Gazowa samotność Polski w V4

szcze 1a.jpg
Nasze przywództwo energetyczne w Grupie Wyszehradzkiej (V4) jest co najmniej wątpliwe. Zobaczmy, jak nasi południowi sąsiedzi ustosunkowują się do rurociągu Nord Stream 2. Zacznijmy od Czech.Rosjanie prowadzą rozmowy z Czechami już od samego początku tego projektu. Cel jest prosty: aby czeskie sieci gazociągowe były wykorzystywane do tranzytu gazu. Dzisiaj ze wschodu na zachód może płynąć 55 mld m3 rocznie (prawie dwa razy więcej niż przez Polskę).

Czesi dzięki współpracy z Rosją potrafili się już zabezpieczyć przed konfliktem gazowym z Ukrainą. Już teraz 97 % gazu odbieranego z Rosji, nie przechodzi przez Ukrainę. Z ekonomicznego punktu widzenia jest on dla państwa korzystny – zapewni sieci gazociągów stabilizację, wzmocni tranzytowy charakter kraju – z Czech gaz będzie płynął do innych państw europejskich oraz oczywiście obniży ceny gazu.
Dzięki temu Czechy odnoszą korzyści z nowego rozdania gazowego w naszym regionie.

Już dużo wcześniej powstał rurociąg Gazelle, umożliwiający przesył 30 mld m3 rocznie (tyle co polski odcinek Jamału) między granicami Saksonii i Bawarii, ale także zwiększa możliwości przesyłu do Słowacji. Dzisiaj dzięki porozumieniom z Rosją, rozbudowywany jest system przesyłowy Net4Gas, by umożliwić przesyłanie gazu z niemieckiej lądowej odnogi NS2 – rurociągu EUGAL. Powstanie całkowicie nowy 150-kilometrowy rurociąg, zwiększając przesył do 40 mld m 3 i zyskując dodatkowe dochody z tranzytu gazu na południe Europy.

Dwa lata temu prezydent Zeman w pełni poparł rurociąg NS2, podając do publicznej wiadomości że „dla Republiki Czeskiej oznacza to korzyść ekonomiczną w wysokości około 1 miliarda euro”. Zeman mówi o także jasno o Polsce: „Nord Stream 2 jest korzystny dla gospodarczych interesów Czech. Rozumiem rozgoryczenie naszych polskich przyjaciół, gdyż kładziony jest na dnie Morza Bałtyckiego, Polska nie będzie więc miała opłat za tranzyt.” I roli w tej rozgrywce Stanów Zjednoczonych: „Nie widzę też najmniejszego powodu, dla którego „wielki brat zza Oceanu” miałby wypowiadać się na ten temat. LNG jest co najmniej 30% droższy niż rosyjski gaz. Wszystko zależy od ceny. Różnica w kosztach jest zbyt duża, aby ją przeoczyć”.

Premier Babisz jest mniej radykalny w słowach, ale nie krytykuje rurociągu. Przyczyna jest prosta: premierem Czech jest potężny przedsiębiorca, związany interesami ze swoim krajem, znający reguły biznesu, a jego Agrofert jest jednym z największych odbiorców gazu w Czechach i na Słowacji. Oczywiście trzeba być dyskretnym, gdyż inaczej poddanym się jest atakom ze strony mediów, „ekspertów” telewizyjnych, polityków, think-tanków – wszystkich tych, którzy bronią interesów „wspólnoty międzynarodowej”. Doświadczył tego minister Jan Mládek, który otwarcie poparł Nord Stream, ale potem pod naciskiem i krzykiem musiał wywinąć salto do tyłu i wycofać poparcie.

Gdy zaś już trudno się wymigać przed amerykańskimi ambasadorami i trzeba podpisać list protestacyjny przeciwko gazowej współpracy Europy i Rosji, to Czesi mówią wprost: „podpiszemy tylko miękki wariant dokumentu”. Zaś przy wprowadzaniu nowych europejskich przepisów uderzających w NS2, proponowali wprowadzić bardzo racjonalną regułę, że „prawo nie działa wstecz” i nowa dyrektywa nie obejmie już budowanych przedsięwzięć.

Natura próżni nie lubi, gdy my budujemy kordon sanitarny wokół Rosji, nasi sojusznicy z V4 starają się wzmocnić gospodarkę kraju i nie ulec całkowicie presji zza oceanu. Nasi południowi sąsiedzi nie ulegają naciskom zza oceanu, chociaż co chwila padają stamtąd jakieś groźby, nakładane są sankcje, uchwalane ustawy, wprowadzające kary za energetyczną współpracę z Rosją. Jedynie Polska jest tutaj prymusem w spełnianiu żądań Hegemona, choć nasze interesy tak gospodarcze, jak i narodowe, cierpią na tym poważnie. W następnym numerze – o Węgrzech.

Andrzej Szczęśniak

Myśl Polska, nr 25-26 (16-23.06.2019)

Dzial: