Konstytucja 3 Maja i pruska pułapka

3 maja.jpg
Przygotowania do Sejmu przebiegały w Polsce normalnie – przewaga stronnictwa królewskiego była bezsporna. Zwolennicy reform i sojuszu z Rosją byli dobrej myśli, nie spodziewali się, że Berlin przygotowuje olbrzymią niespodziankę.

W ciągu września płynęły do Ludwika von Buchholtza, posła pruskiego w Warszawie, regularnie instrukcje, 3 IX zalecano mu rozejrzeć się za możliwością stworzenia partii pruskiej, storpedowanie aukcji wojska i zapytywano ile pieniędzy potrzeba na uruchomienie całej machiny w ruch. 16 IX sam król pruski pisał do Buchholtza: „Byłoby rzeczą bardzo ważną, gdybyś potrafił wciągnąć [Ignacego] Potockiego, którzy z Rosji i króla polskiego nie są kontenci. Jeśli wojewoda Potocki przychyla się na stronę dworską dlatego, że jego majątki są pod ręką Rosjan, powinieneś mu wytłumaczyć, że gdyby Rzeczpospolita weszła w przymierze z Rosją, najwyraźniej przeciw Turcji, fortuna jego uległaby ciężkiemu z ich strony niebezpieczeństwu. Postarasz się w ogólności zniszczyć to mniemanie, które rozpowszechniono, jakobym ja zamyślał o nowych nabytkach z tej strony” [Walerian Kalinka, „Sejm Czteroletni", t. I, Kraków 1895-1896, s.114-115).

Prusy doskonale zdawały sobie sprawę, że Rosja znalazła się w trudnej sytuacji: walczyła na dwóch frontach – na północy ze Szwecją i na południu z Turcją. Berlin postanowił stworzyć trzeci front – w Polsce.

Opozycja jeszcze wahała się, Czartoryscy być może byliby w stanie pojednać się z królem, nagabywani do tego przez przyjazny im dwór austriacki, ale lider Potockich, Ignacy, był już zdecydowany na powrót do starej orientacji. Szalę przechyliło odczytanie w sejmie pruskiej deklaracji (13 X 1788 r.), która zachęcała wyraźnie do zrzucenia protekcji rosyjskiej. „Wszyscy notą Buchholtza jedynie byli zajęci – pisze Kalinka – wrażenie jej było ogromne. Po raz pierwszy to jeden z sąsiadów i spółzaborców Polski odzywał się w Warszawie w sposób tak jawny i stanowczy przeciw Rosji, grożąc jej swoją potęgą, jeżeli żądań jego nie posłucha” [Kalinka, op.cit. s. 195].

Potoccy i Czartoryscy oraz ich zwolennicy połknęli haczyk. Teraz można było przystąpić do realizacji szczegółowego programu. Instrukcja z Berlina była prosta: „Skoro król polski upiera się przy swej konfederacji, to i my musimy mieć naszą, chociażby w mniejszej liczbie. Oficer hr. Ogińskiego (Lachnicki) twierdzi, że na 48 posłów litewskich, dwóch tylko trzyma z królem; że Podlasie dostarczy 15 posłów patriotycznych, spodziewam się, że i Wielkopolska nie zostanie w tyle. Gdybyś mógł pozyskać większość, byłoby dobrze znieść Radę Nieustającą, bo widzę, że przez nią może król wszystko... Tymczasem możesz zaręczyć wszystkim Polakom dobrze usposobionym moją pomoc i protekcję najskuteczniejszą, a nawet zapowiedzieć wkroczenie wojska w razie potrzeby. Jednakże ostrożnie mów o tem ostatniem, i tylko ludziom, których jesteś pewny i którzy tego nie nadużyją” [Kalinka, t. I, op.cit., s.159-160].

„Dobrze usposobieni Polacy” znaleźli się i ochoczo wzięli się do roboty „pour le roi de Prusse”. Najpierw obalono jeden z najbardziej zasłużonych dla kraju departamentów Rady Nieustającej – wojskowy, potem zaczęto dobierać się do samej Rady Nieustającej. Berlin był zadowolony z przebiega obrad. Opozycja wypełniała wszystkie dyrektywy specjalnego wysłannika Fryderyka Wilhelma, Włocha, Girolamo Lucchesiniego. Ten arcychytry i sprytny człowiek nawiązał ścisłą współpracę z „patriotami”. O charakterze tych kontaktów mówią dokumenty.

Lucchesini do Berlina (31 X 1788 r.): „Jeśli król polski potrafi zachować władzę prawie absolutną nad wojskiem patrioci odmówią na nie podatków. Oprócz tego, skargi na dokuczliwości rosyjskiego wojska, które zdołaliśmy wnieść na stół sejmowy wywołały rozkazy stanów, aby w razie potrzeby, z orężem w ręku, zapobiec tym gwałtom, a oraz nie dopuścić przezimowania wojsk rosyjskich. Przedstawili mi, że jeżeli przyjdzie do takiej scysji, będą musieli natychmiast zażądać, aby wojsko WKMości wkroczyło” [Kalinka, t. I, op .cit. s .239)].

Lucchesini da Hertzberga (1 X 1788 r.): „Choćby nas wszystko zawiodło z tego, co się tutaj gotuje, to Rosjanie opierając się przy zimowych leżach w Polsce, dadzą na pewno powód do zadarcia z Polakami. Mam już gotowego warchoła, który poleci na Ukrainę zaczepić Rosjan w kilkaset szlachty i dać sygnał do ruchawki, bylebym mu powiedział, że król pruski wesprze naród polski” [Kalinka. t. I, op. cit., s. 241].

Postscriptum do raportu z 1 X: „Już po zapieczętowaniu niniejszego pakietu, miałem z nimi schadzkę tajemną, na której się upewniłem, że jeśli na sesji poniedziałkowej król polski weźmie górę w sprawie komendy nad wojskiem, znaczna liczba wojewodów i posłów, nie bacząc wcale na karę wyznaczoną na reprezentantów narodu za przyzwanie zagranicznej pomocy, zdecydowana jest posłać do Berlina jednego ze swoich z adresem podpisanym przez 50 do 60 członków Sejmu. Żądają wkroczenia wojsk pruskich, by pod ich zasłoną, głów swoich nie wystawiając, mogli się re konfederować” (Kalinka, tamże).
Wpływ Lucchesiniego na przebieg obrad sejmowych był tak duży, że pojawiły się nawet satyryczne wiersze na ten temat:

Chcesz wiedzieć, co są dzisiaj Zgromadzone Stany?
Ja ci słowem odpowiem, że to są ograny,
Gdzie każdy klawisz tknięty swą powinność czyni,
Organista zaś do nich – teraz Lucchesini!

Radę Nieustającą obalono definitywnie w styczniu 1789 r. Zniszczenie rządu, który miał tak wielkie zasługi w reformowaniu kraju, wejście przez większość opozycji w ścisły kontakt z Prusami, obalenie wpływów rosyjskich w Polsce (protektoratu) było nadzwyczaj lekkomyślnym krokiem, Jest to najbardziej łagodna ocena tego co się stało, o wiele właściwsze byłoby stwierdzenie, że doszło po prostu do zdrady najżywotniejszych interesów Rzeczypospolitej. Ojczyznę nieopatrznie rzucono na pastwę fałszywych i zdradliwych nieprzyjaciół, wystawiono na groźby, których sami nie mogliśmy zneutralizować.

Jednocześnie zdrajcami zaczęto nazywać tych, którzy wieloletnią pracą na rzecz kraju zasłużyli na miano bohaterów, najprzeróżniejszych mydłków i krzykaczy wielbiono jako patriotów
. Warszawę opanowała psychoza antykrólewska i antyrosyjska granicząca z histerią. W takich warunkach trudno było prowadzić rozsądną politykę, Żadne rady nie docierały do świadomości posłów. Na próżno ostrzegał król przed zemstą Rosji i wiarołomstwem Prus, na próżno apelował do sumień prymas Michał Poniatowski. „Patrioci” uwierzyli, że nadszedł ich czas i tylko oni wiedzą co robić.

warszawa.jpg

Upadek Rady Nieustającej oznaczał koniec formalnych powiązań Polski z Rosją. Sejm podjął także decyzję o potrzebie likwidacji rosyjskich magazynów wojskowych na Ukrainie i zażądał od Petersburga wycofania wszystkich swoich oddziałów z terytorium Rzeczypospolitej. Realizacja tych żądań była dla Rosjan nadzwyczaj niewygodna, gdyż poważnie komplikowała prowadzenie wojny z Turcją. Początkowo na wydarzenia w Polsce Rosjanie reagowali ze spokojem, ale była to tylko poza. Największą obawą napawała ich zwiększenie się wpływu pruskiego na kierunek polskiej polityki. Berlin był zdecydowanie niechętny zwycięstwom rosyjskim nad Turcją i Polska była dlań wygodnym środkiem nacisku na Petersburg. Pojawiła się obawa, że może dojść do polsko-pruskiego przymierza. Ocena rosyjska z kwietnia 1789 r. była następująca:

„Przymierze polsko-pruskie, czy w wojnie czy w pokoju, byłoby dla Rosji bardzo szkodliwe, bo wzmocniłoby znacznie potęgę Prus. Rosja wolałaby w takim razie przystać na podział Polski, bo wtedy równowagą byłaby zachowana” (ocena austriackiego dyplomaty w Petersburgu Cobentzla, [Kalinka, t. I, op, cit., s.429].

Można więc powiedzieć, że Sejm Wielki już u zarania popełnił grzech pierworodny, który skazywał jego dokonania, chociażby najbardziej szlachetne i wzniosłe, na niepowodzenie. Po obaleniu rządu i wpływów rosyjskich „patrioci” zanieśli się w ślepym zaułku. Ich światlejszy odłam (I. Potocki) zdawał sobie sprawę, że obalony system rządów trzeba jednak czymś zastąpić, ale wiedzieli jednocześnie, że budowa nowego systemu (reformy) wymaga protekcji obcego mocarstwa. Jedynym kandydatem do tej roli były dla nich Prusy. Gdyby „patrioci” zechcieli tylko powrotu do bezładu z okresu saskiego miałoby to jeszcze jakiś sens, ale postanowili oni stworzyć nowy zreformowany system rządów, co w takim układzie międzynarodowym było pomysłem poronionym. Prusy jako gwarant reform w Polsce! Wzbudziło to zdumienie i ironiczne uwagi w Berlinie. Fryderyk Wilhelm skwitował to następująco: „Muszą Polacy nie mieć żadnych zdrowych pojęć o polityce, jeśli mniemają, że jedynie pod moją opieką będą mogli zmienić z gruntu formę rządu i wszystkie swoje urządzenia” [Kalinka, t. I, op.cit., s. 687].

Mimo to Polacy brnęli dalej. 30 III 1790 r. zawarto z Prusami sojusz o charakterze wojskowym wymierzony w Rosję. Lucchesini nie ukrywał przed swoim monarchą następstw tego układu: „Teraz, kiedy już mamy w ręku tych ludzi i kiedy przyszłość Polski jedynie od naszych kombinacji zawisła, kraj tern może posłużyć WKMości za teatr wojny i zasłonę od wschodu dla Śląska, albo też będzie w ręku WKMości przedmiotem targu w układach pokojowych. Cała sztuka z naszej strony jest w tem, aby ci ludzie niczego się nie domyślili i aby nie mogli przewidzieć do jakich ustępstw będą zmuszeni w chwili, gdy WKMość za swe usługi zażąda od nich wdzięczności” [Kalinka, t. II, op.cit., s,81.

Warunkiem jakiegokolwiek układu pomiędzy dwoma państwami jest chociażby minimalna wspólnota interesów. W omawianym przypadku mamy do czynienia z układem, który jest całkowitym zaprzeczeniem tej zasady.

„Patrioci” z czasem jakby spostrzegli powagę sytuacji. Prusy w zamian za sojusz zażądały od Polski i Gdańska i Torunia, na co jednak nie zgodziła się większość posłów, ku ogromnemu rozgoryczeniu architektów propruskiej polityki. Przyjęcie przez Sejm uchwały o nierozdzielności Rzeczypospolitej (6 IX 1790 r.) zadało śmiertelny cios i tak skazanemu na klęskę flirtowi z Berlinem. Obecnie Prusy nie miały już żadnego interesu popierać Polski, która nagle została osamotniona. Jednego sprzymierzeńca (Rosję) odrzuciła i znieważyła, drugiego (Prusy) zawiodła. Epilogiem takiej polityki mógł być tylko rozbiór.

Wiemy, że ukoronowaniem Sejmu była Konstytucja 3 Maja. Rozważając na chłodno, uchwalenie jej akurat wtedy, w beznadziejnym położeniu międzynarodowym, nie było aż tak potrzebne. Większość zmian, jakie wnosiła konstytucja i tale była realizowana w praktyce w okresie działalności Rady Nieustającej. Stojąc przed alternatywą: gwałtowne reformy lub istnienie państwa – trzeba było wybrać drugie rozwiązanie. Cóż po reformach, których nie można przeprowadzać we własnym państwie. Ale omawiając tę kwestię trzeba z wielkim naciskiem podkreślić, że to nie uchwalenie konstytucji było gwoździem do trumny Polski. Podstawową przyczyną niepowodzenia Sejmu Wielkiego była awanturnicza, bezmyślna polityka zagraniczna z układem z Prusami z 1790 r. na czele.

Kilka słów poświęcić też należy polityce rosyjskiej. Niewątpliwie faktem jest, że Katarzyna II pragnęła zachować Polskę w całości. Nie po to zdecydowała się na poparcie siłą obozu reform familii w 1764 r. by już w kilka lat potem ochoczo zgodzić się na rozbiór. Jej zgoda na I rozbiór była wymuszona, podobnie jak i na drugi. Jednak w 1792 r. kierowała carycą również chęć zemsty na Polakach. Była ona podatna na podszepty niektórych dygnitarzy, którzy namawiali ją do ostatecznego rozwiązania polskiego problemu, ale podatność ta nie oznaczała wcale zdecydowania. Rozum polityczny narzucał bowiem inne rozwiązania. Niestety, to co robili Polacy umacniało pozycję tych, którzy snuli programy podziału Rzeczypospolitej. „Przetrwajmy Katarzynę – mawiał jeden z mądrych Polaków Chreptowicz – z jej śmiercią wiele rzeczy się odmieni”. Rzeczywiście, po jej śmierci, która nastąpiła prawie dokładnie w rok po upadku Polski, polityka rosyjska wobec Polski powróciła do dawnych koncepcji Piotra I i próbowała bezskutecznie naprawić zło rozbiorów.

„Zgoda na rozbiory – czytamy w opracowaniu radzieckim – pozostawała w rażącej sprzeczności z tradycjami rosyjskiej polityki i nie odpowiadała narodowym interesom Rosji. Fakt, że inicjatywa w sprawie rozbiorów Polski należała do Prus, nie zdejmuje odpowiedzialności z caratu, który... poszedł na ustępstwa wobec dyplomacji pruskiej i austriackiej i antynarodową polityką przyczynił się do rozniecenia nienawiści między dwoma bratnimi narodami” [„Historia ZSRR”, t. I, Warszawa-Moskwa 1983, s. 205].

***

Sytuacja Polski w XVIII w, była trudna, ale nie beznadziejna. Sama Rzeczpospolita nie miała szans przeciwstawić się wszystkim trzem otaczającym nas państwom. Czy byliśmy wobec tego skazani na klęskę? Prof. Emanuel Rostworowski stwierdza jasno, że „antypolski sojusz trzech czarnych orłów nie był jakąś fatalnością. Dochodził do skutku w latach 1772, 1793 i 1794 w warunkach politycznych, w wytworzeniu których niemałą rolę odegrali sami Polacy. Wysuwamy stąd wniosek, że jedną z podstawowych przyczyn rozbiorów (kto wie czy nie najważniejszą) był „brak politycznej dyscypliny w zakresie stosunków z obcymi państwami” [E. Rostworowski, „Polska w układzie sił politycznych Europy” [w:] „Polska w epoce oświecenia”, Warszawa 1972, s. 59].

Brak elementarnego rozeznania w sytuacji międzynarodowej był bezpośrednią przyczyną kolejnych porażek politycznych i militarnych. Przykład konfederacji barskiej i Sejmu Wielkiego jest tu najbardziej znamienny. Tylko dwa razy prowadzono prawidłową politykę. Po raz pierwszy miało to miejsce w latach 40. XVIII w., kiedy familia podjęła próbę wzmocnienia państwa w oparciu o Rosję oraz w latach 70., w tym przypadku kierownikiem polskiej polityki był król Stanisław August, bez wątpienia najlepiej obeznany w sytuacji międzynarodowej człowiek w Polsce.

Orientacja rosyjska nie była oczywiście idealnym rozwiązaniem, ale skoro „rząd polski bez obcej kurateli obejść się już nie mógł, to kuratela, rosyjska była najkorzystniejsza ze wszystkich jakie przypuszczały ówczesne stosunki” [Kalinka, t. I, op.cit, s,. 26].

Położenie zewnętrzne Rzeczypospolitej wymagało stałej i konsekwentnej linii politycznej, a nie odruchów dokonywanych po omacku i w dodatku pod wpływem emocji czy prowokacji. Nauka płynąca z doświadczeń tego okresu powinna była spowodować opamiętanie. Zdarzało się jednak często, że doświadczeń tych nie analizowano, karmiąc następne pokolenia wyidealizowaną wizją dziejów. Być może wpływało to na podniesienie ducha narodowego, ale nie miało nic wspólnego z politycznym rozsądkiem i prawdą historyczną.

„Naród, który sam siebie surowo sądzi, wzbudza cześć postronnych; wtedy tylko a niego szydzą, gdy bawi się w złudzenia. Od stu lat wciąż oskarżamy nieprzyjaciół o upadek Polski. Cóżeśmy na tym zyskali? Tyle tylko, żeśmy oszukali samych siebie. Upadku Polski my sami jesteśmy przyczyną, tak jak sami tylko możemy ją dźwignąć, jeżeli ze skruchą w sercu przyznamy się do naszych błędów” (Walerian Kalinka do Władysława Czartoryskiego, 1866 r.).

Jan Engelgard
Jest to końcowy fragment szerszego opracowania pt. „Czy można było tego uniknąć? Upadek Polski w XVIII wieku”, który powstał na początku lat 80. XX wieku. Tekst ten nigdy nie był do tej pory publikowany.

Dzial: