wreszcie wybrzeżem morskim aż do Brunsbergi [Braniewa] i obejmowałaby całą Warmię i południowy, mazurski pas Prus Wschodnich (reg. Olsztyńska, powiat Olecki reg. Gąbińskiej). Co do reszty Prus Wschodnich, to nota Delegacji z dnia 28 lutego tak powiada: „Część północno-wschodnia tej prowincji, położona nad ujściem Niemna i zamieszkana przez ludność litewską, powinna być wcielona do Litwy i wraz z Litwą połączyć się z państwem polskim. Reszta Prus Wschodnich, stanowiących kraj niemiecki z głównym miastem Królewcem (powierzchnia 19 000 km kw., ludność 1 070 000) może istnieć niezależnie, jako republika pod protektoratem Ligi Narodów”.

W nocie z dnia 3 marca (granica wschodnia) żądano ziem położonych na zachód od linii, określonej w sposób następujący: „... poczynając od Bałtyku na wschód od Libawy, granica idzie z linią wybrzeża ku północy przez Kłajpedę i Połągę ... Od wybrzeża na północ od Libawy granica postępuje na wschodzie linią historycznej granicy 1772 r. pomiędzy Polską a Kurlandią. Dochodzi w ten sposób do powiatu Iłłuksztańskiego w Kurlandii ...Tutaj granica idzie brzegiem powiatu Iłłuksztańskiego do rzeki Dźwiny i przechodzi na jej prawy brzeg (gub. Witebska), ażeby postępować ku wschodowi równolegle do rzeki, a w odległości około 30 kilometrów do granic pow. Drysieńskiego, włączając tenże wraz z powiatem Połockim. Dalej przechodzi ona na północo-zachód od Horodka, powraca na lewy brzeg Dźwiny około 30 kilometrów na zachód od Witebska i idzie ku południowi, przechodząc na zachód od Sienn do punktu, w którym spotyka granicę między gubernią Mińską i Mohylowską, postępując z tą linią graniczną ku południowi aż do Berezyny w miejscu, gdzie ona dotyka granicy północnej powiatu Rzeczyckiego, następnie przekraczając Berezynę, idzie w kierunku południowo-zachodnim do Prypeci na wschód od Mozyrza. Stamtąd, przekraczając Prypeć, granica idzie linią podziału pomiędzy powiatami Mozyrskim i Rzeczyckim, poczem, postępując ciągle w kierunku południowo-zachodnim, przechodzi na zachód od miasta Owrucza i Zawiahla na Wołyniu i dochodzi aż do punktu, gdzie spotykają się granice powiatów Zasławskiego, Ostrogskiego i Zwiahelskiego. Następnie kierując się na południe, linia pograniczna postępuje granicą wschodnią powiatów Zasławskiego i Staro-Konstantynowskiego aż do punktu, gdzie spotyka granice powiatów Latyczowskiego i Płoskirowskiego na Podolu; stamtąd ciągle w kierunku południowym dosięga ona koło Zińkowa rzekę Uszycę i idzie jej brzegiem do Dniestru, który stanowi w tym miejscu południową granicę pomiędzy Polską i Rumunią”.

Ażeby właściwie ocenić program terytorialny Delegacji przedstawiony w powyżej wspomnianych dwóch notach, trzeba pamiętać o tym, że doświadczenia zdobyte w czasie wojny wykazały, iż państwa zwycięskie wezmą za główną podstawę przy wykreślaniu granic państw w Europie zasadę etnograficzną. Musiała się z tym liczyć Delegacja polska i zredukować w niektórych punktach swe rewindykacje, zwłaszcza na wschodzie, zarówno co do linii granicznej, jak i co do przyszłego losu północnej części Prus Wschodnich.
Co się tyczy obszaru Litwy etnograficznej, to wysunęła Delegacja postulat następujący: „...obszar języka litewskiego: gub. Kowieńska, część gub. Wileńskiej na północo-zachód od linii Troki, Święciany, Jeziorosy, części gub. Suwalskiej (Królestwo Kongresowe) na północ od Sejn, wreszcie część Prus Wschodnich, obejmująca dolny bieg ujścia Niemna, powinien być zorganizowany jako odrębny kraj w granicach państwa polskiego i powinien otrzymać specjalny ustrój oparty na prawach narodowości litewskiej”.

Ideologia i polityka państw zwycięskich

Ideologia, która była podstawą traktatów pokojowych zwartych w Paryżu i jego okolicach w 1919 r., wyrobiła się i utrwaliła już w czasie wojny. Państwa walczące z Niemcami uważały się za obrońców demokracji w życiu wewnętrznym narodów i za przeciwników wszelkiego imperializmu w życiu międzynarodowym. Wojna przez nie prowadzona była uważana za „wojnę wojnie”, za wojnę ostatnią. Sformułował tę ideologię najdokładniej i najjaskrawiej prezydent Wilson, on też był arbitrem ideologicznym w czasie konferencji paryskiej. Z zasad powyższych wynikało, iż pokój ma uwolnić ludzkość od zmory wojennej, że ma dać wszystkim narodom - wielkim i małym - wolność i zjednoczenie na własnym terytorium, że ma rozgraniczyć narody według zasad etnograficznych. Stąd wypływał fakt, że przy wykreślaniu granic między państwami starymi i nowymi w Europie odsuwano na plan dalszy względy geograficzne, historyczne, gospodarcze i strategiczne, a całą uwagę skupiono na etnografii.

Mimo ustalenia się powyższej wskazanej ideologii, mimo to, że stały za nią jeśli nie najwybitniejsze, to najbardziej wpływowe osobistości na Konferencji, ujawniły się stare dążenia narodów europejskich do obrony swych interesów. Świat realny nie odpowiadał światowi idealnemu, jaki w swej wyobraźni widzieli Wilson i jego czciciele, czy też inspiratorzy. Interesy realne kazały Anglii dbać o zniszczenie potęgi morskiej Niemiec, o utrzymanie panowania na drogach morskich, o przywrócenie równowagi sił na kontynencie europejskim, o utrzymaniu spoistości Imperium Brytyjskiego i o panowanie w krajach, jak Indie i Egipt, które były podstawą bogactwa narodu angielskiego.

Interesy te kazały Francji dążyć do osłabienia Niemiec, do osiągnięcia granicy wojskowej na Renie, do stworzenie na wschodzie Europy państw mających razem z Francją stanowić przeciwwagę sile politycznej i wojskowej Niemiec, kazały Włochom pożądać Trydentu i ziem po drugiej stronie Adriatyku, oraz zabezpieczenia swej potęgi na Morzu Śródziemnym itd. Interesy realne kierowały polityką rodzących się lub odradzających w nowej postaci narodów Europy środkowo-wschodniej... Pogodzenie tych wszystkich, często tak sprzecznych ze sobą pragnień i dążeń różnych państw i narodów, mogło dochodzić do skutku tylko drogą kompromisów, pełne kompromisów są też wszystkie decyzje, jakie w roku 1919 powzięto w Paryżu.

Prezydent Wilson przyjechał do Paryża, ażeby doprowadzić do urzeczywistnienia swą najdroższą myśl o utworzeniu Ligi Narodów, mającej zabezpieczyć pokój świata. Napotkał na liczne opory i sprzeciwy ze strony tych, co nie wierzyli w możność urządzenia życia politycznego na nowych podstawach. Ażeby tedy zyskać poparcie dla swych planów, musiał robić liczne ustępstwa na rzecz realnych interesów państw i narodów. Skutki były fatalne dla układu przyszłych stosunków w świecie. Liga Narodów nie uratowała ludzkości od drugiej wojny światowej, a urządzenie Europy na podstawie zasad etnograficznych z pominięciem geografii, historii, polityki i strategii stało się przyczyną słabości państw zagrożonych przez Niemcy i dostarczyło im w roku 1939 aż nadto powodów do zburzenia pokoju (exemplum - Austria i Gdańsk).

Dla zrozumienia traktatów z 1919 r. trzeba wziąć pod uwagę organizację Konferencji i metodę jej pracy. Zostali zaproszeni do Paryża przedstawiciele 27 państw, odbyli też kilka ogólnych zebrań, lecz zebrania te miały charakter czysto dekoracyjny i nie wpłynęły nic a nic na wyniki Konferencji. Decydowały o wszystkim wielkie mocarstwa, które wygrały wojnę. Utworzono od razu Radę Najwyższą konferencji, złożoną z premierów i ministrów spraw zagranicznych wielkich mocarstw: Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Francji, Włoch, i Japonii i tam załatwiano wszystkie sprawy. Po kilku miesiącach zaczęły się odbywać zebrania premierów Anglii, Francji i Włoch u prezydenta Wilsona i na tych zebraniach zapadały ostateczne decyzje.

Przedstawiciele Japonii nie mieli żadnych interesów do załatwienia w Europie, interesowali się tylko sprawami Azji i Pacyfiku, głosowali zwykle w sprawach europejskich razem z Anglikami. Włosi pilnowali swoich spraw. Na skutek tego wysunęli się na czoło trzej ludzie – Wilson, Lloyd George i [Georges] Clemenceau. Oni urządzili Europę powojenną, oni decydowali o terytorium, granicach i losach odbudowanego państwa polskiego. Byli oni oczywiście przedstawicielami interesów państw, w których sprawowali rządy, lecz mieli też pobudki natury osobistej, wynikające z ich poglądów, charakterów i temperamentów.

Amerykanie byli na ogół do spraw naszych usposobieni przychylnie, nie mając w ich sądzeniu bezpośrednich interesów politycznych, stali na gruncie doktryny, którą wyznawali. A więc doktryna etnograficzna na przykład sprawiła, że byli tak uparci w sprawie zrobienia z Gdańska wolnego miasta, co – ich zdaniem – było najlepszym kompromisem między interesami ludności niemieckiej w Gdańsku a interesami gospodarczymi Polski, taż doktryna zdecydowała o ich stanowisku w sprawie Prus Wschodnich, lub też w sprawie uwzględnienia potrzeb strategicznych przy wykreślaniu granicy polsko-niemieckiej. Prezydent Wilson, co w dużym stopniu było zasługą Paderewskiego i Polaków amerykańskich, którzy rzucili swe głosy na niego przy wyborach, był dla Polski usposobiony przychylnie, bronił nawet Gdańska i Śląska, lecz uległ argumentom premiera angielskiego.

Rola Lloyd George'a na konferencji paryskiej zasługiwałaby na obszerne studium. Nie mamy tu na to miejsca, musimy się tylko ograniczyć do stwierdzenia, że był konsekwentnym obrońcą Niemiec na konferencji i równie konsekwentnym zwolennikiem ograniczenia odbudowanego państwa polskiego do jak najmniejszego obszaru. Jako niezawodny argument służyła mu przy tym zasada etnograficzna. Obiektywny obserwator tego, co się działo w Paryżu, członek delegacji Stanów Zjednoczonych i ekspert od spraw polskich, prof. Lord powiada: „... we wszystkich sprawach, jakie wpłynęły na porządek dzienny, stanowisko Anglii było mniej przychylne dla Polski niż jakiegokolwiek innego mocarstwa”. Stanowisko Lloyda George'a wobec Polski wynikało tylko w części z interesów angielskich, które nakazywały jej przedstawicielom brać pod uwagę sprawę nowej powojennej równowagi na kontynencie europejskim, przy czym musieli pamiętać o tym, że Polska znajduje się w orbicie polityki francuskiej, co może silnej wojskowo Francji dać hegemonię w Europie.

Na postępowanie Lloyda George'a wpłynęły tu czynniki natury osobistej: jego radykalizm i liberalizm, które w Anglii wówczas szły zawsze w parze z sympatiami dla Niemców, oraz wpływy jakie mieli na niego przedstawiciele interesów żydowskich (w ówczesnym gabinecie angielskim zasiadało trzech Żydów – [Edwin] Montagu, lord Reading [Issaks] i Alfred Mond, ten ostatni był przyjacielem Lloyda George’a). Tak czy inaczej miała Polska w roku 1919 właśnie zdecydowanego przeciwnika w osobie Lloyda George’a, jemu zawdzięczamy - jak to zobaczymy później - wszystkie prawie niepowodzenia na konferencji.

Konsekwentnie i bez zastrzeżeń popierali nas Francuzi ze swym dzielnym i zasłużonym premierem na czele – Jerzym Clemenceau. Z jednym tylko wyjątkiem – w sprawie podziału Śląska Cieszyńskiego, bo w tym wypadku stali po stronie Czechów.

Przedstawienie stanowiska w sprawie polskiej różnych państw, biorących udział w konferencji pokojowej, nie wyczerpuje wyliczenia tych czynników, które oddziałały na wyniki postanowień, dotyczących przyszłego państwa polskiego. Musimy pominąć politykę wolnomularstwa w stosunku do Polski, bo nie posiadamy do jej przedstawienia dostatecznych i dość ścisłych danych. Możemy natomiast z całą pewnością stwierdzić, że niemały wpływ na losy sprawy polskiej na konferencji paryskiej wywarła polityka żydowska. Możemy uznać za pewnik, że Żydzi aczkolwiek nie mają własnego państwa, posiadają wielkie poczucie i zrozumienie swych interesów narodowych i że prowadzą własną politykę na terenie międzynarodowym. Wiemy zaś już zupełnie pozytywnie, że w roku 1919 była w Paryżu obok delegacji mocarstw delegacja żydowska, która przedstawiała interesy żydostwa światowego.

O jej pracach i polityce informuje nas sprawozdanie jej uczestników, reprezentujących Żydów angielskich. Na początku stycznia 1919 r. przyjechały do Paryża delegacje żydowskie z różnych krajów i utworzyły wspólną delegację z biurem i całym aparatem urzędowym. W końcu marca przybyli delegaci z Ameryki. Najwybitniejszymi osobistościami byli: Lucien Wolf z Londynu, Louis Marschall, Cyrus Adler ze Stanów Zjednoczonych, prof. [Giuseppe] Colombo z Rzymu i Nahum Sokołów, prezes egzekutywy syjonistycznej. Dziełem jawnym delegacji żydowskiej były traktaty o mniejszościach, które kazano podpisać delegatom państw Europy środkowo-wschodniej, dziełem poufnym był niewątpliwie wpływ na przebieg spraw polskich. Jest rzeczą jasną, że Żydzi musieli się żywo interesować tymi sprawami, wszak na ziemiach polskich było największe skupienie Żydów, i to ludu żydowskiego, który był podstawą istnienia i trwania społeczności żydowskiej. Żydzi na początku wojny stali po stronie państw centralnych, bo najważniejszą dla nich rzeczą było obalenie w Rosji caratu, który podtrzymywał ograniczenia prawne Żydów.

Po rewolucji marcowej w 1917 r. w Rosji przeszli na stronę Koalicji, wydostawszy przy tej okazji deklarację angielską co do Palestyny. Po skończonej wojnie pracowali nad tym, by Niemcy nie zostały zbyt pokrzywdzone w traktatach. A dalej nie mogli sobie Żydzi życzyć, by Polska powstała jako rozległe i silne państwo, rządzone przez ludzi tego typu co ci, co ją reprezentowali w 1919 r. w Paryżu. Na tym opieramy przeświadczenie, iż antypolska polityka Lloyd George'a była działaniem pod wpływem żydowskim. Przekonywa nas w tym to jeszcze, że w czasie wojny w Londynie i w ciągu pierwszych miesięcy konferencji, gdy polityką zagraniczną Anglii kierował A. Balfour, przedstawiciele Polski spotykali się z wielką życzliwością i poparciem. Dopiero, gdy zjechał na stałe do Paryża Lloyd George i decyzje zaczęły zapadać na zebraniach „Wielkiej Czwórki”, wszystko uległo radykalnej zmianie.

Przy wydawaniu sądu o postanowieniach ludzi kierujących sprawami na Konferencji Paryskiej trzeba stale mieć na uwadze, że obok z góry powziętych mniemań lub osobistych właściwości i uprzedzeń, odegrał dużą rolę fakt, że Wilson, Lloyd George i Clemenceau wyrośli w walkach na terenie polityki wewnętrznej swych państw i w dziedzinie polityki zagranicznej nie posiadali ani dostatecznej wiedzy, ani dostatecznego doświadczenia. Pamiętam opinię wypowiedzianą przez wybitnego dziennikarza amerykańskiego na samym początku Konferencji: „Jak Pan chcesz, żeby ci ludzi dobrze myśleli o urządzeniu politycznym świata, skoro umysł jednego jest zaprzątnięty przede wszystkim tym, co powiedzą republikanie w Stanach Zjednoczonych, drugi myśli o tym, co zamierza Asquith i Labour Party, trzeci zajęty jest Giolittim, a czwarty siedzi w gmachu na Quai d’Orsay, który sąsiaduje bezpośrednio z Izbą Deputowanych”.

Narody Europy środkowo-wschodniej miały polityków większej miary. Cóż kiedy byli oni skazania na rolę obrońców tylko przed trybunałem „Wielkiej Czwórki”, który wydawał wyroki bezapelacyjne.

Stanisław Kozicki

Jest to fragment nigdy nie publikowanego opracowania pt. „Pół wieku polityki demokratyczno-narodowej (1887-1939)”, przechowywanej w Zakładzie Narodowym im. Ossolińskich. Całość ukaże się wczesną jesienią nakładem Ośrodka Myśli Politycznej w Krakowie przy wsparciu Fundacji Narodowej im. Romana Dmowskiego.
Myśl Polska, nr 27-28 (30.06-7.07.2019)

Dzial: