Rusofobia w Polsce słabnie

rus 34.jpg
Polska na opinię kraju gdzie nieprzyjazny stosunek do Rosji jest szczególnie ugruntowany. To zjawisko, nazywane także rusofobią, ciąży nie tylko nad relacjami Polski z samą Rosja ale jest to także wykorzystywane przez inne kraje do manipulowania i wykorzystywania tego zjawiska dla własnych korzyści.

Jeśli Polska ma zablokowany jeden z ważnych kierunków politycznych to tym bardziej jej pozycja negocjacyjna w wszelkich innych sprawach, nie tylko dotyczących kwestii bezpieczeństwa, ale także gospodarczych, jest osłabiona i to jest bezwzględnie wykorzystywane. Niewątpliwie sekretarz Stanu USA Mike Pompeo nie pozwoliłby sobie na obcesowe stawianie, w obecności naszego szefa MSZ, żądań względem zaspokojenia roszczeń organizacji żydowskich, gdyby nie był przekonany, że Polska będzie skłonna spełnić wszelkie żądania by tylko otrzymać jakikolwiek pozór wzmocnienia swojego bezpieczeństwa, rzekomo zagrożonego przez Rosję.

Racjonalni politycy nie kierują się w swych kalkulacjach wyłącznie na przekonaniu, ale opierają się na badaniach socjologicznych, które wyrażają liczbowo stopień natężenia danego zjawiska. Także i nasz lęk przed Rosją jest mierzony i można obserwować jak ta tendencja zmienia się w ciągu lat. Takie badania, i to o zasięgu międzynarodowym, są prowadzone od lat przez amerykański ośrodek badawczy Pew Research Center.

Okazało się, że w Polsce stosunek do Rosji pogorszył się znacznie po wydarzeniach na Ukrainie w roku 2014. Przekaz głównych mediów w Polsce wskazywał wtedy Rosję jako agresora i winnego za wybuch walk w Doniecku. Do roku 2014 stosunek do Rosji w społeczeństwie Polski był w miarę stabilny i najlepiej przedstawiał się on w roku 2010, po katastrofie smoleńskiej, kiedy to 45 proc. Polaków miało pozytywny stosunek do Rosji, zaś 46 negatywny. Było to zapewne spowodowane tym, że w polskich mediach szeroko upubliczniano przejawy współczucia w Rosji wobec tej tragedii, jak też takimi gestami jak emisja, w głównym programie rosyjskiej telewizji, filmu "Katyń".

Niezadługo po tym sytuacja się zmieniła na skutek kampanii antyrosyjskiej rozpętanej przez ówczesną opozycję w Polsce, która wskazywała na zamach jako przyczynę tragedii i przypisywała, w sposób niedwuznaczny, winę Rosji. Zmiana jednak nie była zbyt duża i nie objęła więcej niż 10 proc badanych. W 2013 roku 54 proc. Polaków miało negatywny stosunek do Rosji, zaś 36 proc. pozytywny. Dopiero w roku 2014 po Majdanie i wydarzeniach na Ukrainie nastąpiła generalna zmiana i już 81 proc. negatywnie odnosiło się do Rosji, a tylko 12 proc. pozytywnie. Co najdziwniejsze, ten poziom negatywnego stosunku względem Rosji był wtedy w Polsce, jak też w wielu innych krajach, większy niż w samej Ukrainie, gdzie wynosił 60 proc.

Ten rok to było apogeum krytycznego postrzegania Rosji w Polsce i od tego czasu sytuacja zaczęła się powoli poprawiać. Według badania na wiosnę 2017 roku, 69 proc. mieszkańców Polski deklarowało negatywne emocje wobec Rosji, zaś pozytywne 21 proc. Z tym, że Polska nie była już krajem najbardziej negatywnie w Europie odnoszącym się do Rosji i została zdystansowana przez Szwecję i Niderlandy. Oznacza to, że wciągu trzech lat liczba osób pozytywnie postrzegających Rosję zwiększyła się prawie dwukrotnie.

Według tego samego badania, aż 65 proc, Polaków uważało Rosję za główne zagrożenie, co było najwięcej ze wszystkich badanych krajów. Badanie wykonane na wiosnę 2018 dało podobny wynik, z tym, że wskaźnik osób pozytywnie postrzegających Rosję wzrósł nieznacznie, do 22 proc. Za to Polska była jedynym krajem, gdzie Rosję wymieniano jako główne zagrożenie. W innych badanych krajach jako główne zagrożenie wymieniano najczęściej globalne zmiany klimatyczne (13 krajów), islamistyczne ugrupowanie znane jako ISIS (8), lub cyberataki z innych krajów (4), zaś rosyjską potęgę i wpływy, jako główne zagrożenie, wskazali tylko mieszkańcy Polski.

Będąc zapewne świadomym tej polskiej specyfiki, polegającej na lęku przed Rosją, Sekretarz Stanu Mike Pompeo i sztab jego doradców mógł dojść do przekonania, że można wzmocnić naciski na Polskę w sprawie żądań restytucji bezdziedzicznego mienia ofiar holokaustu, gdyż Polacy nie będą protestować mając na względzie to, że taka postawa może zaszkodzić ich relacjom z USA, które, z kolei, w ich wyobrażeniach, zabezpieczają Polskę od wyimaginowanego rosyjskiego zagrożenia.

Takie założenie było, być może, prawdziwe, ale tylko w odniesieniu do nielicznych środowisk, na przykład skupionych wokół Gazety Polskiej, gdzie faktycznie wskazywano, że nie można poruszać zagrożeń związanych z ustawą 447, gdyż to zagrozi sojuszowi z USA, a ten sojusz jest nam niezbędny z uwagi na rosyjskie zagrożenie.

Jednak wobec licznych kręgów opinii publicznej w Polsce to nie miało zastosowania i ostatecznie rząd, a nawet sam Jarosław Kaczyński, musieli zapewnić, że żadne roszczenia bezdziedziczne nie będą realizowane. Także i ambasada amerykańska, która poprzednio potwierdziła istotność nacisków Pompeo, tym razem zaczęła się wycofywać i bagatelizować ich znaczenie.

Zatem coś się zaczęło zmieniać i być może zainteresowani zdali sobie sprawę, że nie da się zbytnio grać na lęku Polaków przed Rosją i skłaniać ich przez to do działań przeciw rzeczywistym własnym interesom.
Centrum Pew Research nie opublikowało jeszcze wyników badania za rok 2019, ale są inne sondaże, dotyczące tej samej sprawy, które wskazują, że rzeczywiście w Polsce następują szybkie zmiany względem stosunku do Rosji.

Badania przeprowadzone przez European Council On Foreign Relations w kwietniu 2019 roku pokazują, że już tylko 15 proc. Polaków wskazało Rosję jako główne zagrożenie. Przy tak zmniejszającym się udziale tego składnika trudno budować na nim całą politykę zagraniczną i działania rządu, gdyż będzie się to spotykało z coraz mniejszym poparciem obywateli. Coraz mniej Polaków będzie skłonnych popierać rządzących z tego powodu, że sprowadza amerykańskie wojska by zapobiec rosyjskiemu zagrożeniu, a coraz więcej będzie sarkać, że to za dużo kosztuje, spowoduje rosyjskie przeciwdziałanie i nie jest konieczne.

Jest jeszcze jeden element istotny, którego powinniśmy być świadomi. We wszystkich badanych krajach, najbardziej pozytywny stosunek do Rosji mają ankietowani w wieku 19-29 lat. Ta różnica w stosunku do osób powyżej 50 roku życia jest duża i wynosi, w zależności od kraju, od 11 do nawet 37 proc. Także w Polsce jest to widoczne w badaniach i okazało się, że w grupie osób młodych sympatia do Rosji jest okazywana przez 35 proc. osób, gdy wśród starszych tylko przez 20 proc. Oznacza to, że rusofobia będzie się szybko zmniejszać, w miarę jak to młode pokolenie będzie zajmować kolejne pozycje w życiu państwa.

Na dodatek, większą sympatię w kierunku Rosji wykazują mężczyźni niż kobiety i tu różnica także jest istotna, i wynosi od 7 do 17 procent. Ponadto, we wszystkich badanych partiach prawicowych w Europie ilość osób wyrażających zaufanie do prezydenta Putina zdecydowanie przewyższała ilość tych, którzy zaufania do niego nie deklarowali.

Podobny stan sympatii względem Rosji i zaufania wobec Putina jest także wśród młodych wyborców opcji prawicowej w Polsce. Dlaczego zatem nie poszli oni głosować w ostatnich wyborach do europarlamentu? Ich zachowanie jest zrozumiałe. Nie znaleźli partii, która by prezentowała podobne poglądy. Co prawda, Konfederacja jakoś tak nieśmiało i w niektórych tylko wypowiedziach ich polityków, dawała do zrozumienia, że Rosji za wroga nie uważa, ale zaraz też zostali oni zaatakowani z tego powodu i od razu zaczęli zaprzeczać, jakoby Konfederacja miała zamiar współpracować z Rosją.

Co prawda po wyborach pan Korwin-Mikke aż przesadził w wyrażaniu sympatii do Rosji i Putina, ale było już po wyborach i była to już tylko taka musztarda po obiedzie. Tymczasem zaś prawda jest taka, i to pokazują badania, że wśród głównego elektoratu Konfederacji, czyli młodych mężczyzn o prawicowych poglądach, sympatie do Rosji przeważają. Czyli w tym względzie Korwin ma rację i wyraża poglądy swoich wyborców, których liczba będzie wzrastała. Nie da się dalej tego nie zauważać.

Stanisław Lewicki
grafika rt.com

Dzial: