Klęska „Porocha” i banderowców

zelenski.jpg
Trudno o jakiś poważniejszy komentarz do zwycięstwa Zełenskiego w Ukrainie, bo w zasadzie nic o nim nie wiadomo; nie przedstawił żadnego programu, nie zapowiadał żadnych konkretów, jego otoczenie to grono bliżej nieznanych prawników. Wiadomo tylko, że powiązany był z Kołomojskim, który z kolei finansował ukraińskich nacjonalistów i próbował przejąć południową i wschodnią cześć kraju dla swoich interesów, ale ostatecznie został ograny przez „Porocha” i musiał wyjechać do Szwajcarii.

Możemy jednak snuć przypuszczenia na podstawie tego, kto kogo popierał: cała polska oligarchia, włączając w to główne tytuły prasowe, ośrodki analityczne, komentatorów etc. była za „Porochem”; podobnie cały antyrosyjsko usposobiony Zachód; na „Porocha” poszli też karnie głosować „antysystemowi” ukraińscy nacjonaliści – z wyjątkiem uwikłanego z nim w prywatny konflikt „Azowa”; Rosja za to i prorosyjscy politycy na Ukrainie nie atakowali Zełeńskiego (choć zarazem Rosja zadała w ostatnim czasie Ukrainie kilka prestiżowych ciosów w obszarze energetyki i wydając rosyjskie paszporty mieszkańcom wolnej części Zagłębia Donieckiego, co uderzało przed wyborami w „Porocha” ale też może już po wyborach skomplikować sytuację Zełeńskiemu); sam „Poroch” starał się w ostatnich dniach skompromitować Kołomojskiego, a przez to też Zełeńskiego, zarzucając im że są „ruskimi agentami”.

Wyłania się z tego wszystkiego obraz, że Zełeńskiemu powinniśmy dać kredyt zaufania, jego zwycięstwo wyborcze potraktować jako fakt pozytywny, a jego prezydenturę przyjąć z nadzieją. Zazwyczaj jest tak, że jeśli zachodnia demoliberalna oligarchia kogoś popiera, to ten ktoś zasługuje by go zwalczać, a jeśli demoliberalna oligarchia kogoś atakuje, to ktoś taki zasługuje na poparcie. Bywają co prawda wyjątki i bolesne rozczarowania (Ollanta Humala, Cipras, Trump), ale te wyjątki nie falsyfikują bynajmniej słusznej reguły.

Pomijając zaś już wszystko inne, to porażka w ukraińskich wyborach Porocha i całej politycznej oligarchii (sromotnie przegrała też Julia Tymoszenko), to sygnał że Ukraińcom wcale nie jest tak do końca po drodze z forsowną westernizacją, wieszaniem się u klamki Waszyngtonu i całym towarzyszącym temu bagażem, to jest degrengoladą elity politycznej i rozdrapywaniem kraju przez rozmaitych rodzimych i zagranicznych aferzystów.

To też dobry sygnał, że istnieje jednak „głęboka Ukraina”, „ukraińska Ukraina” odmienna niż jej zafałszowany obraz serwowany nam przez propagandystów z OSW, nurzających się w kłamstwach dziennikarzy, sprzedajnych intelektualistów, różne „Otwarte Dialogi”, czy wreszcie panoszących się tu i ówdzie w naszym kraju emisariuszy lub polskich rzeczników ukraińskiej subkultury nacjonalistycznej.

Ronald Lasecki

Dzial: