Rozmowy małżeńskie Wielomskich: Konfederacja

braun 1_1.jpg
Magdalena Ziętek-Wielomska: Wynik Konfederacji w ostatnich wyborach wielu zaskoczył, szybko pojawiły się komentarze w duchu „lud jest głupi”. Ja natomiast tej głupoty – w tym kontekście – akurat nie dostrzegam. Dlaczego?

Dlatego, że w kwestiach ideologicznych Konfederacja od PiS niczym kompletnie się nie różni, a w tych nielicznych sprawach, gdzie różnice są – nie ma wyborcom niczego ciekawego do zaoferowania. Po pierwsze, Konfederacja jedzie na tym samym wózku antykomunizmu co PiS (zresztą jak wszystkie partie biorące udział w wyborach). To samo potępienie w czambuł PRL, ta sama polityka historyczna made by IPN, ten sam stosunek do NATO, kult żołnierzy wyklętych i węszenie, czy ktoś przypadkiem nie był TW. Credo tej ideologii zresztą zawarli M. Chodakiewicz i Muszyńscy w swojej godnej Goebbelsa i Bermana pracy „Kim są polscy narodowcy”. Każdy wyborca może sobie zadać pytanie, jaki jest sens głosowania na Konfederację, skoro de facto mogłaby ona tworzyć prawe skrzydło w PiS? Przejdźmy więc do drugiej kwestii, kwestii różnic. Pierwszą jest oczywiście eurosceptycyzm.

Problem tej formacji polega na tym, że Polacy są chyba najbardziej euroentuzjastycznym społeczeństwem w UE: prawie każda rodzina ma kogoś na Zachodzie i wyjście Polski z UE dla milionów Polaków oznaczałoby tylko problemy. Żeby wojować hasłami Polexitu, najpierw należałoby włożyć olbrzymią pracę w wytłumaczenie społeczeństwu, że na tym zyska, a nie straci… Druga różnica dotyczy oczywiście sprawy ustawy 447. Cóż, i tutaj się okazało, że Konfederaci nie znają swojego narodu. Dlaczego te hasła nie uzyskały rezonansu? Bo Polacy od 30 lat są notorycznie straszeni Rosją i wolą zapłacić roszczenia, byleby tylko Amerykanie nas obronili przed Putinem…

Żeby uniknąć płacenia roszczeń konieczny jest zwrot geopolityczny w kierunku Wschodu i wypięcie się na USA – a tego w Polsce nikt nie chce, co dotyczy także Konfederacji. W tej kwestii PiS jest do bólu konsekwentny. I ostatnia kwestia – liberalizm JKM. Poniewierani przez ostatnie 30 lat Polacy nie chcą liberalizmu, tylko bezpieczeństwa socjalnego i jest to zupełnie uzasadniona postawa. Oczywiście, PiS prowadzi w tej kwestii działania pozorowane, ale trzeba mu przyznać jedno – potrafi słuchać tego, czego społeczeństwo oczekuje. W przeciwieństwie do Konfederacji.

Adam Wielomski: Zapewne nie wyłożyłbym problemów Konfederacji tak brutalnie i bezlitośnie jak przed chwilą to zrobiłaś, ale jest faktem, że ten zlepiony na eurowybory sojusz grup eurosceptycznych posiada pewne słabości. Ponieważ jest to „konfederacja” różnych stronnictw i środowisk, to Twoje zarzuty do jednych z nich pasują mniej, do innych bardziej. Jest faktem, że wielu Konfederatów ma problem z rozróżnieniem własnych idei od pisowskich i samo postrzega się jako coś w rodzaju prawego skrzydła partii Kaczyńskiego. Widzę to na FB, gdzie wielu Konfederatów jest kaczystami do kwadratu i mają profile oblepione Lechem Kaczyńskim, walką z „komuną” i „wyklętymi”. Dlatego nie mogli zrozumieć ataków TVPiS na własną listę, widząc się w roli koalicjanta Kaczyńskiego. Nie dotyczy to jednak wszystkich. Część, ta inteligentniejsza, rozumie, że nie chodzi o to, aby być prawym skrzydłem PiS-u, lecz, iż należy się od PiS zdystansować i dostrzec tu największego wroga, podszywającego się pod idee narodowe, patriotyczne i katolickie. Ci inteligentniejsi już rozumieją, że hasła Wielkiej Polski z Lwowem i Wilnem to tylko wariant pisowskiego Międzymorza, tylko mniej realistyczny, a bardziej romantyczny i idealistyczny; że kult Żołnierzy Wyklętych to radykalizacja narracji pisowskiej, której celem jest wepchnięcie Polaków w sterylny antykomunizm, którego efektem ostatecznym jest rusofobia i putinofobia, stanowiąca nawóz pod przyszły konflikt zbrojny amerykańsko-rosyjski na terytorium Polski.

Duży efekt otrzeźwiający ma także ustawa 447 i amerykańsko-żydowskie roszczenia do mienia bezspadkowego. W Konfederacji obserwuję narastającą niechęć do imperializmu Stanów Zjednoczonych, wynikłą ze zrozumienia faktu, że nie sposób znajdować się w obozie antyrosyjskim, być pod amerykańskim parasolem wojskowym i nie zapłacić organizacjom żydowskim. Projekt tzw. Fortu Trump w Polsce jest oczywiście organicznie powiązany ze sprawą mienia bezspadkowego. Co inteligentniejsi Konfederacji poczynają już sobie zadawać pytanie czy cena przebywania pod amerykańskim parasolem nie jest już zbyt duża? Czy warto być w konflikcie z Rosją za taką cenę? A jaki byłby koszt odwrócenia sojuszy? Donald Trump, politycy amerykańscy i żydowscy to najlepszy kubeł zimnej wody i sposób na mentalne odspawanie Konfederacji od PiS-u, jaki tylko można znaleźć. Wystarczy czekać i uświadamiać. Pisać i mówić.

Myśl Polska, nr 25-26 (16-23.06.2019)