Wojciech Jaruzelski – glosa w pięciolecie śmierci

jaruzel.JPG
Piszę te słowa 25 maja 2019 roku. Pięć lat temu zmarł gen. Wojciech Jaruzelski. Mój stosunek do Generała wszyscy znają, więc nie będę się powtarzał. Chciałbym w tym tekście zwrócić uwagę na różnicę pomiędzy tzw. komunistami, a obecną lewicą. Ta różnica robi znaczącą przewagę na rzecz dawnego aktywu PZPR.

Kilkukrotnie pisałem, i myśl tę powtórzę dziś raz jeszcze, że mocno żałuję, iż nie mamy już lewicy postkomunistycznej, odwołującej się do PRL. Z tamtą lewicą mogliśmy spierać się o wiele kwestii. Raził mnie ich antyklerykalizm, socjalizm, tworzona na szybko maska socjaldemokracji i „europejskości”. Istotą rzeczy była, wspomniana w poprzednim zdaniu, „maska”. Wszyscy wiemy, że lewica Leszka Millera składała do Sejmu projekty legalizacji związków homoseksualnych na 2-3 miesiące przed końcem kadencji, aby nigdy ich nie uchwalić; wiemy, że była antyklerykalna, ale szanowała Kościół i po cichu znajdowała się z nim wspólny język.

Symbolicznie wyraził to Wojciech Jaruzelski przy okazji wywiadu, który zrobiłem z nim – wraz z red. Janem Engelgardem” w 2009 roku (”Ja także nosiłem Mieczyk Chrobrego”. Wywiad z gen. Wojciechem Jaruzelskim, „Pro Fide Rege et Lege”, 2009, nr 2). Gdy zaniosłem mu do autoryzacji tekst wywiadu, to każde słowo „biskup” osobiście poprawił na „Biskup”. Generał rzekł nam, że „Biskup to oficer wrogiej armii, ale jednak oficer, więc piszemy dużą literą”.

Inność tamtej lewicy, w stosunku do obecnej, wyraża także pytanie, które zadaliśmy Generałowi o jego stosunek do eksponowania przez nowoczesną lewicę takich zjawisk jak homoseksualizm i feminizm. Wojciech Jaruzelski odpowiedział: „Związki homoseksualne? Nigdy się poważnie nad tym nie zastanawiałem. Jest coś, co determinuje biologia. Trzeba się z tym pogodzić, że takie zjawiska istnieją. Natomiast afiszowanie się z tym, te manifestacje, mnie rażą. Uważam, że trzeba homoseksualizm uznać za część rzeczywistości. Niektóre postacie, zwłaszcza w sferze kultury, polskie i zagraniczne, miewały taką przypadłość. Chodzi tylko oto, aby to miało wymiar osobisty, a nie było reklamowane za zewnątrz”. Gdybyście Państwu przeczytali te słowa aktywiście lewicy współczesnej, komuś z Wiosny lub Lewicy Razem, to niewątpliwie uznałby je za „homofobiczne”. Te słowa „afiszowanie się”, „przypadłość”? Homofobia w czystej postaci…

Właśnie dlatego nigdy nie rozumiałem tych ludzi prawicy i antykomunistów, którzy marzyli o zatonięciu SLD i zjawiska tzw. postkomunizmu. Ludzie ci, w swojej głupocie (nazwijmy po imieniu) wierzyli, że gdy nie będzie SLD, to nie będzie lewicy w Polsce. W rzeczywistości spór był na innym polu: czy twarzą lewicy w Polsce będzie Leszek Miller czy Robert Biedroń? Stare dobre SLD posługiwało się czasem retoryką emancypacyjną, ale przecież nikt w nią nie wierzył! Tymczasem Biedroń wierzy, że związki hereto- i homoseksualne są takie same! Zandberg naprawdę zaś wierzy w socjalizm!

Lewica postkomunistyczna w całości przeszła przez heglizm. Wychowano ją i wyedukowano w myśleniu heglowskim, nawet jeśli poszczególnie działacze żadnej książki Hegla nie widzieli na oczy. Myślenie Heglowskie jest zaś esencjalnie państwowe i przeciwne indywidualistycznej emancypacji. Jego centralnym motywem jest „etyczność” (Sittlichkeit), które oznacza konieczność podporządkowania się jednostki dobru państwa i wspólnocie. W marksizmie stanowiło to podglebie dla leninowskiego kolektywizmu. Lewica, która uwolniła się od dziedzictwa postkomunizmu, utraciła zakorzenienie w „etyczności”, popadając w permisywizm, nawołując do indywidualnej emancypacji. Lewica ta nie jest socjalistyczna, lecz liberalna, szczególnie obyczajowo. Zamieniliśmy lewicą państwową, na postmodernistyczną lewicę nihilistyczną. I to jest tragedia dla Polski.

Adam Wielomski

Myśl Polska, nr 23-24 (2-9.06.2019)