Przez bramę śmierci ku oknu wieczności

chavarro 2.jpg
„W Kolumbii mało kto wierzy w mój oniryczny świat, ale, jak wiadomo, trudno jest być prorokiem we własnym kraju. Mój zaś związek z Polską jest głęboki. Już po raz drugi została w Polsce wydana moja książka „Słodka Aniquirona”. W Polsce jest znaczne zainteresowanie moją twórczością, również naukowe, krytyczno-literackie” – mówi Winston Morales Chavarro, kolumbijski poeta, powieściopisarz i eseista

Czy łatwo obecnie przebić się pisarzowi z Ameryki Południowej do pierwszej ligi światowej pisarzy?
- Pomimo zachodzącego dynamicznie procesu globalizacji czujemy się izolowani. Można powiedzieć, że pisarzowi trudno w ogóle przebić się do drugiego człowieka. Globalizacja czyni bowiem z ludzi bezładne zbiorowisko. Dzieła wielu wybitnych pisarzy latynoamerykańskich nie są wydawane w innych krajach. Pozostajemy nieznani. Wielu też ludzi nie czyta książek i nie interesuje się literaturą.

Paradoksalnie zatem globalizacja bardziej dzieli ludzi niż łączy. Nie pomaga też pisarzowi wejrzeć w ludzkie dusze?
- Jesteśmy coraz bardziej przesyceni informacjami Globalizacji towarzyszy demokratyzacja komunikacji międzyludzkiej. Można powiedzieć, że narasta, wzmaga się chaos. Dawniej informacje wytwarzały i upowszechniały elity: naukowcy, pisarze, dziennikarze. Dziś, w epoce internetu, może to czynić każdy. Tymczasem jest wielu pisarzy, których twórczość pozostaje nieznana, wymyka się, gubi gdzieś w lawinie tych informacji płynących nieprzebraną rzeką przez świat. Znane jest co najwyżej nazwisko, mamy bowiem do czynienia z czymś w rodzaju urynkowienia nazwiska. Dochodzi do tego, że samo nazwisko znaczy w społecznym odbiorze więcej niż twórczość. To jest sytuacja, w której niewątpliwie łatwiej upowszechniać informacje. Wydawnictwo może sprzedawać przez internet publikowane książki na całym świecie. Jest to droga docierania do czytelnika to bardzo pisarzom pomaga.

Jak Pan w tym globalnym chaosie trafił do Polski, jak zetknął się Pan z literaturą polską, co Pana ku naszej literaturze skłoniło?
- To wprost niezwykła historia. Pewnego razu przyśniła mi się noblistka Wisława Szymborska, która we śnie powiedziała mi, że wkrótce przyjadę do Polski. W 2014 roku otrzymałem nagrodę imienia Davida Mejíi Velilli przyznawaną przez Uniwersytet de la Sabana, gdzie dziekanem jest prof. Bogdan Piotrowski. Następnie nawiązałem kontakt z prof. Ewą Nawrocką z Uniwersytetu Jagiellońskiego i prof. Barbarą Stawicką-Pirecką z Uniwersytetu Adama Mickiewicza, kontaktowałem się z szerokim kręgiem znawców literatury latynoamerykanskiej. Tak rodziły się moje więzi z Polską. Obecna moja podróż do Polski jest już piąta. Odbywa się ona w największej mierze dzięki wsparciu poetki Anny Czachorowskiej, jej kontaktom i zaproszeniom.

Których pisarzy polskich ceni Pan najbardziej i dlaczego?
- Chyba najbardziej cenię twórczość Haliny Poświatowskiej. Gdybym żył w jej czasach i miał okazję ją poznać, zapewne bym ją pokochał i być może ożenił się z nią. Jej poezja trafia do mojego serca i mojej duszy. W następnej kolejności jest Wisława Szymborska. To ona przepowiedziała mi we śnie podróż do Polski. Wcześniej, gdy byłem jeszcze dzieckiem, bardzo ceniłem twórczość Josepha Conrada. Wtedy nie wiedziałem, że jest on Polakiem. Podobnie było z muzyką Chopina, która bardzo mnie urzekła, choć też nie wiedziałem, że Chopin jest Polakiem. Póżniej, już w wieku dojrzałym zainteresowałem się twórczością Oskara Miłosza, wuja noblisty Czesława Miłosza. Wreszcie przyszedł czas na lekturę poezji Adama Mickiewicza, prozy Bruno Schultza i utworów innych poetów.

Jaki jest odbiór Pana poezji w Pana kraju, Kolumbii i w Polsce?
- W Kolumbii mało kto wierzy w mój oniryczny świat, ale, jak wiadomo, trudno jest być prorokiem we własnym kraju. Mój zaś związek z Polską jest głęboki. Już po raz drugi została w Polsce wydana moja książka „Słodka Aniquirona”. W Polsce jest znaczne zainteresowanie moją twórczością, również naukowe, krytyczno-literackie. Badacze literatury wygłaszają wykłady na temat mojej twórczości. Myślę, że w Polsce jest większe zainteresowanie moją poezją niż w Kolumbii.

Wchodząc głębiej w świat Pana poezji, można zauważyć, że właśnie obecność w świecie wyobraźni jest dla Pana jednym z najważniejszych przejawów sensu istnienia, pełni człowieczeństwa. Jest to szczególnie widoczne w „Słodkiej Aniquironie”, tomie poezji wydanym ostatnio w Polsce.
- Aniquirona pojawiła się w mojej twórczości jako postać oniryczna, pewne objawienie ze snu, jak i bohaterowie większości moich książek. Po raz pierwszy przyśniła mi się w 1990 roku. Pięć lat zajęło mi wykreowanie jej jako postaci literackiej. W 1995 roku zacząłem już pisać tę książkę. Zastanawiałem się, czy jest ona tą postacią, którą podpowiada mi wyobraźnia. Książkę wydałem dopiero w 1998 roku. Dla wielu osób to po prostu jedna z książek. Dla mnie ważniejsze jest nie to, czy ta postać istnieje naprawdę, ale to, co ona mi podpowiada. To literackie upostaciowanie, przejaw pierwotnej siły duchowej, Staje się ona moją przewodniczką duchową. Książka ta zaś to rodzaj hołdu oddanego tej kobiecie, temu, co mi objawiła.

W jakim nurcie można by umieścić Pana twórczość – onirycznym, rustykalnym?
- Zdecydowanie jest to nurt oniryczny, metafizyczny, osobisty. Jest to znak mojego świata, świata Aniquirony i tego, co mi ona dyktuje, objawia.

Pisze Pan: „śmierć jest dla mnie bramą, czas oknem”. Proszę rozwinąć tę znamienną metaforę.
- Już jako dziecko doświadczałem przeżyć metafizycznych, pewnych objawień. Jako niespełna sześcioletni chłopiec miałem wizję czarnego kota w pokoju moich rodziców, który skoczył na stolik przez okno i zniknął. Później zainteresowała mnie twórczość takich pisarzy, myślicieli, jak Saint Germain, Pico della Mirandola, Helena Bławatska. Być może Aniquirona wybrała mnie jako człowieka, osobę, która może napisać wszystko to, co ona dyktuje o życiu, śmierci, czasie. Mam świadomość, że śmierć, pomimo bólu, jaki sprawia odejście kogoś bliskiego, jest pewną bramą, przejściem do innego sposobu postrzegania, innego wymiaru. Dlatego piszę o śmierci jako o drzwiach do innego świata, a ostatnio o czasie jako oknie do owego innego świata.

Ową bramą do innego świata ma być, według Pana, również poezja. To poezja pozwala zaczynać jeszcze raz od początku istnienie zgodnie z prawami ezoteryki. Proszę o przybliżenie istoty tego poglądu na świat, którym dzieli się Pan zapewne ze słuchaczami swoich wykładów uniwersyteckich i czytelnikami poezji.
- Poezja jest sposobem ukazywania, skąd przychodzimy. Daje nam możliwość zrozumienia, kim jesteśmy. Pozwala na powrót stawać się aniołami nie tyle upadłymi, co odzyskującymi utracony Raj, o którym pisał John Milton. My bowiem tęsknimy za Rajem, zamieszkujemy go. Składa się nań wiele odcieni szarości, codzienności.

Kim zatem jest poeta – światłem, poczwarką, ulotnym motylem, jak Pan to określa?
- Myślę, że najważniejsze, czego poszukuje artysta, to światło, duchowa prawda. Wielokrotnie mówiłem, że poeta i dziennikarz mają wiele wspólnego, tyle że dziennikarz szuka prawdy codzienności, a poeta szuka światła, czy też owej transcendentnej duchowej prawdy wykraczającej poza codzienność materialną.

Rzec można, fascynująca jest Pana wizja bycia poetą. Poeta ma być tym, który pragnie odbudowywać czas. Marcel Proust napisał znany cykl powieściowy „W poszukiwaniu straconego czasu”. Pan mówi o odbudowywaniu czasu jako istocie poetyckiego doświadczenia.
- Proust, pomimo że był prozaikiem, miał również spojrzenie poetyckie. Odtwarzał pamięć i czas, aby pozostawić to doświadczenie potomnym. Ja natomiast wierzę w istnienie światów równoległych. Zdarzenia dzieją się w światach równoległych, możliwych w wymiarach nam nieznanych. Poeta, jak pisał Jorge Louis Borges, umieszcza wszystko w jednym świecie, w jednym wymiarze, w jednej rzeczywistości, w owej wiecznej pamięci.

Aniquirona, cudzoziemka, hafciarka, koronczarka – to różne wcielenia kobiecości, o jakich Pan pisze w swej poezji. Ale może coś jeszcze zechciałby Pan dopowiedzieć o swej fascynacji kobiecością?
- Nie potrafię do końca wyjaśnić, skąd się bierze moja fascynacja kobiecością Wydaje mi się, że wszystkie wielkie cywilizacje były zafascynowane światem kobiecym. Moja bohaterka liryczna, Aniquirona, to upostaciowanie siły duchowej, to kobieta z ognia, koronczarka, tkaczka czasu, pamięci, wspomnień. To ona stwarza czas. Jest zatem metaforą odwiecznego konceptu kobiecego. Taką umiejętność nosi w sobie każdy z nas, bo każdy z nas ma w sobie pierwiastek kobiecy. Hermes Trismegistos pisał o obecności w ludzkiej naturze pierwiastka kobiecego i męskiego, które posiada każdy z nas.


My, Europejczycy, jesteśmy przyzwyczajeni do platońsko-arystotelesowsko-tomistycznej koncepcji czasu, bytowości natury ludzkiej. Tymczasem Pan pisze o nielogicznej racji czasu
.
- Zawsze miałem swoją koncepcję czasu jeszcze zanim poznałem Scotta Fitzgeralda– w dziele „Ciekawy przypadek Benjamina Buttona” pisze on o mężczyźnie, który urodził się starcem i z czasem staje się coraz młodszy, aż zostaje się dzieckiem i znika całkowicie. Dla mnie czas jest nie linearny, ale cykliczny. Ma to swe źródło w filozofii Majów, ale i ludów egipskich. Myślę, że w płaszczyźnie duchowej czas nie istnieje. Swego czasu śnił mi się mój dziadek, którego pytałem, czy będę dobrym pisarzem. Odpowiedział mi: już nim jesteś. Myślę, że nie istnieje teraz i później. Wierzę w pewną wieczność, która ma miejsce już dziś, w teraźniejszości.

Chciałbym Pana jeszcze zapytać o stosunek do papieża Franciszka, który pochodzi z Ameryki Łacińskiej.
- Jeżeli chodzi o papieży, to czułem silną więź z Janem Pawłem II. Moja babcia i matka też bardzo go ceniły. Papież Benedykt XVI sprawował ten urząd krótko. Nie zyskałem więc z nim ściślejszej więzi. Do papieża Franciszka, jako katolik, mam duże uwielbienie. Jestem wielbicielem Matki Boskiej z Guadelupe. Wierzę w Matkę Bożą bardziej jako w osobę niż wyobrażającą Ją figurę. Ostatnio, zbliżając się do zasad hinduizmu, trochę oddaliłem się od Kościoła.

Dziękujemy Panu za za przybliżenie latynoamerykańskiego rozumienia sensu poezji, czasu, ludzkiej bytowości, kobiecości. Na Pańską zaś wątpliwość, czy warto dziś tworzyć poezję, odpowiadamy jednym głosem: warto, warto, warto! Życzymy wszelkiej pomyślności w codziennym życiu i wielu pomysłów twórczych, które znajdą wyraz w nowych tomach poezji, powieściach, esejach.

Stanisław Stanik
Zdzisław Koryś

Winston Morales Chavarro jest kolumbijskim poetą, powieściopisarzem, publicystą, eseistą. Jest autorem kilkunastu książek, głównie tomów poetyckich. Eseistyka dotyczy twórczości poetów andyjskich. Na Uniwersytecie w Cartagenie wykłada dziennikarstwo i komunikację społeczną. W swej poezji stara się docierać do istoty prawdy, wieczności ukrytej w przestrzeni onirycznej. W swych mistycznych podróżach dociera do wewnętrznych światów i wiecznego światła. W jego poezji Bóg śpi w kamieniach, oddycha w roślinach, a śpiewy ptaków są pieśniami anielskimi. Przekazuje nam esencję prawdy o boskich praźródłach przestrzeni i czasu.

Myśl Polska, nr 25-26 (16-23.06.2019)

Dzial: