Tradycja godna odrodzenia

ludoowy 2.jpg
Pogłębiający się upadek poziomu edukacji szkolnej i akademickiej powinien wywoływać głęboki niepokój naszego społeczeństwa. W ostatnich miesiącach przeprowadza się pospieszne reformy struktury uniwersytetów, a zwłaszcza Warszawskiego, który ma być wzorem do naśladowania dla pozostałych uczelni publicznych i niepublicznych.

Zatrważająca jest bierność środowiska akademickiego, a tym samym milcząca zgoda na niszczenie resztek sposobu funkcjonowania uniwersytetów, utrwalonego mocą tradycji od czasu odzyskania przez Polskę niepodległości w 1918 roku. Zamiast zająć się podnoszeniem poziomu nauczania – pieniądze i uwaga ukierunkowane są na naśladowanie sposobu nauczania w obcych krajach, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych, mimo że europejska kultura jest znacznie starsza.

Zdaję sobie sprawę ze znaczenia, które pełniły Uniwersytety Ludowe w szerzeniu oświaty i kultury na wsi, a także w wytwarzaniu postaw prospołecznych. Wyraźnie zaznaczyła się ta rola w okresie Polski Niepodległej. Obecnie, niestety, maleje grupa osób skłonnych działać bezinteresownie, kierujących się misją, poczuciem powinności, obowiązku wobec nieznanych sobie osób. Takie postawy wyznaczane przez ideały określam mianem indywidualizmu społecznego. Propagowały je Uniwersytety Ludowe, które podnosiły nie tylko wiedzę swoich słuchaczy, ale także inspirowały ich do pracy nad własnym charakterem. Przyczyniały się do kształtowania uczuć, wyobraźni, wrażliwości na wyższym poziomie. Powszechna edukacja zinstytucjonalizowana, której wszyscy podlegamy, nie stawia sobie takich celów mimo, że o wartości człowieka decyduje przede wszystkim wysoki poziom rozwoju uczuć.

Na przykład pomysł, by tytuł profesora uniwersytetu nie musiał wiązać się – jako skutek – z habilitacją, obniży rangę do niedawna szanowanego grona profesorów. Nie będzie też inspiracją dla wzmożonych dociekań naukowych. A podporządkowanie badań naukowych potrzebom rynku, zgodne z zaleceniami Unii Europejskiej, do reszty przypieczętowuje odebranie wartości człowieczeństwu. Neoliberalizm ekonomiczny sprowadza każdego z nas do rzeczy, czyli kapitału ludzkiego lub zasobu ludzkiego.

Wydarzeniem naukowym, a także społecznym i patriotycznym jest na tym tle książka Iwony Błaszczak „Działalność oświatowa Feliksa Popławskiego współtwórcy Polskich Uniwersytetów Ludowych”. Jej promocja miała miejsce w SGGW, w ostatnich dniach maja. Praca ta rejestruje nie tylko wydarzenia istotne dla kultury naszego narodu, ale także stanowi drogowskaz. Nie ma wątpliwości bowiem, że można i należy kontynuować opisane w niej cenne tradycje. Zostały one częściowo ograniczone w czasach PRL i zredukowane niemal całkowicie po 1989 roku. Z przybliżonych przez Iwonę Błaszczak poglądów i działań Feliksa Popławskiego wynika zarys drogi, która byłaby zdolna doprowadzić do odrodzenia duchowego naszego społeczeństwa. Okres dwudziestolecia międzywojennego, czyli czasy Polski Niepodległej, są niewykorzystanym wciąż źródłem inspiracji dla nas żyjących w XXI wieku.

Pragnę – z pozoru jedynie nie temat – przypomnieć poglądy papieża Jana XXIII, który w encyklikach stwierdził, że nie tylko gloryfikowana dziś własność, prywatna, ale także własność państwowa oraz własność spółdzielcza są zgodne z prawem naturalnym, które pełni istotną rolę w nauczaniu Kościoła Rzymskokatolickiego. Przytaczam ten pogląd, ponieważ zlikwidowana własność spółdzielcza w epoce neoliberalizmu ekonomicznego – w którym się znaleźliśmy – wiąże się z koncepcją uniwersytetów ludowych. Twórcy tej instytucji byli z reguły orędownikami własności spółdzielczej. Ona bowiem wzmaga współpracę między jednostkami i poczucie braterstwa, a także przyczynia się do rozwoju duchowego człowieka, bowiem zysk materialny nie jest nadrzędnym celem własności spółdzielczej.

Część neotomistów stoi na stanowisku, że należy skorygować pogląd św. Tomasza z Akwinu i uznać, że z prawa naturalnego przysługuje prawo do korzystania z dóbr materialnych każdemu człowiekowi, bowiem nie jesteśmy samowystarczalni. Wszelkie zaś formy posiadania na własność, czyli rozporządzania dobrami, muszą być uznane za uzależnione od prawa do wspólnego korzystania. Ono nikogo nie wyklucza. Każda forma korzystania z dóbr, a więc własność państwowa, spółdzielcza, prywatna jest dopuszczalna pod warunkiem, że nie narusza prawa ogółu. Neotomista J. Messner pisze, że błędem jest mniemanie o nietykalności własności prywatnej. Każda forma własności podlega ogólnemu pożytkowi, któremu może służyć także własność prywatna, aczkolwiek nie tylko ona. Rozmaite warunki społeczne i polityczne prowadzą do różnych form własności. Prawo własności prywatnej, to tylko jeden z możliwych sposobów regulowania stosunków ludzkich.

Książka napisana przez Iwonę Błaszczak jest przejawem przezwyciężenia znamionującego nas mogilnictwa. Otóż nie umiemy cenić wielkich dokonań naszych rodaków. O wielu wybitnych twórcach dopiero po śmierci można usłyszeć słowa uznania. Pośmiertne rehabilitacje i ordery nie są zdarzeniami rzadkimi. Wielu naszych wybitnych rodaków umierało w zapomnieniu i opuszczeniu. Dziś ich nazwiska wypowiada się z szacunkiem. Lista byłaby zbyt długa, ażeby ją tu przywoływać.

Feliks Popławski, którego życie i działalność zgłębiła i przybliżyła dr Błaszczak, wcielał w życie ideały zgodne z wartościami kultury ludowej i narodowej. Żył w latach 1899-1989 a więc w różnych epokach i odgrywał w nich znaczącą rolę. Działalności społecznej poświęcił się bez reszty. Pojmował ją jako działalność twórczą. Uważał, że działacz społeczny powinien być wrażliwy na różnorodne problemy dotykające człowieka oraz wyrażać niezgodę na zastój i bezczynność.

Działalność F. Popławskiego koncentrowała się na Uniwersytetach Ludowych. Czas Polski Niepodległej, to okres rozkwitu tych Uniwersytetów. Miały one wszechstronnie i dogłębnie – jak pisał Popławski – rozbudzać drzemiące w jednostkach siły, impulsy, burzyć bezrefleksyjne naśladownictwo i pomagać w zbudowaniu własnego poglądu na świat i życie. Ta droga wysiłku psychicznego prowadziła zarazem do budowania równowagi wewnętrznej na wyższym poziomie. Utylitaryzm dydaktyczny, dziś ceniony – Feliks Popławski całkowicie odrzucał. Szerzył, co podkreśla Iwona Błaszczak, wychowanie partnerskie w Uniwersytetach Ludowych. Przeciwny był wychowaniu autorytatywnemu w stosunku do dorosłych osób studiujących w tych Uniwersytetach.

Bardzo wyraźnie w jego pismach jest sprecyzowana różnica między edukacją zinstytucjonalizowaną a szczególną jej odmianą, przeniesioną po 1918 roku z Danii, a mianowicie Uniwersytetami Ludowymi. Celem ich było przede wszystkim rozbudzenie życia duchowego uczestników, rozbudowanie poglądu na świat i uspołecznienie. Nie chodziło o przekazywanie usystematyzowanej szczegółowiej wiedzy, jak czynią to szkoły i wyższe uczelnie. Co więcej, miały budzić potrzebę dalszej pracy nad sobą w drodze indywidualnego wysiłku, bądź zbiorowego samokształcenia.

Znaczenie omawianej tu książki polega nie tylko na przełamaniu mogilnictwa, ale także na sformułowaniu wskazań dotyczących przyszłości. Pisze się bowiem u nas wiele o tzw. społeczeństwie obywatelskim, ale brakuje zachęty do działań na rzecz społecznego i kulturowego rozwoju wsi, jak słusznie zauważa Autorka. Dodam, że brakuje także Uniwersytetów Robotniczych, które by skupiały rozproszoną dziś grupę pracowników fizycznych i przyczyniały się do wzrostu ich samowiedzy.

Warto podkreślić, że Uniwersytety Ludowe w teorii i praktyce działań Feliksa Popławskiego nie tylko były sposobem przekazywania wiedzy. Wykłady w nich pobudzały emocjonalnie. Pogłębiało to życie osobiste, jak również wspólnotę tam wytwarzającą się oraz skłaniało ku działaniom społecznym. Wykłady miały wywoływać duchowe poruszenie. Działo się to za sprawą żywego słowa wykładowcy. Warto to dziś przypominać, bowiem promowane są obecnie wykłady za pomocą środków audiowizualnych. Rola wykładowcy staje się zredukowana do odczytywania tego, co jest wyświetlane.

Cenne i warte odrodzenia jest wskazanie Feliksa Popławskiego, by w Uniwersytetach Ludowych przekazywać nie tylko treści poznawcze, ale także etyczne, estetyczne, emocjonalne. Idzie o nie obojętny stosunek wykładowcy do przekazywanych problemów. Słuszny jest pogląd F. Popławskiego, że zaangażowanie osobiste w przybliżaną tematykę angażuje uwagę słuchaczy. Pragnął, by wykładać w sposób żarliwy, a więc, by nie słuchać obojętnie. To wskazanie powinno się moim zdaniem odnosić także do nauczania zinstytucjonalizowanego. Posługiwanie się żywym słowem w sposób umiejętny wpływa także na rozwój wyobraźni.

Między innymi, Feliks Popławski był inicjatorem powołania do życia miesięcznika „Oświata Pozaszkolna”. Pragnął, by nastąpił bliski kontakt pracowników oświatowych ze sobą. Pismo ukazało się w 1934 roku. Okres międzywojenny tworzył klimat sprzyjający realizacji ideałów formułowanych przez F. Popławskiego. Powstawały samorządowe instytucje i ruchy oświatowe. Rozwój świadomości i utrwalania tożsamości narodowej był niezmiernie wysoko ceniony. Odzyskanie niepodległości wymagało budzenia świadomości narodowej, a w tym rozumienia potrzeb narodu i państwa. Ten cel jest nadal aktualny w związku z obecnością Polski w Unii Europejskiej i tendencją części polityków, by uznawać cele globalne za nadrzędne w stosunku do narodowych.

Żądanie podporządkowania nauczania potrzebom rynku – dziś głoszone – wymaga przezwyciężenia, w czym istotną rolę pełni również książka dr Iwony Błaszczak.

prof. Maria Szyszkowska
Myśl Polska, nr 25-26 (16-23.06.2019)