Rozmowy małżeńskie Wielomskich: Léon Degrelle

wielomscy 1_23.jpg
Adam Wielomski: Kilka dni temu wybuchł kolejny skandal w którym, w roli głównej, wystąpił hitlerowski kolaborant i pułkownik Waffen SS Léon Degrelle. Tym razem pochwałę tego niemieckiego kolaboranta znaleźć można było na FB lubelskiej brygady ONR. Prawdę mówiąc, to czytając o tym wydarzeniu po prostu zrobiło mi się przykro.

Jeśli potomkowie tradycji endeckiej, nawet jeśli jest to jej odłam narodowo-radykalny, przyznają się do dziedzictwa pułkownika Waffen SS, to jest to obrzydliwe. Jest coś nieludzko obrzydliwego w sytuacji, gdy potomkowie polskich narodowców zachwycają się symbolem kolaboranta z III Rzeszą. Jak wy możecie stanąć potem nad grobami waszych ideowych antenatów narodowo-radykalnych pomordowanych przez hitlerowców? Nad grobami Jana Mosdorfa na warszawskich Powązkach czy Wojciecha Kwasieborskiego w Palmirach? Jak możecie uważać się za katolików, czcząc osobnika ekskomunikowanego przez Kościół (1943) za pobicie, i to w kościele, katolickiego księdza, gdyż odmówił sakramentów dla ochotników z Waffen SS? Mosdorf został przez kumpli Degrelle’a zamęczony zaledwie kilka miesięcy po tej ekskomunice.

Należy także pamiętać, że Léon Degrelle nie zdradził ojczystej Belgii dopiero w czasie okupacji. Zdradził ją już wcześniej. Z zachowanych dokumentów w niemieckich archiwach wynika jednoznacznie, że zdrady dopuścił się już pod koniec lat trzydziestych przyjmując niemiecką pomoc finansową. Na mocy ugody, którą Léon Degrelle zawarł w Berlinie, III Rzesza dostarczała mu, za darmo, papier na którym drukował książki i czasopisma swój partii REX. W zamian belgijski polityk przystał na przeprowadzenie referendum w nadgranicznych miasteczkach belgijskich Eupen i Malmedy, zamieszkałych w większości przez mniejszość niemiecką, celem ich przyłączenia do Rzeszy.

I gdzie wy tu macie wasz degrelliański idealizm? Gotowość do poświęcenia się? Wielką Ideę? Léon Degrelle pomylił hierarchię lojalności: najpierw był nazistą, a dopiero potem katolikiem i Belgiem. Dlatego dla ideologii zerwał z Kościołem i zdradził Belgię. Ktoś taki nie jest i nie może być wzorem dla polskiego narodowca. Pozostaje tylko pytanie: komu służy kult takiego osobnika?

Magdalena Ziętek-Wielomska: To że nie służy to polskim narodowcom, czy szerzej – polskiemu narodowi – jest sprawą oczywistą. Nie mam wątpliwości, że pewne środowiska celowe są wpychane w ten kanał. Antykomunistami byli zarówno prymas Wyszyński, jak i Hitler – rzecz w tym, że antykomunizm antykomunizmowi nierówny! Nie ten największy polski mąż stanu drugiej połowy XX w. ma być wzorcem do naśladowania dla młodych polskich patriotów, tylko członkowie Waffen SS – literatura wspomnieniowa członków tej formacji zalewa polski rynek wydawniczy. Léon Degrelle jest jednym z wielu, aczkolwiek na polski odcinek akurat on się najbardziej nadaje, ze względu na jego szumnie deklarowany katolicyzm.

Zamiast antykomunizmu wynikającego z polskiej tradycji politycznej, młodzi narodowcy mają wyznawać ten made in Berlin albo made in Washington. Ma to służyć temu, żeby 1. podważyć legalność PRL, a tym samym polskich nabytków terytorialnych na zachodzie; 2. stworzyć kontrfaktyczny obraz polskiej tradycji narodowej jako sympatyzującej, albo wręcz kolaborującej z III Rzeszą – tutaj warto wspomnieć o apologizowaniu Brygady Świętokrzyskiej (vide „Kim są polscy narodowcy?”); 3. przerzucić na Polaków odpowiedzialność za zbrodnie III Rzeszy („polskie obozy koncentracyjne”), czym zainteresowany jest zarówno Berlin, jak i lobby żydowskie; 4. pchnąć młodych w kierunku narodowego radykalizmu, który politycznie jest kompletnie nieskuteczny, ale jest na rękę antypolskim dywersantom, którzy najbardziej boją się scenariusza realizowanego przez Dmowskiego, czyli docierania do klasy średniej – a jak wiadomo, klasa średnia zawsze i wszędzie jak ognia boi się radykalizmu. Léon Degrelle ma po prostu odstraszać zdroworozsądkowo myślących członków tej grupy, którym narodowcy mają się kojarzyć z nazistami.

Myśl Polska, nr 27-28 (30.06-7.07.2019)

Dzial: